W sieci rozwoju

Karol Jedliński
19-06-2006, 00:00

Realne plany kontra wirtualna rzeczywistość. Ciągła walka nie tylko z konkurencją, ale także z mirażem internetu — z resztą mediów.

Bankier.pl wystartował sześć lat temu. Jako jedna z pierwszych firm w polskim internecie zaczął na siebie zarabiać. Zarabiać — i to wirtualnie — na pieniądzach. Wejście portalu Bankier.pl na giełdę to przede wszystkim poszukiwanie środków na inwestycje, przejęcia, zdynamizowanie tego biznesu.

Bo Tomasz Jażdżyński, prezes spółki, dostrzega morze możliwości w internetowym świecie. Potwierdzają to optymistyczne prognozy, dotyczące zarówno rynku internetowego, jak i pośrednictwa finansowego. A to przecież dwie nogi biznesowego modelu Bankier.pl. Zaniosły go aż na giełdę.

Wszystko rośnie

— Co roku przybywa w Polsce pół miliona internautów i — według prognoz — tak ma być przez co najmniej najbliższe pięć lat — spodziewa się Tomasz Jażdżyński, prezes zarządu wrocławskiej spółki.

Teraz konkrety. W zeszłym roku wielkość rynku reklamy internetowej w Polsce szacowano na 140 mln zł; prognozy IAB Polska mówią, że w tym roku będzie to 210 mln zł, za dwa lata reklamodawcy zostawią w sieci ponad 285 mln zł. W ciągu dwóch lat rynek się zatem podwoi.

— Mam nadzieję i plany, że jeszcze szybciej będą rosły przychody Bankier.pl — zaznacza Tomasz Jażdżyński.

To możliwe — jeśli spojrzeć, jak ma rosnąć udział pośredników finansowych w udzielonych kredytach hipotecznych na polskim rynku. Według IBnGR, w zeszłym roku utrzymywał się on na poziomie 15 proc. Za trzy lata pośrednicy mają uczestniczyć w sprzedaży co trzeciego kredytu hipotecznego. Jeszcze bardziej zarząd spółki cieszy przewidywany udział pośredników w rynku kredytów konsumpcyjnych — w 2009 r. ma on sięgnąć aż 41 proc.

— W porównaniu z rozwiniętymi krajami Europy Zachodniej nasycenie polskiego rynku finansowego jest nadal niskie. Oznacza to bardzo prawdopodobny dalszy szybki rozwój usług pośrednictwa finansowego — dodaje prezes zarządu spółki.

Wydatki...

Pieniądze zebrane na parkiecie posłużą realizacji ambitnego planu, którego finał zobaczymy przed 2008 r. Do tego czasu spółka zamierza wydać 10 mln zł, które — szacuje — uzyska na giełdzie.

— Chcemy umocnić swą pozycję, działać ofensywnie. 2,5 mln zł przeznaczymy m.in. na rozbudowę istniejących serwisów i budowę nowych, np. z treściami multimedialnymi — wylicza Tomasz Jażdżyński.

W tej sumie zawrze się także rozwój usług, szukanie nowych dróg do odbiorców — jak choćby mobilnej (na telefony komórkowe) wersji serwisu Bankier.pl. Model jest wszędzie ten sam: zyski wypracowują reklamy i prowizja z pośrednictwa.

Ponad 6 mln zł pójdzie na przejęcia. Na razie do spółki należą serwisy Eurobankier.pl oraz Twoja-Firma.pl. Przesądzona jest już akwizycja branżowego portalu PRNews.pl.

— Przejmując taką niewielką firmę, nie staniemy się z dnia na dzień dwa razy więksi. Ale to serwis o dużym prestiżu w środowisku, bardzo ceniony i czytany przez ludzi z branży finansowej. Dobrze rokujący — zaznacza Tomasz Jażdżyński.

Nie wyklucza, że przejęcia obejmą także inne segmenty rynku mediów, jak również usługodawców, ale warunkiem jest podobna grupa docelowa. Ludzie wykształceni, z pieniędzmi lub szukający dofinansowania.

...i umiejętności

Bankier.pl ma jeszcze lepiej robić to, do czego został stworzony: zarabiać. Inicjatywa utworzenia spółki wyszła od MCI Management, funduszu venture capital i kilku osób indywidualnych. Był czerwiec 2000 r. Po dwóch miesiącach Bankier.pl zrobił pierwszy ważny krok ku sukcesowi: zawarł umowę z LG Petro Bankiem co do dystrybucji produktów finansowych.

Rok później pojawił się nowy inwestor — czyli fundusz bmp AG/CEEV. I to on wkrótce stał się głównym akcjonariuszem.

— To były czasy, kiedy sieć WWW była jednym wielkim znakiem zapytania. Zysków nie można było ot tak planować. To była raczej sfera mglistych wizji. Na giełdę wchodziło się po to, by przeżyć — wspomina Tomasz Jażdżyński, który w tamtym czasie budował i wprowadzał na GPW portal Interia.pl. I dodaje:

— Teraz zyski są realne, a branża znacznie stabilniejsza.

Doświadczony prezes ma być jednym z gwarantów tego, że plany giełdowego debiutanta nie staną się wirtualną mrzonką.

— Tu nie chodzi o nazwisko, ale raczej o wiedzę o strategicznych powiązaniach w polskim internecie, która pozwala nam na poziom na razie nieosiągalny dla większości portali tematycznych — tłumaczy Tomasz Jażdżyński.

Ale jego nazwisko nie jest w branży anonimowe. Od zawsze związany z komputerami, IT, zarządzaniem. Ukończył informatykę oraz marketing i zarządzanie na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Jeszcze w zeszłym roku, jako dyrektor finansowy, współuczestniczył w restrukturyzacji Wirtualnej Polski. Wcześniej związany był m.in. z Krakowskim Domem Maklerskim (obecnie Dom Maklerski IDMSA, jeden z udziałowców Bankier.pl), Agencją Informacyjną Penetrator i firmą Abakus Systemy Komputerowe. No i dodatkowy atut: parkiet to dla niego nie pierwszyzna, choć czerwonych szelek nie nosi. Na spotkanie przychodzi bez krawata, ale z nowoczesnym laptopem, na którym co chwilę coś notuje, klika.

Dynamiczna walka

Klikać, klikać — to mają robić nieskończenie długo użytkownicy portalu Bankier.pl.

— Budujemy uniwersalny portal, gdzie można załatwić kredyt, sprawdzić kursy walut, zainwestować pieniądze na dziesiątki sposobów. Potem — dla relaksu — poczytać o historii giełdowego dzwonka czy meczu Polaków z Kostaryką. Zmieniamy layout na atrakcyjniejszy — tak widzi prezes obecną i niedaleką przyszłość spółki.

Największy konkurent, Money.pl, jeśli chodzi o liczbę użytkowników serwisu finansowego, ma podobne wyniki z ostatniego miesiąca — około 950 tys. Ale — jeśli wziąć pod uwagę liczbę odsłon — przewaga Bankier.pl jest wyraźna: 16,6 mln wobec 10,7 mln Money.pl.

Tomasz Jażdżyński zapowiada:

— Konkurencja będzie bardzo ostra i agresywna.

W zeszłym tygodniu gruchnęła wiadomość, że Money.pl znalazł inwestora strategicznego. Została nim niemiecka grupa wydawnicza Handelsblatt. Według informacji „PB”, kilka miesięcy temu to Bankier.pl bezskutecznie zabiegał o przejęcie swego rywala. Dynamiczny rynek internetowy nie znosi nudy...

Czy i Bankier.pl znajdzie nowego, większościowego właściciela? A może wkrótce powstanie MoneyBankier.pl? — wyobraźnia fachowców z branży internetowej i finansowej pracuje na pełnych obrotach.

Mniejsi inwestorzy głowią się nad bardziej prozaicznym pytaniem: czy wobec końca giełdowej hossy Bankier.pl da zarobić?

— Zgodzę się, że jesteśmy ryzykowną inwestycją. Ale w pozytywnym sensie. Przecież to podstawowa idea giełdy — tam nie ma pewnych interesów. Im większe ryzyko, tym większa szansa dużego wzrostu lub spadku. My optujemy za tą pierwszą możliwością — podkreśla prezes spółki.

Na razie redukcja zapisów na akcje wyniosła 93 proc.

Okiem analityka

Cel: przejęcia

Redukcja w zapisach na akcje Bankiera.pl przekroczyła 85 proc., więc debiut spółki może przynieść zyski. Chcąc jednak utrzymać kurs powyżej 7,5 zł z IPO, spółka musi udowodnić, że potrafi zarabiać prawdziwą gotówkę. Na razie jej zyski są symboliczne, a ich jakość słaba. Wskaźniki rynkowe pokazują, że spółka jest droższa od dotkomów z GPW, choć po części uzasadnia to wcześniejszy etap rozwoju krajowych portali wertykalnych (takich jak Bankier) wobec horyzontalnych (np. Onet i Interia).

Atutem Bankiera jest doświadczony zarząd, choć w mniejszym stopniu powinien on koncentrować się na osiągnięciu pozycji lidera na rynku portali finansowych. To wprawdzie istotne z punktu widzenia publicity, ale niekoniecznie z perspektywy przepływów pieniężnych. Spółka będzie nadal stawiać czoło konkurencyjnemu Money.pl, który wzmocni się po przejęciu przez niemiecki Handelsblatt. Oba portale będą zapewne uczestniczyć w konsolidacji rynku, na co Bankier przeznaczy większość z 10 mln zł zebranych z emisji. Sam też może stać się celem przejęcia, czemu sprzyja struktura akcjonariatu, w której dominują fundusze.

Przemek Barankiewicz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / W sieci rozwoju