Jaką nowinkę kryje w sobie tajemniczy budynek przy giełdzie kwiatowej na Okęciu?
To pierwszy w Polsce self-storage.
Z zewnątrz wygląda nietypowo, nowoczesny budynek, trochę jak biurowiec, kino lub centrum handlowe, zwłaszcza że przy ruchliwej ulicy. Eleganckie wejście, za nim recepcja, dalej winda i trzy kondygnacje korytarzy z czerwonymi drzwiami. Hotel! Bez okien? Kino? Odpada. W budynku panuje ruch. Intrygujący. Co chwila ktoś otwiera kolejne drzwi i wnosi jakieś pakunki: kartonowe pudła, narty, opony. Kilku mężczyzn targa wielką gdańską szafę. Na chwilę przystają, żeby przepuścić jegomościa w garniturze, za którym podąża trzech studentów z kartonowymi pudłami, z których wystają jakieś dokumenty. Z głośników w suficie sączy się muzyka, a kamera pilnie obserwuje całe zamieszanie. Na końcu korytarza biznesmen zatrzymuje się przy jednych z drzwi, otwiera je, a towarzyszący mu studenci wnoszą kartony do małej pakamery, nie większej niż piwnica w bloku z wielkiej płyty. Chwilę później, panowie z szafą też stają przed czerwonymi drzwiami. Mebel z trudem, ale jednak wchodzi do znacznie większego pomieszczenia. Korytarz pustoszeje. Na razie, bo przed budynkiem już zatrzymała się furgonetka z „manelami”, a przy windzie czeka młodzian z kilkoma parami nart.
Detal zamiast hurtu
— Jedni sprzedają cukierki na kilogramy, inni zawijają je w sreberka i oferują na sztuki. My tak samo robimy z przestrzenią magazynową, oferujemy ją każdemu, nie na dziesiątki czy setki metrów, lecz dosłownie na metry — tłumaczy Marzenna Tusza, operations manager w City Self-Storage.
Oto cała tajemnica: nie kino czy biurowiec, lecz pierwszy w Polsce samoobsługowy magazyn self-storage czynny całą dobę przez 7 dni w tygodniu. Dla każdego — firmy lub Kowalskiego. Każdy bowiem może tu wynająć własną pakamerę i trzymać w niej, co zechce, od firmowego archiwum po babcine bibeloty. Na czterech kondygnacjach do wyboru jest w sumie kilkaset pomieszczeń o zróżnicowanych wymiarach.
— Magazyn ma 4 tys. mkw. powierzchni podzielonej na kilkaset boksów rozmieszczonych na czterech kondygnacjach. Na parterze znajdują się największe boksy, o powierzchni od 8 do 18 mkw., a im wyższe piętro, tym boksy są mniejsze. Najmniejsze pomieszczenie, jakie można wynająć, to boks o powierzchni 0,5 mkw. Wysokość boksów waha się między 2,3 a 2,9 m — wyjaśnia Marzenna Tusza.
Akurat tyle, ile trzeba na narty, zimowe opony albo archiwum małej firmy.
— Pierwszą firmą, jaka wynajęła u nas swoje pomieszczenie, była Grafton Recruitment, która wcześniej nie bardzo miała gdzie magazynować mebli z jednego ze swoich oddziałów. Najczęściej klienci chcą u nas przechowywać meble, sprzęt sportowy, dokumenty. Naszymi klientami są również firmy przeprowadzkowe — twierdzi Agnieszka Makowska, site manager.
— U nas jest jak w banku. Każdy ma własny zamek i swój klucz, którego kopii nie mają nasi pracownicy. Budynek jest monitorowany przez całą dobę. Są kamery, system alarmowy. Wszystko kontroluje komputer. Pracownik recepcji sprawdza wchodzących po kodzie, który wstukują przy bramie, i pilnuje, czy wchodzą do swoich pomieszczeń. Jeżeli nie, włącza się alarm i reaguje ochrona — uspokaja Marzenna Tusza.
Słowem, bezpieczniej niż w blokowej piwnicy, ale czy taniej?
Bezpieczeństwo kosztuje
— Średnia cena wynajmu 1 metra wynosi około 100 zł. Ceny wynajmu poszczególnych boksów zależą od ich powierzchni, czasu wynajmu oraz lokalizacji. Najtańszy, półmetrowy, kosztuje 65 zł netto za miesiąc. Najdroższy, 18 mkw. — 1600 zł plus VAT miesięcznie. Im mniejszy boks i dalej od windy, tym cena niższa. Najkrótszy czas, na jaki wynajmujemy boksy, to tydzień — mówi Agnieszka Makowska.
Słowem, bezpiecznie, niezbyt drogo i… ciepło. We wszystkich boksach utrzymywana jest bowiem stała temperatura plus 5 stopni Celsjusza. Dla magazynowanych tu mebli czy choćby sprzętu elektronicznego ma to znaczenie.
W recepcji, oprócz czekoladek, jest też sporo materiałów przydatnych do pakowania.
— Naszą ideą jest, żeby klient wziął z domu przedmiot, przywiózł go do nas i o nic więcej się nie martwił. Dlatego może go opakować u nas, ma do dyspozycji całą gamę specjalnych materiałów: kartonów, kocy, folii, taśm, nożyków — twierdzi Agnieszka Makowska.
Amerykański pomysł
Aż dziw bierze, że w kraju wiecznie okradanych blokowych piwniczek nikt wcześniej nie wpadł na pomysł self-storage. Mimo że w Stanach Zjednoczonych i Europie nie jest to już żadna nowinka, do Polski pomysł trafił dopiero teraz za pośrednictwem norweskiej firmy City Self-Storage.
— Firma należy do Selvaag Gruppen, największego norweskiego dewelopera. Pierwsze magazyny zbudowaliśmy 13 lat temu w Skandynawii, później w Hiszpanii, Włoszech i Czechach. Polska jest najmłodszym dzieckiem w rodzinie — mówi Marzenna Tusza.
City Self-Storage planuje wkrótce otwarcie kolejnego magazynu w stolicy.