Wyjście z ciemnego pokoju

Małgorzata Ziębińska
opublikowano: 23-02-2007, 00:00

Kilka miesięcy temu spotkałam pewną kobietę — pogrążona w smutku nie widziała przed sobą niczego szczęśliwego, nie kontrolowała łez. Mówiła niechętnie i z wysiłkiem, robiła wrażenie całkowicie zatopionej we własnym udręczeniu. Zamknęła się w swoim świecie, bezustannie próbując zrozumieć, dlaczego to wszystko spotkało właśnie ją. Odsuwała się od bliskich, życzliwych jej ludzi, ponieważ czuła, że nie są w stanie jej zrozumieć. Krok za krokiem wchodziła coraz głębiej w stan, który każdy specjalista zdiagnozowałby jako depresję. Izolowała się w swoim wewnętrznym świecie, nie dostrzegając żadnego, choćby najmniejszego powodu, dla którego warto by było podjąć wysiłek rozbudzenia energii nadziei i wiary, że jej los się odmieni.

Rozpacz, jaką przeżywała, miała swoje źródło w poczuciu odrzucenia przez kogoś, kogo uważała za wyjątkowego. Utraciła coś — została opuszczona, ale powodów tej sytuacji nie znała albo nie potrafiła zrozumieć. Sądziłam wtedy, że gdyby tylko udało jej się zezłościć — tak normalnie po ludzku — to wytrąciłaby samą siebie z tego porażającego stanu odrętwienia... i choć na chwilę uzyskałaby dystans, tak bezcenny w realnej ocenie sytuacji. Tymczasem z uporem uderzała w siebie, tracąc siły i energię.

Kiedy poznawałam jej historię, starałam się widzieć jej oczami, mogłam przez chwilę pobyć w tym dusznym, bezbarwnym, zamkniętym szczelnie pomieszczeniu, jakim stało się jej życie. Rozumiałam jej ból, rozumiałam krzywdę, jakiej doświadczyła. Ożywiała się tylko w takich momentach, kiedy kolejny raz przychodziły jej do głowy pomysły — co jeszcze może zrobić, by zrozumieć, by zdołać odnaleźć odpowiedź na dręczące ją pytanie „dlaczego?”. To były krótkie chwile, ponieważ wszystko, co zdołała zrobić, nie przynosiło żadnych rezultatów — jedynie kolejny raz odbijała się od swojej bezsilności wobec tego, co ją spotkało, wobec muru milczenia, wobec wyboru, jakiego dokonał ten ktoś drugi. Nikt nie lubi uczucia bezsilności — jej także trudno było je przyjąć, co w efekcie sprawiało, że czuła się coraz gorzej.

Ten stan trwał jakiś czas, ale w końcu przestała walczyć. Na tyle, na ile umiała — i była w stanie — zaakceptowała obecność wszystkich trudnych uczuć, zrozumiała, że jedyne, co może zrobić, to pozwolić sobie przeżyć je po to, by odeszły. Niedawno znowu się spotkałyśmy. Z nieśmiałym wciąż uśmiechem i delikatną — choć wyraźną iskierką w oczach — snuła opowieść o tym, jak odbudowuje swój świat, odnajdując drogę do radości, spokoju, do życia. Nie spodziewała się i nie wierzyła, ale w najciemniejszym zakątku życia na jej drodze stanął Ktoś... Ktoś, kto wnosi światło, dobroć, śmiech... Ktoś, kto budzi uśpioną w niej nadzieję, przywraca wiarę w marzenia... Widziałam w niej wiele niepewności, jakby bała się uwierzyć, ale los się odmienił, zmieniając ją samą. Znowu czuje w sobie siłę, odzyskała ster, nie spada, lecz idzie w górę. W czasie naszej rozmowy zamyśliła się, a potem, patrząc na mnie, powiedziała: „wyszłam z ciemnego pokoju na słoneczną polanę”.

Teraz, od czterech dni, słowa tej kobiety nabrały dla mnie szczególnego, osobistego znaczenia. Dowiedziałam się, że pewna niezwykle mi bliska czteroletnia dziewczynka zachorowała na białaczkę. Świat jej i jej rodziców — ten dotąd znany, bezpieczny, szczęśliwy — zmienił się w jednej chwili w niepewny i przerażający. Najbliższy czas będzie przepełniony strachem, oczekiwaniem na wiadomości, walką o życie. Powraca do mnie historia tamtej kobiety i każe mi wierzyć, że nigdy nie warto tracić nadziei. Pamięć przywołuje wiele innych podobnych opowieści ludzi, których słuchałam i którym towarzyszyłam w bólu, w okresach życiowych ciemności. Każdego z nas spotykają doświadczenia podobne do huraganu, niosące nieznane i niewyobrażalne wcześniej stany i uczucia. Sytuacje bez uprzedzenia, zmieniające wszystko, co było dotychczasowe. Tak wiele razy wychodzimy z nich zwycięsko. Szczęśliwe zakończenia, pozytywne odmiany losu są codziennością i trzeba o nich pamiętać w chwilach, kiedy trudniej w nie wierzyć. Najbardziej wtedy... Ja bardzo wierzę, że ta fantastyczna, mała dziewczynka wyjdzie z ciemnego pokoju na słoneczną polanę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Ziębińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu