Co powinna zrobić kobieta, gdy straciła pracę i trudno jej związać koniec z końcem? Wysłać męża na urlop wychowawczy i otworzyć firmę.
Zawiercie. 50-tysięczne miasto. 43 km od Katowic. Brudne, szare powietrze Śląska. Nic ciekawego — odrapane mury, zrujnowane budynki. Kilka takich mija się po drodze do pofabrycznego budynku z 1892 roku. Od kilku lat — siedziby firmy Iwony Szczygieł.
Czekolada kontra papierosy
Na pytanie, co 13 lat temu skłoniło nauczycielkę do założenia własnego biznesu, odpowiedź jest prosta i — co tu dużo mówić — banalna.
— Życiowe niepowodzenie i przypadek. Zresztą o wielu momentach w historii Il-Teksu decydował przypadek. Choć czasem trzeba było sporo odwagi, by ten przypadek się wydarzył — mówi Iwona Szczygieł, właścicielka firmy produkującej pościel.
Życiowe niepowodzenie to bezrobocie.
— Po trzech latach pracy w zawodzie urodziłam dziecko. Okazało się, że młoda matka to przede wszystkim obciążenie, kosztowny pracownik. A że miałam umowę na czas określony — rozwiązanie było proste. I tak zaczął się rok spędzony na oczekiwaniu w kolejce po zasiłek. Dwoje dzieci, mąż pracujący na kopalni — ciężkie czasy — wspomina Iwona Szczygieł.
Mała dygresja.
— W młodości trochę „podpalałam”. Taka głupia moda. Ale jak straciłam pracę i nie starczało do pierwszego — podstawowa sprawa to rzucenie papierosów. Bo jak matka może nie kupić dziecku czekolady, a wydawać na papierosy? Teraz często ludzie przychodzą, błagają o pracę. Brakuje im na chleb, nie mają za co wykupić leków. I przyjmujemy taką panią, co nie ma za co żyć, a ona…wychodzi na papierosa! Może ja czegoś nie rozumiem… — mówi właścicielka Il-Teksu.
We wszystkich firmowych budynkach obowiązuje zakaz palenia papierosów. Ci, którzy zrezygnują z nałogu, dostają premię — 37 zł miesięcznie. Dlaczego właśnie tyle?
— Księgowa to wyliczyła. Jeśli pracownicy palą, to ja częściej muszę malować pomieszczenia. Poza tym potrzebują więcej przerw — mówi Iwona Szczygieł.
Czy ta finansowa zachęta działa?
— Kilka osób rzeczywiście przestało palić — przyznaje z dumą Iwona Szczygieł.
Przypadkiem…
Ale cóż to za przypadek sprawił, że rodzina Szczygłów zajęła się pościelowym biznesem?
— Przypadek to artykuł w gazecie. Firma, należąca do dwóch Niemców, poszukiwała przedstawicieli handlowych, akwizytorów. Trzy wymagania: prawo jazdy, dobra prezencja, łatwość nawiązywania kontaktów. Prawo jazdy zrobiłam rok wcześniej, choć w dokumentach wpisałam, że jeżdżę samochodem już od kilku lat — przyznaje z uśmiechem Iwona Szczygieł.
Havotex — przedsiębiorstwo zajmujące się bezpośrednią sprzedażą artykułów zdrowotnych, przede wszystkim wełnianej pościeli, zaprosiło kandydatów do hotelu Katowice. Okazało się, że o pracy akwizytora myśli ponad pięć tysięcy osób.
— Byłam na samym końcu ogromnej kolejki. Nie miałam najmniejszych szans na rozmowę kwalifikacyjną. W pewnym momencie tłum się rozstąpił, a w jakichś tylnych drzwiach pojawili się szefowie Havoteksu. Oni przeszli, a ja jakoś przypadkiem poszłam za nimi. I z szarego końca ogonka dotarłam do początku kolejki, pod same drzwi — mówi Szczygieł.
Rajd po Polsce
Po kilku miesiącach dwóch „uczciwych, choć szwabów” przyjęło byłą nauczycielkę do pracy. Firmowym samochodem, z bagażnikiem pełnym wełnianych koców i poduszek, kołder, zjeździła pół Polski.
— Zamość, Gdynia, Gdańsk, Jelenia Góra, Wrocław. Na jedną prezentację przychodziło kilkaset osób. Dziś trudno w to uwierzyć, ale na początku lat 90. ten towar szedł jak woda. Na pokazy przyciągała ludzi obietnica prezentu — paczki kawy. Ale po pokazie rzeczywiście mnóstwo osób kupowało tę pościel. Czasami musieliśmy co trzy dni jeździć do Mysłowic, gdzie była siedziba firmy, po kolejne partie towaru — wspomina Szczygieł.
Dla Iwony Szczygieł to był „cygański czas”. W akwizytorskich podróżach uczestniczyła cała rodzina. Oprócz wełnianego towaru, w samochodzie musiała obowiązkowo znaleźć się… legendarna Frania, plastikowa miska, dziecięcy nocnik.
— Często w jednym mieście spędzaliśmy nawet dwa tygodnie. Moje córeczki były jeszcze małe, więc jeździły ze mną i z mężem. W zasadzie cały dom musieliśmy zabrać ze sobą. Wyobraża sobie pani miny właścicieli hoteli, gdy wyciągaliśmy z samochodu Franię? — pyta rozbrajająco właścicielka zawierciańskiej firmy.
Zawartość wełny w wełnie
Po kilku miesiącach małżeństwo Szczygłów było jedną z najlepszych par sprzedawców. Do dziś w ich domu stoi mikrofalówka — nagroda za wiodące wyniki sprzedażowe. Wyniki przekładały się na zarobki i premie. Iwona Szczygieł przyznaje, że w firmie „uczciwych szwabów” nie było mowy o wyzysku. Płacili przyzwoite pieniądze, przyznawali premie. A wełniane produkty były rzeczywiście dobrej jakości — do czasu…
— Niemcy doszli do wniosku, że skoro ta pościel cieszyła się takim wzięciem, to gorsze wyroby też uda się sprzedać. Ale jak stać przed setką ludzi i prosto w oczy przekonywać ich, że gwarantujemy najwyższą jakość? Pościel miała coraz brzydsze wzornictwo, a do wełny zaczęto dodawać inne materiały — tłumaczy Iwona Szczygieł.
W tej sytuacji — dwa rozwiązania. Albo szukać innej pracy, albo… Przez kilka miesięcy pracy dla Havoteksu Szczygłowie dokładnie poznali surowce, wzornictwo, sposoby produkcji, nauczyli się przedstawiać zalety wełnianej pościeli.
— Dziś ja jestem szefem firmy. Ale to mąż 13 lat temu był przekonany, że warto zaryzykować — zdradza Iwona Szczygieł.
Co ważne, to nie pierwszy odważny krok w jego życiu. Kiedy okazało się, że akwizytorska pensja żony przewyższa jego — górniczą, zdecydował się na…. urlop wychowawczy, by pomagać w sprzedaży.
— Choć istniała już taka prawna możliwość, nikt o tym nie wiedział. A on odkrył to i doszliśmy do wniosku, że to będzie lepsze rozwiązanie. Do dziś wspominają go na kopalni z tego powodu — mówi Iwona Szczygieł.
Dookoła stołu
Parter ponadstuletniego budynku, który kiedyś zajmował zawierciański Zawtex, zajmują szwalnie, magazyny, hale produkcyjne. Modernizacja zrujnowanej budowli pochłonęła w 1999 roku kilkaset tysięcy złotych. Ze względu na jej wiek, wszystkie prace prowadzono pod okiem konserwatora zabytków. Obok nowoczesnych urządzeń do rozciągania włókien, kontroli jakości kupionych materiałów, maszyn do szycia (część z nich kupiono za dotację z unijnego programu Phare 2000), kilka „zabytków” — kilkunastoletnich, prostych maszyn, kupionych na samym początku działalności Il-Teksu za pożyczone pieniądze.
— Za pierwszą siedzibę służył maleńki domek po zmarłych kuzynach na obrzeżach Zawiercia. W kuchni szwalnia, w pokoju stół krojczy. Zanim pocięliśmy pierwszy kawałek wełny, trzeba było obchodzić kilka razy stół dookoła. Trwało to tyle czasu, cała rodzina była przejęta. A teraz — wszystko dzieje się tak szybko, automatycznie — wspomina Iwona Szczygieł.
Il-Tex to jeden z największych pracodawców w Zawierciu — zatrudnia blisko 70 osób. Wciąż sztandarowym produktem jest wełniana pościel. O jej leczniczych wartościach Iwona Szczygieł potrafi długo opowiadać. Jej wyroby znajdują się w rejestrze produktów medycznych, zakwalifikowane jako biobójcze i rehabilitacyjne.
— Produkowane są ze 100-procentowej wełny — inaczej nie moglibyśmy spojrzeć ludziom w oczy. Tym bardziej że przez kilka pierwszych lat działalności Il-Teksu nasza dystrybucja bazowała na sprzedaży bezpośredniej. Sami byliśmy przedstawicielami handlowymi, jeździliśmy rozklekotanym truckiem i robiliśmy prezentacje — zapewnia Iwona Szczygieł.
Pościel Il-Teksu sprzedawała się coraz lepiej. Z czasem asortyment firmy powiększył się o produkty ogrodowe, elegancką, wysokojakościową pościel. Hala produkcyjna wypełniona jest też stertami kolorowych poduszek — hipopotamów, piesków, kotków. W innym kącie swoje miejsce mają szyte specjalnie na walentynki poduszki — serduszka. W Europie przebojem Il-Teksu — choć pod cudzą marką — okazały się kocyki dla zwierząt. Dziś blisko 40 proc. ogólnej produkcji przeznaczone jest na eksport. Na liście odbiorców pościeli z Zawiercia jest Francja, Holandia, Austria, Niemcy, Czechy. Być może niedługo uda się także podbić Afrykę.
— Szyjemy próbną partię pościeli z lnu, która trafi do luksusowych hoteli w RPA — zdradza Iwona Szczygieł.
Intuicja i emocje szefowej
Nie da się ukryć, że Il-Tex to firma prowadzona po kobiecemu. Wiele decyzji zapada intuicyjnie — bez biznesowego wykształcenia niełatwo zarządzać rozrastającą się firmą.
— Kiedy Il-Tex był mniejszy, byliśmy chyba szczęśliwsi. Lepiej zarabialiśmy, łatwiej było nad tym wszystkim zapanować. Teraz coraz trudniej każdego przypilnować i sprawdzić, czy wysłał towar, wykonał reklamację, zapłacił za surowce — przyznaje Iwona Szczygieł.
Przechadzając się po hali, dyskretnie kontroluje szwaczki i krojczych. Zwraca uwagę, że niektóre poduszki zabawki mają za mało wypełnienia, a inne trzeba zszywać dokładniej.
W biurze.
— Proszę pani, dokumenty miały być gotowe na dziś!
— Ale szefowo…
Koniec dyskusji.
Nieraz dają także o sobie znać emocje. Tak jak wtedy, gdy pierwsza w historii przedsiębiorstwa partia włoskiej wełny nadawała się w zasadzie do wyrzucenia.
— Pojechaliśmy z mężem do Włoch pożyczonym polonezem. Starannie wybieraliśmy materiał. Zapłaciliśmy z góry, gotówką. Kilka tygodni później dostaliśmy łysą, dziurawą wełnę. Płakałam przez tydzień — wspomina Iwona Szczygieł.
Ale z jakiegoś powodu, po latach, jeszcze raz zaufała włoskiemu dostawcy. Dziś współpracuje z nim na zasadzie barteru — on dostarcza dobrej jakości materiał. Il-Tex szyje z niego pościel, którą płaci przedstawicielom włoskiego producenta w Polsce za surowiec.
— Dzięki temu udaje nam się uniknąć ryzyka kursowego, które przyczyniło się do upadku jednego z naszych konkurentów — wyjaśnia rzeczowo właścicielka.
???-Tex
Tak jak przypadkiem udało się zdobyć pracę u „uczciwych szwabów”, tak samo przypadek (i kobiecy dar przekonywania) zdecydował, że w 1995 roku Il-Tex nawiązał współpracę z pierwszą w Polsce niemiecką siecią supermarketów.
— W pewnym momencie pomyśleliśmy, że sprzedaż bezpośrednią lepiej zastąpić dystrybucją przez sklepy. Jakimś cudem udało mi się dodzwonić do ówczesnego szefa sieci HIT, Niemca mówiącego łamaną polszczyzną. Przedstawiłam się i umówiliśmy się spotkanie. Okazało się, że chciał ze mną rozmawiać bo… pomylił Il-Tex z Biel- texem — sporą, znaną już na rynku firmą. Bardzo się zdziwił, kiedy zobaczył naszą ofertę, ale zachował twarz. Przyjrzał się naszym poduszkom, kocom i udało się! Zaproponował rozsądne ceny, przy których wychodziliśmy na swoje — opowiada Iwona Szczygieł.
Dziś Il-Tex obecny jest w Auchan, Tesco, sieciach dyskontowych i małych sklepach. Były też przymiarki do sklepów pod własnym szyldem, ale okazało się, że to na razie zbyt duże obciążenie dla firmy.
Dystans już jest
Iwona Szczygieł. Mama, żona, bizneswoman. Jak sobie radzi?
— Hmm, obydwie córki uczą się w Krakowie, więc mamą jestem w weekendy. Bizneswoman — na wyczucie. Żona? Staramy się nie przenosić firmy do domu. Czas gorących dyskusji do rana z udziałem dzieci już minął. Jest już chwila na odpoczynek. W ostatnie wakacje zjeździliśmy Chorwację wzdłuż i wszerz… na motorze — mówi.
Przyszłość firmy?
— Jest nieźle. Ale chyba już lepiej, żeby się tak nie rozrastała…
