Wisła płynie do inwestora

opublikowano: 21-01-2019, 22:00

Wisła Kraków to klub, na którym nie sposób nie zarabiać — mówi Bogusław Leśnodorski. Potencjalni inwestorzy podpisali umowy o poufności

Pacjent przeżył bardzo trudną, ratującą życie operację i jego stan jest już stabilny, ale bez kroplówki nie stanie na nogi — tak można opisać sytuację Wisły Kraków. Jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że klub zniknie z piłkarskiej Ekstraklasy — rządy kiboli doprowadziły do gigantycznych długów, utraty licencji na grę i rozwiązywania kontraktów przez piłkarzy. Potem był kompromitujący epizod z przejęciem klubu przez rzekomych inwestorów z Kambodży i Szwecji. Ale dziś sytuacja wygląda o niebo lepiej.

— Dzięki pożyczkom od trzech biznesmenów Wisła spokojnie uzyska licencję na grę i dogra do końca sezonu. Tym bardziej, że klub ma potencjał do bieżącego finansowania się — mówi Bogusław Leśnodorski, wspólnik kancelarii LSW, były współwłaściciel Legii, obecnie zaangażowany w ratowanie Wisły.

— Klub jest w trybie zarządzania kryzysowego, sprowadza się to de facto do zarządzania gotówką, mamy rozpisane wpływy i wydatki dzień po dniu do końca rundy. Plan zapewnia pokrycie wydatków wpływami gotówkowymi, dlatego nie ma ryzyka ponownej utraty płynności. Pożyczka, optymalizacja kosztowa, planowane przychody z biletów czy sprzedaży koszulek, a także postawa wierzycieli, którzy deklarują cierpliwość, sprawiają, że Wisła nie jest zagrożona upadkiem. Ostatecznie wyjaśniona jest także sprawa właścicielska — pożyczka ma zastaw na akcjach, co oznacza że kontrolę nad klubem mają pożyczkodawcy — dodaje Piotr Obidziński, który przygotował plan finansowy dla Wisły Kraków.

W sumie 4 mln zł pożyczyli Wiśle Kraków: Jakub Błaszczykowski, Tomasz Jażdżyński i Jarosław Królewski. Według zapowiedzi platformy crowdfundingowej Beesfund w najbliższym czasie ma ruszyć sprzedaż akcji klubu, szczegółów emisji jeszcze nie ogłoszono.

Potrzebny inwestor…

— Sytuacja jest ustabilizowana, ale do spółki powinien szybko wejść inwestor, bo inaczej nie będzie ona w stanie spłacać długów, a te są znaczące i zagrażają jej dalszemu istnieniu — mówi Bogusław Leśnodorski.

Według wcześniejszych informacji długi Wisły to 40 mln zł, choć być może część jest do podważenia. Zaległości dotyczą m.in. ZUS, ale i np. rat leasingu za sprzęt do utrzymania boiska, więc ewentualna windykacja realnie może storpedować funkcjonowanie klubu. Ile Wisła potrzebuje pieniędzy?

— Wisła to nie Manchester City, nie potrzebuje fortuny. Żeby funkcjonować na poziomie średniaka w Ekstraklasie, wystarczy budżet na poziomie 20 mln zł, by bić się o miejsce na podium — pewnie 25 mln zł. Liczę bez premii za wyniki, ale ta jest pokrywana z premii od Ekstraklasy. Obecnie koszty są tak ścięte, że budżet wynosi kilkanaście milionów złotych, ale on jest na dłuższą metę nie do utrzymania, bo klub praktycznie nie ma żadnych struktur. Mówimy więc o kilku milionach euro. To w skali światowego futbolu nie są żadne pieniądze, więcej warta jest lewa stopa Krzysztofa Piątka — mówi Bogusław Leśnodorski.

Tu ważne zastrzeżenie — taki budżet dotyczy pierwszej drużyny, nie ma w nim miejsca na akademię wychowującą młodych piłkarzy czy inwestycje w zaplecze. Tu Wisła nie jest w złej sytuacji: akademia funkcjonuje jako osobny byt należący do TS Wisła, a baza treningowa w Myślenicach działa od lat.

… z pomysłem

Na polskim futbolu sparzyło się już wielu znanych przedsiębiorców: od Mariusza Waltera, twórcy TVN, przez Józefa Wojciechowskiego z JW Construction aż po Zbigniewa Drzymałę z Groclinu. Ostatnie lata świadczą o tym, że na polskiej piłce jednak da się zarobić: po awansie do Ligi Mistrzów Legia wypracowała 65,8 mln zł zysku netto, kilkumilionowe zyski ma corocznie też m.in. Cracovia. Bogusław Leśnodorski przekonuje, że inwestycja w Wisłę jest… mało ryzykowna.

— W takim klubie jak Wisła, który ma zoptymalizowane koszty i duży potencjał marketingowy, po prostu nie da się nie zarabiać na bieżące funkcjonowanie. Prawa telewizyjne dają ok. 18 mln zł, loże, strefa VIP i merchandising pokrywają koszty wynajmu stadionu, a nawet coś zostaje, do tego dochodzą kontrakty sponsorskie i transfery. Przychody na poziomie 30 mln zł to w zasadzie pewnik, a gdyby się postarać, to i 40, a może i 50 mln zł jest realne — uważa Bogusław Leśnodorski.

Kto zatem będzie inwestorem?

— To nie jest typowy proces sprzedaży, w którym sprzedający chce uzyskać jak najwyższą cenę. Wszyscy zaangażowani w proces podkreślają, że najważniejszy jest pomysł na stabilny rozwój klubu, a więc deklaracje inwestorskie są ważniejsze niż cena. To nie jest sytuacja, że my mamy pomysł na rozwój klubu i szukamy finansowania, tylko szukamy inwestora z pomysłem na klub. Pytanie, czy tacy w Polsce są — mówi Bogusław Leśnodorski.

Na giełdzie zainteresowanych pojawiali się różni krakowscy przedsiębiorcy, m.in. Wiesław Włodarski. Potem wymieniano Zbigniewa Jakubasa, ale według naszych ustaleń jego bardziej interesowały grunty niż klub (właścicielem gruntów obok stadionu jest TS Wisła, a więc nie jest to bezpośredni element transakcji). Ostatnio Cezary Kucharski, były piłkarz, a obecnie przedsiębiorca, deklarował, że ma chętnego z Kuwejtu.

— Na razie mówimy jedynie o zainteresowaniu, kilka podmiotów podpisało umowę o zachowaniu poufności i tyle. Nie jesteśmy na etapie nawet wstępnych umów — mówi Bogusław Leśnodorski.

OKIEM EKSPERTA

Polskie kluby atrakcyjne dla inwestorów

GRZEGORZ KITA, prezes Sport Management Polska

Polskie kluby piłkarskie są atrakcyjne dla dużych inwestorów zagranicznych z trzech powodów. Przede wszystkim, z punktu widzenia finansów międzynarodowych, można je kupić tanio. Po drugie, mają dobrą, potencjalną wartość marketingową, bo Polska to duży konsumencki rynek, a kluby są często w dużych aglomeracjach i mają spory potencjał kibicowski. Po trzecie, infrastruktura stadionowa wielu klubów jest nowoczesna i na poziomie nawet wyższym niż w wielu ligach zagranicznych, gdzie obiekty są często 20-30 letnie. Wisła należy do grona atrakcyjnych klubów, szczególnie że można ją przejąć, łącznie ze spłatą najpilniejszych zobowiązań, za kilka milionów euro, czyli znacznie mniej niż średnie kluby na Zachodzie. Nie jest wykluczone przejęcie przez inwestora z krajów arabskich czy Chin, bo za niewielkie pieniądze mogliby mieć poważnyprzyczółek na dużym piłkarskim rynku z silną ekspozycją na Europę Zachodnią.

Grono osób, które zaangażowały się w ratowanie Wisły, daje nadzieję, ponieważ mocno odmienia postrzeganie klubu a wizerunek, w tym wypadku, ma kluczowe znaczenie. To „nowa fala”. Nie zmienia to faktu, że sytuacja prawna i finansowa Wisły jest wciąż skomplikowana, więc nowy inwestor albo będzie potrzebował wielu miesięcy na transakcję, albo umowa będzie obwarowana wieloma zabezpieczeniami i warunkami. W klubach piłkarskich trzeba być ostrożnym, bowiem historie innych klubów pokazały, że po zmianie właściciela na zamożny podmiot nagle odzywa się wiele osób i firm, które przedtem pozostawały dość bierne w domaganiu się roszczeń, nie wierząc w skuteczność działań. Zdarza się nawet często, że ich zobowiązania nie były zewidencjonowane przez klub, włącznie z brakiem takich dokumentów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu