W jakich mękach konał (i bredził) Piekarski?

opublikowano: 15-11-2016, 00:00

Pochodzenie tego przysłowia łączy się z datą 27 listopada. Tego dnia 1620 r. w okrutny sposób wykonano wyrok śmierci na niezrównoważonym psychicznie Michale Piekarskim, który odważył się podnieść rękę na królewskiego pomazańca, Zygmunta III Wazę.

Michał Piekarski był młodym szlachcicem ziemi sandomierskiej. Gdyby nie jego szalony czyn, zapewne przepadłby w pomroce dziejów. Niestety, jako młody chłopiec uległ wypadkowi, który najprawdopodobniej uszkodził fragment mózgu. Nabawił się w ten sposób zaburzeń, które wtedy nazywano melancholią wymieszaną z szałem, a dziś określilibyśmy je jako psychozę maniakalno-depresyjną.

Zobacz więcej

Zamach Piekarskiego na Zygmunta III Wazę

Hiob Ludolf Allgemeine Schau – Bühne oder Welt

Targany chorobą odsunięty został decyzją Zygmunta III od zarządzania majątkiem, a gdy dowiedział się o zamordowaniu w 1610 r. króla Francji Henryka IV, ogarnęła go myśl dokonania zbrodni na polskim monarsze. 

15 listopada 1620 r. czekał na ul. Świętojańskiej, przed warszawskim kościołem parafialnym, do którego na mszę zmierzał król w otoczeniu dworzan. Czujność ochrony władcy uśpił fakt powszechnego szacunku dla monarchy, królobójstwo było czymś nie do pomyślenia w ówczesnej Rzeczpospolitej. Piekarski zadał Zygmuntowi dwa ciosy czekanem raniąc go w plecy i dokonując kilku niegroźnych cięć na twarzy. Bohatersko zachował się marszałek nadworny Łukasz Opaliński, który zasłonił władcę swym ciałem, a królewicz Władysław dobywszy szabli ciął zamachowca w głowę.

Pojmany Michał Piekarski został wzięty na tortury, które wbrew nadziejom katów nie wydobyły z niego listy współsprawców zamachu. To z jego nieskładnych zeznań wzięło się powiedzenie "bredzić, jak Piekarski na mękach". Trudno jednak o logiczny wywód od torturowanej osoby cierpiącej na poważne zaburzenia psychiczne. 

Sąd sejmowy skazał zamachowca na brutalną śmierć. Wyrok wykonano na tzw. Piekiełku, czyli u wylotu ul. Piekarskiej do Podwala w międzymurzu. Sposób zabicia Piekarskiego odpowiadał na oburzenie społeczne wywołane próbą królobójstwa - szlachta szczyciła się, że w Rzeczpospolitej w przeciwieństwie do innych krajów europejskich nie podnoszono ręki na monarchę. 
Zamachowca został rozerwany przez cztery konie, które ciągnęły liny przywiązane do czterech kończyn skazańca. Fragmenty ciała spalono na stosie, a proch z niego wystrzelono z armaty. 

Próba zabicia króla odbiła się na architekturze Warszawy. Odtąd zamek połączono z zabudowaniami kościoła specjalnym łącznikiem, aby władca bezpiecznie mógł zmierzać na kościelne nabożeństwa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Dobrowolski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Historii / W jakich mękach konał (i bredził) Piekarski?