Widmo kryzysu krąży nad rynkami wschodzącymi

Marek Wierciszewski
17-05-2018, 22:00

Argentyna, kraj pampy i tanga, może nie być ostatnim krajem, do którego zawita kryzys

Kłopoty Argentyny, która w ubiegłym tygodniu zwróciła się do Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) z prośbą o pomoc, mogą być zaledwie wierzchołkiem góry lodowej — ostrzega ośrodek Institute of International Finance (IIF). Wszystkiemu winne jest globalne otoczenie, które stało się wyjątkowo niekorzystne na rynkach wschodzących. Wzrost rentowności amerykańskich obligacji skarbowych, związany z oczekiwaniem kolejnych podwyżek stóp przez Fed, trwające od lutego umocnienie dolara, narastające obawy przed protekcjonizmem oraz napięcia geopolityczne wywierają presję na wzrost kosztów finansowania tej grupy krajów. Zdaniem IIF, sytuacja może być bardziej niebezpieczna niż w 2013 r., kiedy obawy o zmniejszanie programów skupu aktywów doprowadziły do skoku rentowności amerykańskich papierów dłużnych. Wówczas w obronie swoich walut występować musiały kraje tzw. podatnej piątki (termin ukuty przez bank Morgan Stanley na określenie pięciu krajów najbardziej narażonych wówczas na turbulencje).

— Choć tym razem mamy do czynienia z mniejszym szokiem pierwotnym — dotychczasowy wzrost rentowności jest o połowę mniejszy niż w połowie 2013 r. — to wiele walut z rynków wschodzących osłabiło się tak samo lub mocniej. To sygnał, że są one bardzo podatne na wzrost globalnych kosztów finansowania — powiedział dziennikowi „The Telegraph” Robin Brooks, główny ekonomista IIF. Niezależnie od tego, czy kryzys rozleje się na inne kraje, fakt, że jako do pierwszego zawitał do Argentyny, przypomina o powiedzeniu Warrena Buffetta, który mawiał, że w czasie odpływu okazuje się, kto pływał bez majtek. Kraj utrzymywał bliźniacze deficyty — budżetowy i na rachunku obrotów bieżących — przypomina Mauro Leos, szef agencji Moody’s na Amerykę Łacińską.

Zagraniczne inwestycje bezpośrednie pokrywały zaledwie jedną trzecią drugiego z niedoborów, a rezerwy walutowe były zbyt niskie, by opanować sytuację. Tymczasem kapitał portfelowy zaczął odpływać, gdy na wiarygodności kraju pojawiła się rysa — twierdzi Mauro Leos.

Właśnie to stało się po tym, jak w styczniu prezydent Mauricio Macri zmusił bank centralny do obniżki stóp procentowych wbrew rosnącej inflacji. Od początku roku przecena peso do dolara sięga już 23,6 proc. (co jest skrajnie niebezpieczne wobec wysokiego zadłużenia denominowanego w dolarze), a by ratować walutę, bank centralny zmuszony był do kosztownych interwencji i awaryjnej podwyżki stóp do 40 proc. Argentyna może potrzebować większego pakietu pomocowego z MFW niż planowane 30 mld USD — ostrzega IIF, a warunkiem jego przyznania z pewnością będą głębsze oszczędności budżetowe, niż tej pory realizował prezydent Macri.

— Lekcja z tej historii jest prosta — nie warto wtrącać się w zadania banku centralnego — mówił Mauro Leos na konferencji w Londynie. Od objęcia władzy przez Mauricio Macriego Argentyna zdołała porozumieć się z wierzycielami i odzyskała dostęp do finansowania z rynków globalnych. Mimo to z przekraczającą 25 proc. inflacją i sięgającym 64 proc. udziałem długu denominowanego walutach obcych wciąż wyróżnia się in minus na tle pozostałych rynków wschodzących. Obok niej na cenzurowanym znajduje się Turcja, gdzie tegoroczna przecena waluty sięga 14,7 proc., a szukający umocnienia swojej pozycji, dzięki przedterminowym wyborom, prezydent Recep Tayyip Erdogan nie rezygnuje z żądań obniżenia przez bank centralny stóp procentowych. Banki chętnie sięgały po kapitał z globalnych rynków, by finansować krajowy boom kredytowy, a dług zagraniczny przekracza już 50 proc. PKB.

— Turcja może ostatecznie zostać zmuszona, by podążyć śladami Argentyny i zwrócić się o pomoc do MFW. Jeśli straci zaufanie inwestorów, może szybko znaleźć się w sytuacji bez wyjścia — uważa William Jackson, ekonomista ośrodka Capital Economics.

Presję czuje jednak znacznie szersze grono rynków wschodzących. Według Capital Economics, trudniejsze otoczenie globalne zmusi do utrzymywania wyższych stóp procentowych wiele krajów, z Brazylią i RPA na czele.

Obliczany przez Citigroup indeks niespodzianek w danych ekonomicznych z tej grupy krajów zanurkował najniżej od okresu tuż po wyborczym zwycięstwie Donalda Trumpa z listopada 2016 r. Nie spowalnia wyprzedaż aktywów. Tworzony przez bank JP Morgan indeks obligacji rządów krajów rozwijających się spadł od stycznia o 8,3 proc. i znalazł się najniżej od 27 miesięcy. Podobny indeks notowań walut znalazł się najniżej od półtora roku. Ostatnie wypowiedzi Jerome Powella, prezesa Fedu, według którego rynki wschodzące poradzą sobie z presją podwyżek stóp, wydają się sugerować, że bank nie będzie brał ich sytuacji pod uwagę przy swoich decyzjach. Capital Economics przewiduje, że MSCI EM, indeks cen akcji z rynków wschodzących, może od twardego dna dzielić jeszcze 10-15 proc., a to nie jedyna instytucja podkreślająca ryzyko kontynuacji wyprzedaży. Na szczęście część z nich ostrożnie liczy, że okres zawirowań zbliża się już do końca.

— Wyprzedaż była nieunikniona, zważywszy, jak wysokie były wyceny aktywów z rynków wschodzących, a potencjalnych bodźców było wiele. Jednak teraz wyceny znów są atrakcyjne i tworzą dobrą okazję do ponownych zakupów — uważa Richard Segal, analityk towarzystwa Manulife AM. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Widmo kryzysu krąży nad rynkami wschodzącymi