Wypas w niedźwiedziu

Kafe Zielony Niedźwiedź to bardzo młoda restauracja. Mimo to ma już wielu miłośników. Stała się trendy. Niełatwo do niej trafić, choć adres ma pozornie prosty: Smolna 4.

Nawet wielu rodowitych warszawiaków uważa, że ulica Smolna ciągnie się od Nowego Światu tylko do dworca kolejowego Powiśle. To duży błąd. Aby trafić na Smolną 4 (matecznik Niedźwiedzia), trzeba tuż koło dworca zejść schodami w dół skarpy. Aż dziw bierze, jak tam przestronnie i zielono. Prosi się wręcz, by przycupnąć latem w ogródku i wysączyć kieliszek wina. A mają ich tam sporo, w tym zaskakująco duży wybór win węgierskich.

Wypas w niedźwiedziu

opublikowano: 25-04-2014, 00:00

Kafe Zielony Niedźwiedź to bardzo młoda restauracja. Mimo to ma już wielu miłośników. Stała się trendy. Niełatwo do niej trafić, choć adres ma pozornie prosty: Smolna 4.

Nawet wielu rodowitych warszawiaków uważa, że ulica Smolna ciągnie się od Nowego Światu tylko do dworca kolejowego Powiśle. To duży błąd. Aby trafić na Smolną 4 (matecznik Niedźwiedzia), trzeba tuż koło dworca zejść schodami w dół skarpy. Aż dziw bierze, jak tam przestronnie i zielono. Prosi się wręcz, by przycupnąć latem w ogródku i wysączyć kieliszek wina. A mają ich tam sporo, w tym zaskakująco duży wybór win węgierskich.

JAJKA HRABIEGO ESTERHAZY

Życie w Niedźwiedziu zaczyna się od śniadania. Co akurat konkretnego dnia tam dają, wypisane jest kredą na tablicy. Bywają śniadaniowe standardy, bywają też unikaty. Jak… jajka hrabiego Esterhazy. Niekoniecznie zamówilibyśmy je w ciemno. Stałego menu w Niedźwiedziu nie ma. Dlaczego? Stawiają na świeżość i sezonowość produktów. Wtajemniczeni wiedzą już na przykład, że przysmaki z Mazur przywożone są we wtorki wieczorem (ryby, ekologiczna jagnięcina), za to morskie ryby (prawie prosto z sieci) dolatują z Portugalii w piątki. Wieczorem są już w Niedźwiedziu na stole.

INKWIZYCYJNE SKOJARZENIA

Kiedy wpadliśmy tam w sobotę, w ofercie dnia (oprócz rzeczonych jaj) zaintrygowały nas także kacze języki. Zamówiliśmy przekonani, że to kolejna restauracyjna licentia poetica. Ku naszemu zdziwieniu podano smażone oryginały. Bardzo nam zasmakowały — mimo wcześniejszych inkwizycyjnych skojarzeń. Białe węgierskie (Lenkey Harslevelu 2007) też polubiły. Radośnie się z nim rozgadały. Śmiechom i chichom nie było końca.

Drugim zaskoczeniem były gołąbki w kapuście nadziewane rybami (z Mazur). Delikatne, kokieteryjnie otulone pomidorowym szalem. Po wcześniejszym udanym mariażu pomyśleliśmy, że można by je też zeswatać z jakimś węgierskim kolegą (Simon Kiralyleanyka 2011). Niestety wybór poszedł w złym kierunku. Lekko pikantne gołąbki od razu się z Węgrem pożarły. Po polsku gardłowały, że psuje ich smak. Nic nie rozumiał. Gdy natomiast w kieliszki polano Słoweńca (Ljutomercan Kwartet, 2012), wśród gołąbków dało się słyszeć przymilne gruchanie. Słoweniec je wyraźnie usatysfakcjonował. Z zup zaproponowano nam krem z buraka. Z początku się wzdragaliśmy, ale w końcu poszliśmy na całość. I pełne zaskoczenie — krem był zjawiskowy — koniecznie spróbować!

ZADUMA NAD SCHABOWYM

Wprawdzie już od wejścia zdecydowani byliśmy na kotlet schabowy, nie mogliśmy sobie jednak odmówić spróbowania przed nim jagnięcych pielmieni. Były jak trzeba — kolejna rekomendacja! Schabowy ze złotnickiej wieprzowiny (bieżący import z Wielkopolski) pojawił się z rydzami. Był pachnący (smażony na smalcu), gruby na dwa palce, z chrupiącą panierką. No i z pokaźną kosteczką. Żaden tam pokutujący po restauracjach panierowany opłatek wysmażany na starym oleju.

Konkluzja? Był zaskakująco dobry. Taki jak u mamy! Obgryzając kostkę (dla elegancji zasłaniając się gazetą) i sącząc białego Austriaka (Riesling Alte Rebe, 2008, Zohrer, Krems), popadliśmy w przyjemną zadumę. Rozważaliśmy, co zamówić na deser. W końcu wybraliśmy leciutki, kremowy sernik. &

Kafe Zielony Niedźwiedź

Warszawa, ul. Smolna 4

  • Ogólne wrażenie 5,0
  • Karta win 5,0
  • Potrawy 5,0
  • Wystrój wnętrza 4,5
  • Obsługa 5,0
  • Na biznes lunch 5,0
  • Na obiad z rodziną(latem) 5,0

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: prof. Stanisław J. Majcherczyk