Ważne, co zrobiłem dla innych

  • Robert Rybarczyk
opublikowano: 26-03-2021, 14:30

Przemawiając w środowisku finansistów, lubi zacytować Sokratesa, Antoine de Saint-Exupéry’ego, Marka Edelmana. Od lat walczy z missellingiem w branży. Zapytany, czy zdobył już swój biznesowy Mount Everest, Artur Nowak-Gocławski, prezes Grupy ANG, odpowiada, że kocha góry, lecz nie cierpi metafor górskich jako miary sukcesu.

Aktywnie:
Aktywnie:
W 2015 r. zacząłem się uczyć jazdy na nartach. Dzisiaj zjeżdżam z Kasprowego. Wlazłem na fokach pod Giewont i zjechałem stamtąd na nartach. Szczęśliwie mam niezłą kondycję – mówi Artur Nowak-Gocławski, szef Grupy ANG.
Monika Szałek

W swojej prelekcji podczas szkoleń Leaders Island Artur Nowak-Gocławski, szef Grupy ANG, przekonywał, że aby zbudować silną organizację, trzeba stworzyć ideę, za którą wszyscy daliby się pokroić. Posługując się przykładami, wtrąca, że jest specjalistą od wiśni własnokorzeniowych.

– Mama chciała, żebym został sadownikiem – przyznał.

Dlatego studiował ogrodnictwo na Akademii Rolniczej w Lublinie.

„Ziemia więcej mówi nam o nas niż wszystkie książki. Bo stawia nam opór. Mierząc się z przeszkodą, człowiek poznaje siebie. Ale aby dosięgnąć ziemi, musi mieć jakieś narzędzie. Musi mieć hebel albo pług. Orząc pole, rolnik, skiba po skibie, wydziera przyrodzie powoli kilka tajemnic, a prawda, którą odkrywa, ma sens ogólny” – Antoine de Saint-Exupéry, „Ziemia, planeta ludzi”.

Metafizyczne doznanie:
Metafizyczne doznanie:
Czasem, będąc w górach, Artur Nowak-Gocławski potrafi nazwać szczęście, zobaczyć je wyraźniej: może to kwestia mniejszej ilości tlenu wyżej – zastanawia się.
archiwum prywatne

Łutówka, Kelleris, Meteor, Nana czy Lucyna? Która z ponad 60 odmian wiśni jest najlepsza, najsmaczniejsza, najwydajniejsza, najciekawsza, ulubiona? Dlaczego sadownicy nadają wiśniom imiona kobiet: Sabina, Wanda?

– Moja ulubiona wiśnia to Kerezer. Dziś już niespotykana. Pamiętam ciemne, soczyste, słodkie owoce. Miłe wspomnienie. Chyba wciąż najbardziej wydajna jest Łutówka, ale nie jestem już na bieżąco. Imiona kobiet w odmianach to pamiątka po miłościach hodowców – czasem szczęśliwych, czasem nie. Badałem wyższość wiśni własnokorzeniowych nad szczepionymi. Elementem badań było ważenie owoców. Całych i bez pestek, więc razem z kolegami musieliśmy je jeść, by odliczając wagę pestek, poznać wagę owoców. Potem długo nie mogliśmy patrzeć na wiśnie. Pewnie gdybym został sadownikiem, byłaby dzisiaj jakaś odmiana nazwana imieniem mojej młodzieńczej miłości – śmieje się szef ANG.

W latach 80. jego rodzice rzucili niezłe zajęcia – mama była dyrektorem w urzędzie wojewódzkim, tata nadleśniczym – i zajęli się hodowlą owiec. To im nie wyszło, więc wzięli się za ogrodnictwo. Pomagali im synowie. Przyszły menedżer nauczył się więc orki, siania zboża, dbania o kwiaty i zalążki wiśni, gdy nadchodziły przymrozki.

„Czuliśmy się zgubieni w przestrzeni międzyplanetarnej, wśród stu niedostępnych planet szukaliśmy jedynej planety prawdziwej, naszej planety, jedynej, gdzie były bliskie nam krajobrazy, przyjazne domy, kochani ludzie” – Antoine de Saint-Exupéry, „Ziemia, planeta ludzi”.

Wspinaczka:
Wspinaczka:
Artur Nowak-Gocławski z przyjaciółmi Pawłem Oksanowiczem i Krzysztofem Górlickim w drodze na szczyt Mnich w Tatrach.

W 1993 r. Artur Nowak-Gocławski zaczął pracę, lecz nie w sadzie, tylko w banku. Wylądował tam przypadkiem. Zamknął własną działalność gospodarczą i był bez zajęcia, a miał już rodzinę i zobowiązania. Kolega, który znał trochę jego naturę, powiedział mu, że jest praca, lecz będzie się w niej nudził, bo to mało romantyczne zajęcie. Tak przyszły szef Grupy ANG wylądował jako inspektor kredytowy w Pierwszym Komercyjnym Banku w Lublinie.

– Piękne czasy. Wszystko dopiero się tworzyło, uczyliśmy się w boju. Zostałem wydelegowany do kontroli wewnętrznej centrali banku i wiele się tam nauczyłem. Wkrótce zostałem dyrektorem oddziału w Warszawie i poniosło mnie dalej. Wtedy to zajęcie cieszyło się szacunkiem. Niestety pod koniec ubiegłego stulecia ten czar gdzieś prysł i zaczęły się czasy drapieżnej, często nieodpowiedzialnej sprzedaży. W całym sektorze. Produkty finansowe zaczęły żyć swoim życiem w oderwaniu od rzeczywistych potrzeb ludzi, środowiska, świata. W ostatnich latach próbujemy to zmienić, ale nie jest łatwo odbudować nadszarpnięte zaufanie do branży finansowej – uważa szef ANG.

Mając niespełna 30 lat, przeprowadził skomplikowaną operację. Bank odzyskał spore pieniądze ze złych długów, a inwestorzy przejęli dużą fabrykę. Została podzielona i sprzedana, a ludzie stracili pracę.

– Pewnie firma i tak by upadła, bo była w fatalnej sytuacji, ale jako bank przyłożyliśmy się, by stało się to szybciej. Dzisiaj już bym tego nie zrobił. Nie można chronić własnego biznesu ze szkodą dla innych. Zarabianie w sposób, który powoduje, że pieniądze traci ktoś inny, często bezradny finansowo konsument, jest łatwe i okropne. Misselling, czyli nieodpowiedzialna sprzedaż, którą interpretujemy w ANG jako sprzedaż czegoś, czego klient nie potrzebuje, nie rozumie, na co go nie stać, albo za niegodziwą cenę, stał się demonem mojej branży. Pracuje w niej gromada ludzi, którzy tego nie robią, nie akceptują i chcą być – jak mówiła moja babcia – szanowani. We mnie i moich współpracownikach powstała niezgoda na niegodziwość działań branży. Ta niezgoda spowodowała, że postanowiliśmy coś z tym robić – wspomina Artur Nowak-Gocławski.

Zachodnia ściana Kościelca, Tatry
Zachodnia ściana Kościelca, Tatry
archiwum domowe

W 2010 r. zamknął jeden z rozdziałów zawodowych, by zacząć coś nowego. Z dwójką znajomych założył spółdzielnię pracy ANG Spółdzielnia – obecnie Grupa ANG – w branży pośrednictwa finansowego. Stworzyli firmę, na którą pracownicy – eksperci finansowi, głównie hipoteczni – mają wpływ. Chcieli pokazać, że biznes może być odpowiedzialny społecznie. Siedem lat temu rozpoczęli filozoficzno-biznesowy projekt nienieodpowiedzialni.pl, a w 2020 r. razem z dwoma bankami proklamowali „Deklarację na rzecz odpowiedzialnej sprzedaży”. Firma urosła do prawie tysiąca ludzi. Jest nagradzana za odpowiedzialność społeczną w branży.

Prezes tłumaczy, że to zasługa jego współpracowników. Na dziesięciolecie przekształcili się w spółkę pracowniczą, by móc się dalej rozwijać. Niedługo prawie 60 proc. akcji znajdzie się w rękach współpracowników, którzy nie są założycielami ani członkami zarządu. W 2020 r., po przejściu żmudnego i wymagającego audytu, Grupa ANG otrzymała certyfikat BCorp, który wyróżnia firmy najlepsze dla świata. To jedyny BCorp w branży finansowej w Polsce. Znanym przedstawicielem BCorp jest m.in. Patagonia, outdoorowa firma, której ubrania prezes ANG nosi w górach.

„I nagle ten świat spokojny, tak jednostajny i prosty, który odkrywamy, wynurzając się z chmur, nabrał dla mnie nieznanej dotychczas wartości. Ten spokój – był zasadzką. Wyobraziłem sobie ogromną białą pułapkę rozprzestrzeniającą się u moich stóp. Wbrew wszelkim wyobrażeniom – nie ma pode mną kłębowiska ludzi ani zgiełku, ani pulsujących życiem miast, ale jest cisza jeszcze bardziej absolutna, spokój jeszcze bardziej ostateczny. Ta biała maź stała się dla mnie granicą między tym, co rzeczywiste, a tym, co nierzeczywiste, między znanym a niepoznawalnym. I przeczuwałem już, że widok nie ma sensu sam w sobie, że dopiero nabiera go poprzez pryzmat jakiejś kultury, jakiejś cywilizacji, jakiegoś zawodu. Górale znali także morza chmur. Nie dojrzeli w nich jednak tej bajecznej zasłony” – Antoine de Saint-Exupéry, „Ziemia, planeta ludzi”.

Dolina Pięciu Stawów:
Dolina Pięciu Stawów:
Artur Nowak-Gocławski przyznaje, że znalazł w górach to, co wcześniej w Puszczy Białowieskiej: przepiękne uczucie bycia częścią jakiegoś kosmosu.
archiwum prywatne

Po trzech dekadach działalności zawodowej Artur Nowak-Gocławski jest prezesem Grupy ANG, prezesem fundacji Nienieodpowiedzialni.pl, członkiem rady Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, przewodniczącym Rady Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce – Związku Pracodawców. Czy osiągnął już Mount Everest i czeka na innych na szczycie? Czy na razie to tylko Mont Blanc, a w planach ma jeszcze Elbrus i Broad Peak?

– Jak kocham góry, tak nie cierpię metafor górskich jako miary sukcesu. Osiągnąć szczyt, zdobyć, pokonać… W górach kocham drogę. Czasem jest szczyt, czasem go nie ma. Podobnie w pracy. Myślę, że wciąż osiągnąłem niewiele. Gdy wyobrażam sobie, że mam już dużo lat i patrzę wstecz, zastanawiając się, co było ważne w moim życiu, kwestie materialne, sukcesy zawodowe nie mają znaczenia. Ważne jest to, co zrobiłem dla innych. Czy spowodowałem, że świat po mnie będzie lepszy, życie ludzi stało się lepsze. Staram się to robić od lat. Od kilku bardziej, ale wciąż myślę, że za mało. Mam nadzieję, że mi się jeszcze uda – deklaruje prezes.

Dolina Pięciu Stawów, Tatry
Dolina Pięciu Stawów, Tatry
archiwum prywatne

Chodził po górach w liceum i na studiach: Bieszczady, Babia Góra. W dorosłym życiu zapomniał o tym. Dopiero w 2015 r., w wieku 47 lat, dał się namówić na górską wycieczkę. Pojechał z żoną do Doliny Pięciu Stawów w Tatrach. Był maj, piękna pogoda. Znowu się zakochał w górach, ale inaczej. Po dorosłemu. Zaczął nadrabiać utracony czas. Złaził całe polskie Tatry, trochę słowackie. Zimą i latem. Z Orlą Percią włącznie, która według niego okazała się nie taka straszna, jak ją malują.

– Znalazłem w górach to, co wcześniej w Puszczy Białowieskiej: przepiękne uczucie bycia częścią jakiegoś kosmosu. Mijając szlaban przed wejściem do TPN w Palenicy Białczańskiej, miałem wrażenie, że przestąpiłem próg innego świata. Z czasem odkryłem z kolegami trasy pozaszlakowe, które pokonywaliśmy z linami i przewodnikiem. I kolejny wymiar gór – ciszę, spokój. Pamiętam pierwszą wycieczkę przez Cubrynę i Mięguszowieckie Szczyty. Pamiętam moment ciszy, w której nie było słychać nic, nawet szumu wiatru. Potem przyszła pora na wspinaczkę i nowe doświadczenia: dotyk zimnych skał, wielka ekspozycja, pustka wokół. W 2015 r. zacząłem się też uczyć jeździć na nartach. Dzisiaj zjeżdżam z Kasprowego. Wlazłem na fokach pod Giewont i zjechałem stamtąd na nartach. Szczęśliwie mam niezłą kondycję – opowiada prezes Grupy ANG.

Na Atlantyku:
Na Atlantyku:
Żeglarstwo to kolejna pasja szefa Grupy ANG. Na wodzie, tak jak w górach, może się cieszyć wiatrem. Na zdjęciu z Leszkiem Gruszewskim.
archiwum prywatne

Czasem, będąc w górach, potrafi nazwać szczęście, zobaczyć je wyraźniej: może to kwestia mniejszej ilości tlenu wyżej – zastanawia się. Zaraził już górami kilkudziesięciu współpracowników w ANG. Od pięciu lat organizują wspólne wyjazdy w Tatry – latem chodzą po górach, zimą jeżdżą na nartach. Razem też żeglują – na początku wynajmowali trzy łodzie, w tym roku jest tylu chętnych, że mają rezerwację na dziesięć.

– Góry i żagle łączy wiatr. Kocham wiatr za jego oczyszczającą siłę. Przegania demony. Na pewno moje, ale myślę, że cudze też – twierdzi Artur Nowak-Gocławski.

Na początku pandemii przerobili salę szkoleniową w biurze na profesjonalna siłownię. Dzięki temu utrzymują się w formie.

Autorką zdjęcia na stronie głównej jest Monika Szałek

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane