To będzie rok rynków wschodzących

Prognozy na 2019 r. W przyszłym roku pojawią się korzystne warunki do odbicia na rynkach wschodzących, zapowiada Bartosz Pawłowski z mBanku

Od końca października obliczany przez MSCI indeks wschodzących rynków akcji odbił się o 0,9 proc., podczas gdy analogiczny wskaźnik giełd z gospodarek dojrzałych pogłębił przecenę o 3,3 proc. To oznacza zwrot w porównaniu ze wcześniejszymi tendencjami — od styczniowego szczytu do końca października MSCI EM zanurkował o 25,2 proc., dwuipółkrotnie bardziej od MSCI World. Zdaniem Bartosza Pawłowskiego, głównego zarządzającego w bankowości prywatnej mBanku, z tego odreagowania na razie nie należy wysnuwać zbyt daleko idących wniosków. Jednak przy spełnieniu pewnych założeń pojawią się szanse na znacznie lepszy dla rynków wschodzących 2019 r.

Zdaniem Bartosza Pawłowskiego, głównego zarządzającego w bankowości prywatnej
mBanku, z odreagowania na rynkach wschodzących na razie nie należy wysnuwać
zbyt daleko idących wniosków. Jednak przy spełnieniu pewnych założeń pojawią
się szanse na znacznie lepszy rok dla emerging markets.
Zobacz więcej

OSTROŻNIE:

Zdaniem Bartosza Pawłowskiego, głównego zarządzającego w bankowości prywatnej mBanku, z odreagowania na rynkach wschodzących na razie nie należy wysnuwać zbyt daleko idących wniosków. Jednak przy spełnieniu pewnych założeń pojawią się szanse na znacznie lepszy rok dla emerging markets. Fot. ARC

— Trudno sobie wyobrazić, by rynki wschodzące zyskiwały przy kontynuacji przeceny w gospodarkach dojrzałych. Jednak już pewnej dozy lepszego ich zachowania na tle tej drugiej grupy można się spodziewać — przewiduje Bartosz Pawłowski, wcześniej zarządzający w funduszu hedgingowym Finisterre Capital oraz szef strategii na rynki wschodzące w BNP Paribas.

Fed przyjdzie z odsieczą

Jego zdaniem, pozytywnym sygnałem jest to, że prognozy globalnych banków mówią o wzroście MSCI EM w przyszłym roku o około 10 proc. To wskazuje na znaczne schłodzenie nastrojów, które jeszcze rok temu były euforyczne. Wspierać koniunkturę na rynkach wschodzących powinno zatrzymanie umocnienia dolara, do czego przyczynić się powinna redukcja oczekiwań rynkowych co do zaostrzania polityki Fedu. Jeszcze do niedawna inwestorzy spodziewali się podwyżki stóp Fedu w grudniu i trzech-czterech takich posunięć w przyszłym roku. Obecnie grudniowa podwyżka nie jest już taka pewna, a przyszłoroczne zwyżki zostały niemal całkowicie wymazane z oczekiwań.

— Sytuacja jest zbliżona do tej z przełomu 2015 i 2016 r. Wówczas obawy przed recesją oraz przecena ropy sprawiły, że Fed stał się ostrożny. Jeśli tak będzie i tym razem, to dolar podobnie jak i wtedy przestanie się umacniać i już samo to będzie korzystne dla rynków wschodzących. Kluczowy jest nie tyle sam poziom jego notowań, co tendencje w jego zachowaniu. W 2016 r. wejście dolara w stabilizację przełożyło się na niższą zmienność i zapoczątkowało rajd na rynkach wschodzących — zauważa Bartosz Pawłowski.

Recesji nie będzie

O tym, że prawdopodobieństwo recesji w USA rzeczywiście wzrosło, świadczy zachowanie szacującego je wskaźnika obliczanego przez nowojorski oddział Fedu. Indeks poprzednio sięgnął tego pułapu w sierpniu 2006 r., a więc na 15 miesięcy przed rozpoczęciem ostatniej bessy na giełdzie nowojorskiej. Ostrzeżeniem przed recesją jest też bliskość odwrócenia krzywej rentowności (zejścia rentowności obligacji długoterminowych poniżej krótkoterminowych). Wiarygodność tego sygnału obniża fakt, że stał się zbyt medialny (jest używany jako argument przeciwko podwyżkom stóp nawet przez samych członków Fedu), a także to, że zaburzać go może wcześniejszy skup aktywów przez Fed (według decydentów mógł on obniżyć rentowności 10-latek o pełen 1 pkt. proc.). W sytuacji, gdy indeks koniunktury w amerykańskim przemyśle ISM trzeci miesiąc z rzędu utrzymuje się powyżej pułapu 60 pkt., bezrobocie jest bardzo niskie, a zatrudnienie rośnie, nie można mówić o żadnych wskazujących na recesję sygnałach z gospodarki, zaznacza Bartosz Pawłowski.

— W drugiej połowie 2019 r. oraz na początku 2020 r. amerykańska gospodarkanajprawdopodobniej będzie przechodziła spowolnienie związane z wygaszaniem impulsu fiskalnego. Jednak w perspektywie dwóch-trzech kwartałów nie ma powodu, by USA weszły w recesję, a zmienić mój pogląd w tej sprawie mogłaby dopiero przecena S&P500 o kolejne 10-15 proc. — ocenia specjalista.

Wojna handlowa będzie się tlić

Bartosz Pawłowski przyznaje, że rok temu popełnił błąd, nie doszacowując ryzyka wybuchu wojny handlowej. Nacisk na Chiny przyniósł efekty, co może pozwolić Donaldowi Trumpowi na odtrąbienie zwycięstwa przed swoimi wyborcami, a w konsekwencji na zmniejszenie napięć. Z drugiej strony USA mogą wybrać ścieżkę utrzymywania presji na Chiny, nawet kosztem niższego wzrostu u siebie, aby nie pozwolić Państwu Środka wyprzedzić się militarnie i pod względem technologii. To oznaczałoby negatywny scenariusz, na którym straciłaby zwłaszcza UE i inne gospodarki oparte na handlu międzynarodowym.

— Wojna handlowa może stać się elementem strukturalnym, związanym z przejściem od jednobiegunowego do dwubiegunowego świata (USA-Chiny). Zgodnie z tą koncepcją sam cel zmniejszenia deficytu handlowego nie byłby wcale kluczowy dla USA. Wojna handlowa stałaby się stałym elementem krajobrazu, który w długim terminie obniży potencjał wzrostu gospodarczego — zauważa Bartosz Pawłowski.

Mimo to zdaniem specjalisty mBanku pozytywne sygnałynadchodzą również z Chin. Gospodarka Państwa Środka musi w dłuższym terminie zwalniać, bo osiągnęła rozmiary, w których utrzymanie dotychczasowej dynamiki jest niemożliwe. Osłabienie juana w drugiej połowie 2018 r. wesprze konkurencyjność eksportu (zrównoważy to wpływ słabszego globalnego popytu), a przez gospodarkę idzie już

impuls fiskalny, który w średniej perspektywie powinien przełożyć się na ożywienie.

— Chiny w ostatnich latach pokazały, że świetnie balansują pomiędzy radzeniem sobie ze skutkami nadmiernego zadłużenia a stymulowaniem gospodarki — twierdzi Bartosz Pawłowski.

Tylko nie złoto

Według niego na rynkach wschodzących pojawiają się ciekawe możliwości inwestycyjne. W najbliższym czasie na najlepsze okazje można liczyć w Indiach (wyraźna przecena aktywów, korzyści z tańszej ropy), w Rosji (zbyt wysoka premia za ryzyko związane z groźbą zaostrzenia sankcji daje potencjał do odbicia) oraz w Turcji (inwestorów do powrotu po fatalnym 2018 r. powinny zachęcić 20-procentowe rentowności oferowane przez tamtejsze obligacje). Warunkiem zwyżek na tych rynkach jest jednak poprawa koniunktury globalnej, zaznacza specjalista mBanku. Końcówka cyklu koniunkturalnego zwykle sprzyja też towarom, jednak tym razem zwyżkom cen jednych surowców może towarzyszyć przecena innych, dodaje Bartosz Pawłowski.

— Przekonany jestem co do tego, że nie należy inwestować w złoto, nawet pomimo oczekiwań na przerwę w podwyżkach stóp Fedu. Przez ostatnie kilka lat na rynkach finansowych widzieliśmy już prawie wszystko i w żadnych warunkach kruszec nie okazał się być dobrą inwestycją — przekonuje finansista.

Według niego polski rynek, choć uzależniony w pewnym stopniu od koniunktury globalnej, rządzić się będzie swoimi prawami. Kluczowym czynnikiem jest sytuacja instytucjonalna, a kolejnym ciosem w zaufanie inwestorów była afera KNF. Niskie bezrobocie, wzrost płac, niskie stopy procentowe oraz zrównoważony bilans handlowy — to wszystko korzystne czynniki, które jednak nie zdołały zachęcić inwestorów do zakupów. Według Bartosza Pawłowskiego w tej sytuacji do poprawy koniunktury na szerokim rynku będzie potrzeba czasu.

— Inwestorzy zaczną wykorzystywać niskie wyceny spółek do zakupów dopiero wtedy, gdy poprawi się zaufanie do instytucji — zapowiada specjalista mBanku. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu