Unia nakazuje budowę ekosiłowni, prawo ją utrudnia

Marta Markiewicz
opublikowano: 29-04-2008, 00:00

Nie pieniądze, ale przepisy mogą się okazać największą przeszkodą w realizacji unijnych wymagań dotyczących energii odnawialnej.

Nie pieniądze, ale przepisy mogą się okazać największą przeszkodą w realizacji unijnych wymagań dotyczących energii odnawialnej.

Dotychczas polska energetyka żyła wizją 7,5-procentowego limitu energii ze źródeł odnawialnych (OZE) w ogólnym bilansie energetycznym kraju. Zgodnie z wymogami Unii Europejskiej, musimy go osiągnąć do końca 2010 r. Pod koniec stycznia 2008 r. Komisja Europejska przedstawiła jednak kolejną „propozycję nie do odrzucenia”. Zobowiązała mianowicie Polskę do osiągnięcia 15-procentowego progu do końca 2020 r. „Łaskawość” Brukseli przejawia się tym, że średnia dla całej Unii w roku 2020 ma wynosić 20 proc. udziału energii z OZE, a więc o 5 proc. więcej niż u nas. Dla polskiego sektora energetycznego osiągnięcie tego progu będzie niezwykle trudne, jeśli wziąć pod uwagę, że dziś OZE mają zaledwie 3-procentowy udział w krajowym bilansie zużycia energii brutto.

Jak jest dzisiaj?

Do 31 grudnia 2007 r. całkowita moc 4,6 tys. instalacji pracujących na terenie kraju wyniosła 1,5 tys. MW. 61 proc. tej ekologicznej energii pochodziło z turbin wodnych, 19 proc. z wiatrowych, natomiast moc kotłów na biomasę stanowiła 17 proc. Jedynie 3 proc. pochodziło z biogazu. Łącznie od 1 stycznia do 1 grudnia 2007 r. z odnawialnych źródeł energii uzyskaliśmy 4,3 mln MWh. Na tle Europy to nadal niewiele.

Nie ma jednak powodu do niepokoju. Polska jest krajem bogatym w odnawialne źródła energii.

Wzrost PKB o 1 proc. pociąga za sobą wzrost zapotrzebowania na energię o 0,7-0,8 proc. Według Krzysztofa Zaręby, pełnomocnika rządu do spraw promocji alternatywnych źródeł energii, może się to okazać szansą dla sektora OZE.

— Jeżeli w ciągu najbliższych 10 lat wzrost PKB utrzyma się na poziomie 5 proc. rocznie, to zapotrzebowanie na energię elektryczną powinno wzrosnąć o 40 proc. Należy się zatem zastanowić, jaka część tego zwiększonego zapotrzebowania może być zagospodarowana dzięki wzrostowi efektywności wykorzystania energii, ile można osiągnąć dzięki kogeneracji, a ile uzyskując energię z OZE — mówi Krzysztof Zaręba.

Zdaniem ekspertów, osiągnięcie progu 15 proc. udziału energii ze źródeł odnawialnych do 2020 r. jest realne. Należy jednak założyć, że roczna dynamika przyrostu alternatywnych mocy wytwórczych będzie się utrzymywać na umiarkowanym poziomie 7 proc., a zapotrzebowanie na energię nie będzie rosło szybciej niż 2 proc. rocznie. Najsłabiej będzie się prawdopodobnie rozwijać sektor energetyki wodnej (3 proc. rocznie), natomiast najwyższe roczne tempo wzrostu będzie udziałem plantacji energetycznych (42 proc.). Energetyka wiatrowa będzie się rozwijać w tempie 35 proc., a słoneczna — około 33 proc.

— Kapitał, jakim dysponują inwestorzy, oraz ich zainteresowanie inwestycjami w Polsce powodują, że branża jest w stanie sprostać wymogom stawianym nam przez UE. Jednak największą przeszkodą okazują się przepisy, procedury lokalizacyjne oraz problemy z przyłączaniem instalacji do sieci — wyjaśnia Paweł Włoch ze spółki EPA, która zrealizowała m.in. projekt parku wiatrowego o mocy 30 MW w Zagórzu.

Opinię tę potwierdza Robert Trzaskowski, dyrektor generalny firmy Gestamp Eolica Polska. Podkreśla on, że największym problemem nie są finanse, które można znaleźć w funduszach venture capital lub w zagranicznych bankach inwestycyjnych.

— Obecnie największym problemem na rynku OZE są gracze, którzy nie zamierzają realizować inwestycji, a jedynie blokują przyłącza i tereny pod nowe instalacje. Jednocześnie firmy te próbują sprzedawać po odpowiednio wyższych stawkach przyznane im moce przyłączeniowe. Tymczasem wnioski oczekujących na przyłączenie opiewają łącznie na ponad 20 tys. MW. Zainstalowanie takiej mocy pozwoliłoby Polsce wypełnić unijne wymagania co do udziału energetyki wiatrowej — podkreśla Robert Trzaskowski.

Finansów nie zabraknie

Priorytetem dla krajowej energetyki odnawialnej na najbliższe lata wydają się zatem zmiany legislacyjne związane z procedurami przyłączeniowymi oraz maksymalne wykorzystanie szansy, jakie daje przewidywane unijne wsparcie alternatywnej energii do 2015 r. Według szacunków Instytutu Energetyki Odnawialnej (IEO), do wykorzystania będzie blisko 515 mln EUR. Pieniądze na „zieloną” energię pochodzić będą z regionalnych programów operacyjnych, Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko oraz finansowania krajowego, z czego 103 mln EUR przeznaczone będzie na rozwój przemysłu dla OZE, ponad 283 mln EUR na wytwarzanie energii ze źródeł odnawialnych, a 51 mln EUR na inwestycje w sieci ułatwiające odbiór energii z instalacji OZE.

Zdaniem ekspertów, największe możliwości inwestycyjne ma energetyka wiatrowa. Koszt instalacji mocy 1 kW na poziomie 1,5 tys. EUR pozwala z dostępnych środków w ciągu najbliższych 7 lat wybudować farmy wiatrowe o łącznej mocy przekraczającej 143 MW. To około połowy mocy turbin wiatrowych już zainstalowanych w naszym kraju.

— Zainteresowanie inwestycjami w energetykę wiatrową jest w Polsce i całej Europie bardzo duże. O jego skali może świadczyć czas oczekiwania na realizację zamówień na turbiny. Składane obecnie mają terminy na 2011 r. — mówi Robert Trzaskowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Markiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu