Uchodźcy narażają na straty polskie firmy transportowe

Marcin Bołtryk
23-11-2000, 00:00

UCHODŹCY NARAŻAJĄ NA STRATY POLSKIE FIRMY TRANSPORTOWE

Kary nakładane przez władze Wielkiej Brytanii na przewoźników, u których w samochodach znaleziono nielegalnych imigrantów, mogą doprowadzić do upadku wiele małych, polskich firm przewozowych.

Polskie firmy transportowe przewożące samochodami towary do Wielkiej Brytanii od pół roku borykają się z problemem nielegalnych imigrantów.

— Kłopoty z osobami próbującymi nielegalnie przekroczyć granicę istnieją od dawna. Ale od pół roku karę pieniężną za próbę wwozu do Anglii uchodźców ponosi przewoźnik, u którego w samochodzie znaleziono pasażerów na gapę. Problem jest o tyle istotny, że opłata wynosi 2 tys. GBP (13 tys. zł) od jednej osoby — mówi Krzysztof Zych, kierownik działu spedycji w Euroad.

Pod plandeką

Co miesiąc około 2 tys. osób ukrywając się w ciężarówkach próbuje wjechać do Wielkiej Brytanii.

— Anglia jest celem uciekinierów prawdopodobnie dlatego, że tamtejsze przepisy imigracyjne są stosunkowo liberalne. Uchodźca ma w Wielkiej Brytanii duże szanse na zakotwiczenie się. Chodzi tylko o dostanie się na wyspę — przypuszcza Krzysztof Zych.

Nielegalni imigranci wkradają się do tirów najczęściej w Belgii i Francji. Ostatnio jednak prom płynący przez kanał La Manche stał się stacją przesiadkową dla uchodźców.

— Coraz częściej Francuzi przed wpuszczeniem samochodu na prom badają zawartość dwutlenku węgla pod plandeką naczepy. Dzięki temu badaniu można stwierdzić, czy w samochodzie znajdują się nieuprawnione osoby — wyjaśnia przedstawiciel jednej z firm transportowych.

Co prawda, podczas transportu kierowca jest odpowiedzialny za samochód i ładunek, jednak na promie nie może on przebywać przy samochodzie. Natomiast przy opuszczaniu statku ma 2 minuty na sprawdzenie plandeki i zabezpieczeń.

— Nie ma mowy o tym, aby kierowca, pracujący dla dużej firmy, podjął się ryzyka przewiezienia nielegalnych pasażerów. Po pierwsze można stracić pracę. Po drugie istnieje przecież bariera językowa, nie słyszałem o przypadku, żeby ktokolwiek na promie szukał kontaktu z kierowcą. Przemytnicy organizują przerzuty wcześniej i prawdopodobnie w porozumieniu z załogą promu ułatwiają dostanie się do samochodów — tłumaczy kierowca jednej z firm.

Jak dodaje przedstawiciel innego przewoźnika, niemożliwe jest, aby uchodźca sam wszedł pod plandekę naczepy.

Równe traktowanie

Imigration Office w Dover (Wielka Brytania) traktuje równo wszystkich podejrzanych o przewożenie nielegalnych imigrantów. Niezależnie do tego, czy zostali przyłapani czy zgłosili się sami.

— Od chwili wprowadzenia przepisu nakładającego kary pieniężne na przewoźników mieliśmy dwa przypadki znalezienia w naszym samochodzie uchodźców. 1 sierpnia 2000 r. zatrzymano nasze auto. Pod plandeką angielskie służby celne znalazły 6 osób. Samochód i kierowca został zwolniony dopiero po złożeniu przez nas zapewnienia, że w razie konieczności uregulujemy należność z tytułu kary, wynoszącą 12 tys. GBP (78 tys. zł). Kilkanaście dni temu imigranci znowu upatrzyli sobie nasz samochód. Tym razem jednak kierowca zjeżdżając z promu zorientował się i sam zgłosił obecność nielegalnych pasażerów. Jednak procedura postępowania angielskiego biura imigracyjnego wyglądała identycznie jak w poprzednim przypadku. Od nałożenia obydwu kar na łączną sumę 22 tys. GBP (143 tys. zł) odwołaliśmy się. W tej chwili oczekujemy na odpowiedź — tłumaczy Krzysztof Zych.

W podobnej sytuacji znalazł się kierowca firmy przewozowej Agrotap.

— Mój pracownik sam zgłosił się na policję. Mimo to samochód został aresztowany. Od miesiąca staram się o anulowanie kary (18 tys. GBP). Do tej pory na prawników wydałem 400 GBP (2,6 tys. zł) — mówi Tadeusz Prządka, właściciel firmy Agrotap.

Jego zdaniem, uiszczenie opłaty będzie równało się zakończeniu działalności.

— Mam trzy samochody. Unieruchomienie jednego z nich i tak przysparza mi sporych strat. Nie mam zamiaru płacić, ale jeśli zostałbym do tego zmuszony, moja firma upadnie — żali się Tadeusz Prządka.

— O ile nasze samochody zostały wypuszczone po złożeniu pisemnych oświadczeń, o tyle samochody należące do małych firm przewozowych zostałyby z pewnością zatrzymane jako zabezpieczenie należności — przypuszcza Krzysztof Zych.

Próby przeciwdziałania

Właściciele firm transportowych zalecają swoim kierowcom dokonywanie badań CO2. Po takim badaniu we Francji służby celne wystawiają certyfikat potwierdzający jego wykonanie.

— Mój kierowca posiadał taki dokument. Obecność nielegalnych pasażerów zgłosił po zjechaniu z promu. Było więc pewne, że imigranci weszli do samochodu w czasie rejsu. W takim przypadku powinien odpowiadać przewoźnik promowy. Niestety, francuskie zaświadczenie dla Brytyjczyków nie ma znaczenia, bo mój samochód cały czas jest zatrzymany — mówi Tadeusz Prządka.

Euroad poinformował wszystkich swoich kierowców o istniejącym niebezpieczeństwie.

— Zobligowaliśmy ich do pilnowania sobie samochodów nawzajem. W razie wątpliwości nasi pracownicy są upoważnieni do zrezygnowania z wjazdu na prom. Nic innego nie możemy zrobić — mówi Krzysztof Zych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Uchodźcy narażają na straty polskie firmy transportowe