Czytasz dzięki

USA w recesji, ale dno bessy jest blisko

Amerykańska gospodarka zapewne jest już w recesji, jednak dno przeceny na rynkach akcji może być na wyciągnięcie ręki

Najprawdopodobniej już w ubiegłym miesiącu USA weszły w recesję, ocenia w strategii dla amerykańskiego rynku akcji Barry Bannister z banku Stifel. Dobra wiadomość jest taka, że powinna ona być krótka, a przy sięgającym przeciętnie czterech miesięcy okresie, o który koniunktura giełdowa wyprzedza tą w realnej gospodarce, dno obecnej gwałtownej bessy powinno być już blisko. Analityk Stifela pokusił się o wyznaczenie zasięgu przeceny w dwóch wariantach. W pierwszym bazował na przebiegu okresów bessy wynikających z typowych recesji okresu powojennego, w drugim zaś — załamań związanych z nagłymi szokami dla gospodarki, takich jak z lat 1980, 1987 i 1990 (recesja towarzyszyła tylko dwóm z nich).

Najpierw S&P500spadnie do około 2300 pkt, by znaleźć dno. Odrabianie
strat i powrót do 3000 pkt zajmie dużo czasu, uważa Barry Bannister z banku
Stifel.
Zobacz więcej

PO KOLEI:

Najpierw S&P500spadnie do około 2300 pkt, by znaleźć dno. Odrabianie strat i powrót do 3000 pkt zajmie dużo czasu, uważa Barry Bannister z banku Stifel. Fot. Bloomberg

Średnia z tych dwóch symulacji wskazuje na jeszcze kilkuprocentowy potencjał przeceny, po tym jak we wtorek indeks S&P500 chwilowo wynosił zaledwie 2367 pkt, o 30 proc. mniej niż na szczycie sprzed miesiąca i tylko nieco więcej niż na dnie załamania z końca 2018 r.

„Gdybyśmy mieli do czynienia z typową recesyjną bessą, należałoby spodziewać się spadku S&P500 do 2050 pkt, jednak przebieg nagłych i krótkich szoków wskazywałaby na 2550 pkt. Przy nieprzewidywalności obecnej sytuacji za cel należy przyjąć średnią, czyli 2300 pkt” — obliczył Barry Bannister w raporcie datowanym na poniedziałek.

Wirusowa recesja

Sytuacja epidemiczna jest daleka od przełomu, przyznaje specjalista. Na zachowaniu S&P500 ciąży fakt, że w skali świata dzienne przyrosty zakażeń COVID-19 wciąż przekraczają liczbę rozwiązanych przypadków (zaliczają się do nich zarówno wyleczenia, jak i zgony). Jeśli do tego dodać fakt, że wejście epidemii w Chinach i Korei w fazę wygasania było dość nagłe, a przenoszenie wirusa słabnie wraz ze wzrostem wilgotności atmosferycznej, to jej szczyt na świecie powinien wypaść jeszcze wiosną. Recesja, której czas trwania powinien zamknąć się w pięciu miesiącach, będzie składała się z dwóch faz, przewiduje Barry Bannister.

„Do maja powinniśmy mieć do czynienia z negatywnymi efektami pierwszej rundy — spowolnieniem popytu i zakłóceniami w łańcuchach dostaw. Potem do lipca będziemy obserwować niewypłacalności, zwłaszcza wśród małych firm, i powolne uruchamianie łańcuchów dostaw. Działania Fedu mogą nie dać wiele w pierwszej fazie, ale powinny złagodzić skutki drugiej fazy” — ocenia analityk Stifela.

Taka hossa już nie wróci

O ile dno obecnego załamania na giełdzie nowojorskiej nie powinno być odległe, o tyle późniejsze odrabianie strat może być wyjątkowo mozolne, wynika z analizy. Powrót indeksu powyżej pułapu 3000 pkt może zająć kolejne pięć lat, sugeruje stworzony przez Stifela model długoterminowych stóp zwrotu z S&P500.Zgodnie z nim indeks dopiero co opuścił strefę bańki i mimo dotychczasowego spadku wciąż znajduje się powyżej długoterminowej wartości godziwej. Jednak przed spadkiem poniżej niej uchronić powinny go wprowadzone przez Donalda Trumpa obniżki podatków oraz niskie rentowności obligacji, przewiduje Barry Bannister. „Jeśli przed upływem pięciu lat S&P500wyjdzie powyżej pułapu 3000 pkt, będzie to prawdopodobnie dobrą okazją do sprzedaży akcji, ponieważ tyle wynosi końcowa wartość prognozowana przez nasz model na 2025 r.” — zaznacza specjalista w strategii.

W najbliższych latach giełdzie nowojorskiej szkodzić może to, że przeważające na niej spółki wzrostowe powinny zachowywać się gorzej od tzw. spółek value, czyli nisko wycenianych, ale nie mających takiego potencjału rozwoju. Za tym przemawiają oczekiwania przyjęcia przez USA w odpowiedzi na kryzys populistycznej polityki zwiększania wydatków budżetowych.

„Jeśli uznamy, że potencjał wzrostu S&P500 w kolejnych latach jest ograniczony, to pod presją powinny się znaleźć zwłaszcza spółki wzrostowe” — przewiduje Barry Bannister, odnosząc się do grupy skupiającej m.in. Facebooka, Teslę czy Amazona.

Dolarowy dopalacz

Zwrot w kierunku inwestycji w wartość dodatkowo wspierałoby prawdopodobne osłabienie dolara. Za scenariuszem poważniejszej przeceny amerykańskiej waluty przemawia ograniczający zachętę do lokowania w aktywach dolarowych spadek różnicy w rentownościach między obligacjami USA i innych głównych gospodarek. Prognoza relatywnie lepszych stóp zwrotu ze spółek typu value poprawia perspektywy wschodzących rynków akcji, gdzie jest ich najwięcej.

— Znaczne nasilenie wsparcia dla gospodarki ze strony amerykańskiego rządu i Fedu przy jednoczesnym zmniejszeniu różnic w rentownościach powinno osłabić dolara. To zwykle jest korzystne dla rynków akcji spoza USA, zwłaszcza dla rynków wschodzących, którym pomaga też rozpoczęcie stymulacji przez Chiny — zauważa Barry Bannister w rozmowie z „PB”.

Zdaniem specjalisty za sprawą prawdopodobnego umocnienia euro na podobny bezpośredni pozytywny impuls liczyć nie mogą europejskie rynki akcji, do których zalicza się giełda w Warszawie. Jednak skala ostatniej przeceny na nich wskazuje, że czynniki ryzyka znalazły już odzwierciedlenie w cenach.

— Dlatego również akcje europejskie powinny zyskać na zapoczątkowanym przez USA impulsie inflacyjnym — ocenia analityk Stifela.

Czekając na sygnał

Zdaniem specjalisty do listopadowych wyborów w USA amerykański przemysł znajdzie się w recesji, a stopa bezrobocia wzrośnie do 5 proc. Nim koniunktura osiągnie dno, zyski spółek spadną o 20 proc., więc inwestorzy nie powinni liczyć, że odbicie indeksu S&P500 będzie dynamiczne i przybierze kształt litery „V”. Barry Bannister zwraca też uwagę, jak skuteczne okazały się ostrzeżenia przed recesją wysyłane w 2019 r. przez amerykańską krzywą rentowności. Sygnał polegający na zejściu rentowności obligacji o długich okresach zapadalności poniżej dochodowości papierów krótkoterminowych został wygenerowany w czerwcu ub.r. Wskazywał na rozpoczęcie recesji w maju 2020 r. i ryzyko bessy na giełdzie nowojorskiej, o czym pisaliśmy w „PB” 3 września.

„Odwrócenie się krzywej rentowności w USA bagatelizowano, wskazując, że wpływ na nie miały ujemne rentowności w innych regionach świata. Jednak jeśli ujemne krótkoterminowe stopy procentowe są konieczne do finansowania zakupionych na kredyt aktywów, to odwrócona krzywa oznacza pogorszenie zdolności do obsługi zadłużenia i groźbę niewypłacalności” — zaznacza Barry Bannister.

Specjalista wytypował sygnały, które będą potwierdzeniem, że koniunktura na Wall Street zbliża się do twardego dna. Po pierwsze, silnie rosnąca pośród obaw przed recesją relacja notowań spółek z sektorów defensywnych względem cyklicznych musi mieć szczyt już za sobą (innymi słowy, te drugie muszą zacząć odzyskiwać siły). Po drugie, muszą zacząć odbijać rentowności obligacji amerykańskiego skarbu, które znajdują się już blisko dolnego ograniczeniu trendu, w jakim poruszają się od lat 80. Tylko takie ich zachowanie pokazałoby wiarę inwestorów we właściwą odpowiedź na kryzys ze strony polityki monetarnej i fiskalnej. Wreszcie po trzecie, szczyt za sobą musi mieć relacja cen złota i ropy, która w ostatnich dniach wyszła powyżej szczytu z kryzysu przełomu lat 70. i 80., wskazując na skrajne nasilenie oczekiwań nadejścia deflacji.

„Wzrost relacji notowań złota do cen ropy sprowadza się do oczekiwań wzrostu siły nabywczej pieniądza, co jest tożsame z definicją deflacji. Dlatego nie może dziwić, że w ostatnich latach odbicie S&P500nie było możliwe bez wcześniejszego zawrócenia tego wskaźnika na południe” — zaznacza Barry Bannister.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu