Warto rozważyć tańsze fundusze indeksowe

Długoterminowy inwestor, kupując fundusz akcji, ma niewielkie szanse na zyski wyższe od inflacji. Wszystko z powodu opłat towarzystw

Zeszłoroczne wyniki większości funduszy akcyjnych zawiodły inwestorów. Fundusze polskich akcji średnio straciły 23 proc. Najsłabszy z nich poniósł w trudnych warunkach rynkowych aż 43–procentową stratę. Dla porównania WIG zniżkował w tym czasie o 20,8 proc.

Wysokie koszty

Ta relatywnie słabsza postawa to w dużej części efekt wysokich kosztów związanych z inwestowaniem w jednostki aktywnie zarządzanych funduszy otwartych. Sama opłata za zarządzanie w większości towarzystw może wynieść nawet 4 proc. Dla porównania opłaty za zarządzanie pobierane przez największe światowe firmy zarządzające aktywami rzadko przekraczają 1,5 proc. Do tego dochodzą jednorazowe opłaty manipulacyjne przy zakupie, a nawet sprzedaży jednostek. Wreszcie wyniki funduszy obciążają koszty administracyjne, takie jak np. koszt agenta transferowego. To, jakie są całkowite koszty związane z inwestycją w fundusz, pokazuje tzw. wskaźnik kosztów całkowitych, publikowany w rocznych sprawozdaniach finansowych towarzystw. W 2010 r. wskaźnik ten wyniósł w przypadku funduszy polskich akcji największych dziesięciu polskich towarzystw przeciętnie aż 4,1 proc. A może na wysokość opłat pobieranych przez zarządzających po prostu trzeba machnąć ręką? Większość inwestorów nie ma alternatywy wobec funduszy, nie mają oni czasu lub możliwości samemu budować inwestycyjny portfel. A akcje to przecież inwestycja przynosząca w długim terminie najwyższe stopy zwrotu. Trzeba również przyznać, że polskie towarzystwa dysponują mniejszymi aktywami niż ich międzynarodowi odpowiednicy, więc ich koszty rozkładają się na mniejszą liczbę klientów.

Zyski niższe od inflacji

W długiej perspektywie takie rozumowanie może się jednak nie sprawdzić. W dłuższym horyzoncie to właśnie koszty zarządzania mogą wywrzeć największy wpływ na stopę zwrotu z naszych inwestycji. Wyjaśnia to prosty przykład. Od początku 1995 r. realna stopa zwrotu z WIG (czyli zysk pomniejszony o wskaźnik inflacji) sięgnęła zaledwie 3,8 proc. I wcale nie jest to słaby wynik. Właśnie około 4–5 proc. rocznie zyskiwały średnio w historii rynki akcji o najdłuższej tradycji. Jeżeli zatem założymy, że nasze zyski będą przeciętnie wyższe od inflacji o 3,8 proc. rocznie, a koszty związane z zarządzaniem sięgną rocznie 4,1 proc., to oznacza to, że nasze szanse na zyski wyższe od inflacji są w najlepszym wypadku umiarkowane. Realnie na inwestycji w aktywnie zarządzane fundusze akcji nie zarobilibyśmy więc z goła nic. Do tego dochodzi jeszcze 19-procentowy podatek od zysków kapitałowych, który potrącany jest od razu przy sprzedaży jednostek (chyba że mamy tzw. parasol). W długim okresie nawet zyski zaledwie na poziomie inflacji mogą się okazać trudne do osiągnięcia. Ostatnio więcej zarobić można było na lokatach, które po potrąceniu podatku dawały zyski zbliżone do wskaźnika wzrostu cen. Tymczasem kupując fundusz akcji, inwestor oczekuje przecież wyższych zysków niż z lokaty, w końcu godzi się na wyższe ryzyko.

Jest alternatywa

Czy jest alternatywa dla inwestora, który, akceptując wyższe ryzyko, chce zarobić w długim terminie więcej niż inflacja? Odpowiedzią są fundusze indeksowe — raczkujące u nas, popularne natomiast na Zachodzie. Pozwalają one znacznie obniżyć koszty inwestycji. Opłata za zarządzanie notowanego na GPW firmowanego przez Lyxor funduszu typu ETF opartego na WIG20 to jedynie 0,5 proc. Otwarty fundusz Ipopemy oparty na indeksie mWIG40 pobiera 0,8 lub 1,5 proc. rocznie. Kupno jednostek funduszu Lyxor wiąże się z koniecznością posiadania rachunku maklerskiego i poniesieniem prowizji brokerskiej (najczęściej 0,39 proc.). Dodatkowo kurs kupna i sprzedaży może różnić się o około pół proc. Razem więc koszty transakcyjne będą zbliżone do opłat manipulacyjnych pobieranych w przypadku funduszy otwartych.

Jak cień za indeksem

Fundusze pasywne nie oferują przy tym wcale niższych stóp zwrotu. Wręcz przeciwnie, dość dokładnie naśladują zachowanie indeksu. Inwestując w nie, nie kupujemy więc nadziei na to, że przebiją indeks (w zeszłym roku udało się to zaledwie co trzeciemu funduszowi aktywnie zarządzanemu), ale pewność, że osiągniemy stopę zwrotu możliwie najbardziej zbliżoną do wskaźnika.

Uwaga na podatek

Zamknięte fundusze indeksowe mają jeszcze jedną przewagę. Podatek od zysków płacimy raz w roku, zbiorczo od wszystkich transakcji. Dlaczego ma to tak duże znaczenie? Abstrahując od tego, że lepiej jest zapłacić podatek dopiero po roku niż od razu, zupełnie różny jest sposób jego obliczania. Załóżmy, że inwestor ulokował w 10 funduszach różnych TFI po 10 tys. zł. W ciągu roku połowa z nich zyskała na wartości po 20 proc. Pozostałe straciły, też średnio po 20 proc. Czy jednak inwestor wyszedł na swoje? Otóż nie. Pomijając kwestię kosztów transakcyjnych, od zysków, sięgających razem 10 tys. zł, zapłaci podatek w wysokości 1900 zł, mimo że w sumie nie zarobił ani grosza! Im większe różnice w wynikach poszczególnych posiadanych funduszy, tym straty na podatku większe (problem ten można zminimalizować, inwestując w fundusze w ramach jednego tzw. parasola). Gdyby jednak kupił jednostki funduszy zamkniętych, to straty na jednych wyrównałyby zyski na innych. Daninę zapłaciłby od wyniku wszystkich transakcji zawartych w danym roku. Ewentualne straty mógłby natomiast odpisywać przez następnych 5 lat.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu