Trzeba oczekiwać więcej

Beata Tomaszkiewicz
opublikowano: 2000-02-04 00:00

Trzeba oczekiwać więcej

ROR-owy zawrót głowy, to chyba najlepsze określenie na to, co w ostatnim roku stało się w polskiej bankowości detalicznej. Już nie wystarcza po prostu zdecydować się na otwarcie konta osobistego i wybrać bank, którego oddział znajduje się blisko miejsca pracy lub domu. Banki zmusiły klientów do analizy swojej oferty i świadomego wyboru pomiędzy obsługą bezpośrednią — w oddziałach, telefoniczną — przez infolinię, lub wirtualną — konto w Internecie.

NOWATORSKIE na naszym rynku rozwiązania testowane są na żywym organizmie, a przede wszystkim nerwach klientów. Bowiem to, co stworzyli fachowcy w centralach, choćby najlepsze, najbardziej przydatne, często traci blask w zderzeniu z rzeczywistością. Kolejki w oddziałach, brak autoryzacji kart w terminalach, długie minuty oczekiwań na połączenie z konsultantem w infolinii, bankomaty, które nie chcą wypłacić gotówki — to codzienna rzeczywistość dla większości użytkowników nowoczesnych produktów bankowych.

DLATEGO coraz większą rzeszę zwolenników zyskują banki, z którymi po podpisaniu umowy o otwarcie rachunku i umowy o kredyt nie trzeba się więcej kontaktować osobiście. Klienci zaczynają lubić instytucje finansowe, które są w pełni zinformatyzowane, ale dopiero wchodzą na rynek, a więc walczą jakością o każdą osobę, która u nich gotowa jest otworzyć konto. Banki podchodzące indywidualnie, oferujące pakiet produktów do rachunków oszczędnościowych potrzebny danej grupie osób.