Trzeba szykować się na najgorszy scenariusz

Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Nie jesteśmy przygotowani na kryzys, bo politycy przygotowują się do... wyborów — twierdzi Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jaka jest natura nadciągającego kryzysu
  • w jaki sposób walczyć z inflacją
  • dlaczego pomysł tzw. wakacji kredytowych jest zły
  • czy inwestorzy są jeszcze zainteresowani polskimi bankami
  • skąd bierze się mit o nadzwyczajnych zarobkach banków i jaka jest rentowność sektora

Trzeba szykować się na najgorszy scenariusz

opublikowano: 03-07-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Nie jesteśmy przygotowani na kryzys, bo politycy przygotowują się do... wyborów — twierdzi Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego.

„Puls Biznesu”: Po panelu z udziałem prezesów podczas EKF w Sopocie jeden z bankowców powiedział mi, że musi być źle, skoro Brunon, z natury optymista, wpisał się w ponury nastrój debaty...

Brunon Bartkiewicz: Na tym polega formuła tego panelu, żeby zwrócić uwagę na najważniejsze wyzwania. Ponieważ mamy do czynienia z gwałtownym załamaniem się świata, jaki znaliśmy, a mamy poczucie, że nie jesteśmy przygotowani na związane z tym szoki, stąd powaga debaty. Mamy do czynienia z kolejnym kryzysem, a przez ostatnie 30 lat w Polsce go nie zaznaliśmy.

Nierentowny biznes:
Nierentowny biznes:
Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego, twierdzi, że polskie banki mają problem ze zdobyciem kapitału, bo są nierentowne. Wpłynie to na dostęp do finansowania dla firm oraz państwa.
Marek Wiśniewski

Co powinniśmy zrobić w związku z nadciągającym kryzysem?

To w miarę proste zasady: jeśli zbliża się coś, co wzbudza nasz niepokój, powinniśmy — po pierwsze — odłożyć na bok nieistotne tematy…

Czyli jakie?

Zajmowanie się sprawami, które nie są tego warte. Po drugie — zorganizować sztaby kryzysowe czy zebrać specjalistów z różnych dziedzin i szykować się — nawet jeśli zakładamy, że rozwój wypadków nie będzie aż tak zły — na najgorszy, czarny scenariusz. Jak na wojnie: potrzebny jest suchy proch, otwarte magazyny, dużo miejsca w szpitalach. Tak przygotowują się wszystkie organizacje, firmy, banki. Wszczynanie nadmiarowych dyskusji o charakterze wyborczym i włączanie w to sfery gospodarczej odciąga uwagę od rzeczy najważniejszych, czyli przygotowań na kryzys.

Jesteśmy w permanentnym okresie wyborczym...

Wybory są w przyszłym roku, a my już dzisiaj mamy sytuację kryzysową. To, że nadciąga kryzys, jest o wiele ważniejsze niż wybory w przyszłym roku.

Mateusz Morawiecki jako prezes banku straszył w 2009 r. nadciągającym tsunami, które zdmuchnie gospodarkę. Potem z tego żartowano. Było już tyle kryzysów, że ludzie uodpornili się na słowo „kryzys”. Tymczasem Cezary Stypułkowski podczas EKF mówił o kryzysie na miarę lat 80., czyli faktycznie o tsunami.

Czarek wskazuje na podobne źródło zaburzeń — wtedy i dziś związane z wysokimi cenami surowców. Ja nie postrzegam sytuacji aż tak czarno, natomiast uważam, że nastaje nowy świat, podzielony, że wiara ostatnich 30 lat, że zmierzamy w kierunku współpracy opartej na wspólnych wartościach, była płonna. Obserwujemy odtwarzanie się formuł imperialnych, następuje zwrot w kierunku wielobiegunowości, co dla krajów mniejszych, takich jak Polska, stanowi ogromne wyzwanie — trzeba się w tym podzielonym świecie odnaleźć.

Ruchy tektoniczne w porządku światowym nie dotyczą wyłącznie geopolityki. Mamy potężne wstrząsy w zakresie zmian technologicznych, które mają ogromny wpływ na podział pracy, wielką koncentrację kapitałów i tworzenie się coraz większych jednostek dominujących gospodarkę światową, pozostających w ścisłym związku z podmiotami państwowymi. Mamy głęboką zmianę paradygmatu gospodarki kapitalistycznej, i to nie tylko z punktu widzenia drenażu surowców, które się kończą, ale też roli i funkcji państwa. Bezpośrednim impulsem uruchamiającym zjawiska kryzysowe jest bez wątpienia wojna, która ma charakter daleko wykraczający poza konflikt w Ukrainie. Jest wynikiem splotu problemów, o których przed chwilą mówiłem.

Jakie skutki może wywołać ten kryzys? Jaki mieć wpływ na ludzi?

Świat ulega gwałtownej zmianie. Dynamika jest tak duża, że nie wiemy, w jaką stronę to wszystko zmierza, dlatego musimy przygotować się maksymalnie elastycznie, wspólnie, koncentrując się na najważniejszych kwestiach, żeby wyjść z kryzysu możliwie obronną ręką, chroniąc najsłabszych, bo to oni poniosą największy koszt.

Wymienił pan triadę spraw do załatwienia, żeby przygotować się na kryzys... Wygląda jednak na to, że zajmujemy się tymi, które nie są tego warte — nie ma sztabów kryzysowych, nie ma przygotowań na najgorsze scenariusze. Jest karnawał rozdawnictwa i populistycznych pomysłów. Nie tylko w rządzie, także w opozycji.

Stwierdzam to ze smutkiem: nie jesteśmy przygotowani na kryzys. Proponowane przez polityków rozwiązania, jak np. tzw. wakacje kredytowe, nie tylko nie zapewnią ochrony najsłabszych, ale osłabią nasz potencjał do obrony przed kryzysem. Życie gospodarcze polega na tym, żeby nie tracić czasu, więc nie marnujmy go, bo przed nami wielkie wyzwania: demografia, budowanie przewag konkurencyjnych, transformacja energetyczna. Jestem przekonany, że polska gospodarka jest świetnie spozycjonowana na rynkach. Mamy duże możliwości wytwórcze i przemysłowe, które w Europie odróżniają nas bardzo mocno in plus. Mamy też szansę wykorzystać nasze przewagi jeszcze mocniej i zbudować jeszcze silniejszą gospodarkę.

Na czym mają polegać przygotowania? Co należy robić?

Niestety, część tych przygotowań pogłębia problemy, o których mówimy. Przedsiębiorstwa będą się szykować na kryzys, nie podejmując nowych inwestycji, co dla gospodarki nie jest dobrym rozwiązaniem. Mają zazwyczaj duże zapasy gotówki, zresztą podobnie jak osoby indywidualne, do czego nie są przyzwyczajone — to dla nich rzecz nowa, z którą mają do czynienia od kilku lat. Na pewno nie jest to jednak czas, by sztucznie podtrzymywać tempo jej wydatkowania.

Sytuacja, w której wzrost gospodarczy w bardzo istotnym stopniu sterowany jest konsumpcją, nie jest, delikatnie mówiąc, najlepszym rozwiązaniem na najbliższe lata. W sporze: wzrost gospodarczy czy zwalczanie inflacji jestem zdecydowanie za walką z inflacją. To ona rozwala gospodarkę, a ryzyko pojawienia się bezrobocia, moim zdaniem, praktycznie nie istnieje. Nie jesteśmy typowym krajem europejskim — mamy tak silnie rozbudowane zdolności produkcyjne i ducha przedsiębiorczości, że nie widzę zagrożeń dla rynku pracy. Jeśli będziemy nadmiernie podgrzewać gospodarkę, lądowanie może być twardsze. Nie ma żadnego powodu, żeby to robić.

Jeśli chodzi o zwalczanie inflacji, działania rządu i banku centralnego są sprzeczne...

To nigdy nie jest proces jednokierunkowy, natomiast dobrze, jeśli działania antyinflacyjne są spójne. Ważnym elementem jest ochrona najsłabszych, bo tak powinno funkcjonować państwo. Na tym polega nasza umowa społeczna, że szczególnie w czasach wstrząsów musimy chronić podmioty, które nie są w stanie do nich się dostosować. Tych, którzy sobie poradzą, nie musimy. Od razu dodam: kryzys absolutnie nie może być okazją do nadmiernego wzbogacania się. Żeby była jasność: wysokie zyski banków w pierwszych miesiącach tego roku nie są nadmiarowym bogaceniem się. To jeden z mitów, którymi karmi się społeczeństwo. Wysoki zysk i nadmierne bogacenie się to nie to samo.

Niedawno jedna z organizacji frankowych przeprowadziła protest w obronie kredytobiorców, gdyż „nie ma żadnego ekonomicznego, moralnego i prawnego uzasadnienia, aby w 2022 r. banki zarobiły dodatkowe 20 mld kosztem tysięcy polskich rodzin”.

Jest cała masa projektów, których zadaniem jest wspieranie osób mających problemy finansowe w związku z gwałtowną inflacją i wzrostem stóp procentowych. Pomysł z wakacjami kredytowymi ich nie rozwiązuje, gdyż jest skierowany do wszystkich, a powinien być instrumentem bardziej wybiórczym. Nie może służyć wzbogaceniu się osób, które nie odczuwają wzrostu stóp. Jesteśmy daleko od sytuacji, w której statystyczny kredytobiorca ma problemy z utrzymaniem komfortu życia, choć w okresie wysokiej inflacji będzie, a nawet powinien, odczuwać pewien dyskomfort, bo na tym polega walka ze wzrostem cen, że w obiegu jest mniej gotówki.

Program umarzania części zadłużenia z tytułu kredytów hipotecznych, bo tym w istocie są tzw. wakacje kredytowe — stosujmy właściwą nomenklaturę, żeby nie utrwalać fałszywych terminów — jest strzelaniem z haubicy w sytuacji, gdy mamy do czynienia z inwazją moskitów. Jakość portfela na razie jest dobra, wskaźnik obciążeń klientów też. Posługujemy się tu jednak statystyką, ale najbiedniejsi już mają problemy. Nimi trzeba się zająć.

Ochrona najbiedniejszych polega na tym, że rząd wprowadził tarczę antyinflacyjną i „przepalił” 40 mld zł...

Osoby, którym wzrost dochodów nie rekompensuje gwałtownej zmiany kosztów, wymagają ochrony, natomiast w przypadku tych, którzy wzrost kosztów kompensują wzrostem wynagrodzeń, wprowadzanie wszelkich tarcz jest dolewaniem oliwy do ognia. Jest to „przepalanie” pieniędzy, które powinny być zarezerwowane dla potrzebujących. Rozciąganie pomocy na wszystkich jest z gruntu niesprawiedliwe, bo zabraknie jej dla najbiedniejszych. W sektorze bankowym właśnie z myślą o nich powstał fundusz wsparcia kredytobiorców. Program umorzeń dla wszystkich jest moim zdaniem głęboko niesprawiedliwy. Konsekwencje manipulacji na rynku będą zbierać najsłabsi.

W czasach prosperity w latach 2015-16 banki były chłopcem do bicia, w kryzysie też są...

Banki są łatwym celem, gdyż ze względu na specyfikę biznesu mają obowiązek odkładania wysokich kapitałów. W związku z tym wykazują się nominalnie wysokimi zyskami, ale nie wysoką rentownością. Banki w Polsce są nierentowne. Wielkość zysku jest mniej więcej taka sama jak 10 lat temu.

Jak zagraniczni inwestorzy postrzegają polski sektor bankowy?

Praktycznie nie ma zainteresowania polskimi bankami. Powtarzałem przez wiele lat, kiedy mówiło się o konsolidacji banków, że to nie konsolidacja, lecz konsekwencja wycofywania się inwestorów z Polski. Przez jakiś czas banki wykazywały apetyt do przejmowania banków porzucanych przez właścicieli, ale to dawno się skończyło. Polskie banki są całkowicie nieatrakcyjne inwestycyjnie.

Ma to poważne konsekwencje, jeśli chodzi o dostęp do finansowania zewnętrznego, np. w związku z wymogami MREL. Polskie banki, o czym mówił prezes Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, nie mogą pozyskać kapitału na rynkach zagranicznych, a ponieważ są elementem krwiobiegu gospodarki, problem z dostępem do kapitału będą miały także polskie przedsiębiorstwa, podobnie jak państwo. Czy jesteśmy w stanie przejść przez kryzys, transformację energetyczną i wszystkie wzywania, o których mówimy, nie mogąc liczyć na łatwy dostęp do rynku kapitałowego, szczególnie długoterminowego? Jeśli rozmawiamy o tworzeniu przewagi konkurencyjnej polskiej gospodarki, to musimy się liczyć z tym, że polskie banki są nierentowne i inwestorzy nie chcą w nie inwestować.

Szef Millennium powiedział w Sopocie, że 10 lat temu polski sektor był najlepszy w Europie, a teraz jest jednym z najsłabszych. Jak odwrócić ten trend?

Święte słowa. Pierwsze i najważniejsze — przestać manipulować opinią publiczną i wykorzystywać w sporach politycznych zyski banków, przestać kreować wizerunek banków jako chciwego, nadmiarowo tuczonego, złego uczestnika rynku. To była popularna nomenklatura, która przyjęła się po kryzysie w USA w 2008 r., tylko że tam podatnicy ratowali banki. Jeżeli będziemy dalej tak postępować, przyjdzie moment, że u nas także trzeba będzie sięgnąć po pieniądze podatników.

Mamy obowiązek jako banki chronić podmioty nieprofesjonalne oraz alokować kapitał celem kreowania długoterminowej przewagi gospodarki — dla Polski i społeczeństwa. Taka jest nasza rola, przypisywanie nam innych zadań jest niezasadne. To jest misja banków i proszę nas nie odrywać od naszych zadań, szczególnie teraz, gdy będziemy tak potrzebni gospodarce.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.