Lato trwa od maja do końca października. W zimie temperatura nie spada poniżej 10 stopni. Wspaniały klimat wyspy to zasługa bogów — tu, według mitologii, wychował się Zeus.
Pobyt na Krecie to ciągłe zdziwienie. Zaskoczyły mnie góry pokrywające dwie trzecie powierzchni wyspy. Zauroczyły — wąwozy, rzeki i rośliny.
Wyjątkowe cuda przyrody — wzdłuż dróg kwitną amarantowe dzikie orchidee, na zboczach gór rosną pachnące zioła. Z serca wyspy aż do morza ciągnie się na południe największy wąwóz w Europie — Samaria. Ale Kreta to także kraina pięknych miast i zabytkowych klasztorów. Warto odwiedzić dwa — Moni Arkadi i Preveli. Chcący odkryć urok wyspy powinni wybrać się w podróż z północy na południe. Wynajętym samochodem lub wygodnymi i klimatyzowanymi autobusami. Wszystkie miasta, miasteczka i wsie połączone są siecią transportową.
Uliczki w Rethymnonie
Północ wyspy to miasta i ciągnące się wzdłuż wybrzeża hotele oraz obiekty rekreacyjne. Zwiedzanie Krety rozpoczęłam od dwóch, szczycących się mianem najpiękniejszych, miast: Rethymnonu i Chanii. I rzeczywiście — godzinami można snuć się po urokliwych uliczkach starówek. Na ich piękny krajobraz składają się stare domy z fontannami w ścianach, drewnianymi balkonami i ciężkimi rzeźbionymi drzwiami. Strzeliste minarety meczetów w Rethymnonie to pamiątka panowania Turków, którzy rządzili wyspą aż do 1898 r. Plaża jest tu na tyle ładna, że pokusa błogiego leniuchowania prawie w centrum miasta staje się nieodparta. Wzdłuż portu biegnie długa promenada obsadzona palmami, gdzie najprzyjemniej jest wieczorem. Wtedy zapala się stojąca u wejścia do portu latarnia, a w pobliskich tawernach robi się gwarno. Miasto można podziwiać także z górującej nad nim twierdzy zbudowanej w XVI w. przez panujących wtedy Wenecjan.
Chania, drugie co do wielkości miasto wyspy, zwane jest kreteńską Wenecją. Miano zawdzięcza architekturze. Wokół pięknego portu piętrzą się domy w stylu weneckim, o ciepłych pastelowych kolorach i czerwonych dachach. Jest tu także twierdza z muzeum morskim. Od portu rozchodzą się uliczki z niezliczoną ilością sklepików. Daję się skusić. Kupuję dwie pary skórzanych klapek, z wyrobu których miasto słynie, a także tombolo, typowe greckie paciorki, gąbkę wydobytą z głębin i oliwkowe mydełka.
Droga na południe
Postanawiam jechać na południowe wybrzeże. Ale prowadzenie samochodu na Krecie jest stresujące, zwłaszcza gdy jedzie się przez góry. Drogi są tu wąskie i kręte. Przed zakrętem, kiedy nie widzimy, czy ktoś nadjeżdża z przeciwka, trzeba zatrąbić. Tylko w ten sposób uniknie się czołowego zderzenia. Po drodze w Zoniana oglądam jaskinię z imponującymi, podświetlonymi tworami skalnymi. Nie wolno jednak robić zdjęć ani dotykać stalaktytów. Jeden centymetr takiego nacieku powstaje 100 lat. Przyjemnie tu, bo chłodno, ale spacer trwa tylko pół godziny. W tym regionie jest aż 850 jaskiń, jadę jednak dalej.
Środek wyspy to zupełnie inny świat — kraina cichych wiosek i urzekających krajobrazów. W dolinach rozciągają się pola pszenicy, winnice i gaje oliwne, wśród których pasą się owce, kozy i osły. Większość Kreteńczyków mieszka na wsi i uprawia rolę. Mimo górzystego terenu i gorącego klimatu, udane zbiory gwarantuje dobrze rozbudowana sieć wodociągów. Wiejskie domy zbudowane są z kamieni. Na górskich zboczach rosną wonne zioła. Rozpoznaję oregano, tymianek, szałwię i majeranek. Na Krecie występuje jedna trzecia z 6 tys. gatunków roślin spotykanych w Grecji.
W górskiej wiosce Anogii podziwiam wyroby tkackie i hafty tutejszych kobiet, a w Margarites, gdzie króluje garncarstwo, oglądam wystawy ceramiki. Dalej ruszam z pięknym niebieskim wazonem w bagażniku.
Zatrzymuję się także w klasztorze Moni Arkadi w górach Psiloretis. To najsłynniejszy z kreteńskich klasztorów, symbol greckiego patriotyzmu. Miejsce pozostające dla mieszkańców wyspy tym, czym dla Polaków Jasna Góra. W okresie tureckiej okupacji (1669-1898), kiedy na wyspie wybuchło antysułtańskie powstanie, schroniło się tu 300 partyzantów i 700 kobiet z dziećmi. Nie chcieli się poddać Turkom. Kiedy wrogowie podeszli pod mury klasztoru, podpalili beczki z prochem. Zginęły setki Kreteńczyków i Turków. Dziś zachwyca barokowa fasada odbudowanego klasztoru.
Nad Morzem Libijskim
Kreta to wymarzone miejsce dla miłośników plażowania i morskich kąpieli. Plaż jest mnóstwo — od piaszczystych, po kamieniste. A morze ciepłe i czyste. Na północy plaże są zagospodarowane, zastawione leżakami i parasolami. Ale jeśli szukamy spokoju, małych zacisznych zatoczek — znajdziemy je na południu, nad Morzem Libijskim, np. w okolicach Plakias lub w Preveli. Komu znudzi się leżenie plackiem, może pożyczyć rower wodny lub kajak i popłynąć w górę rzeki wpadającej do morza w okolicach Preveli. Wśród palm i soczystej roślinności zobaczymy tu nawet żółwie. Można też zwiedzić klasztor w Preveli, jeden z najpiękniejszych monastyrów w południowej części Krety, zajmujący ważne miejsce w sercach Greków. W kaplicy znajduje się fragment drzewca z krzyża Chrystusa. Podczas II wojny światowej miejscowi mnisi udzielali schronienia alianckim żołnierzom.
Będąc na Krecie, trzeba koniecznie przejść najdłuższy wąwóz w Europie — Samarię. Wycieczki do wąwozu organizują miejscowe biura podróży, ale można wybrać się samemu. Wystarczy wsiąść w Rethymnonie w autobus i dojechać do wioski Omalos. Do wąwozu nie tylko trzeba wejść, ale także wyjść o własnych siłach — a to osiemnastokilometrowa wędrówka.
Na szczęście wysokie skały dają trochę cienia. Po drodze napotyka się też liczne ujęcia wody. Zaczyna się od trzykilometrowego odcinka, który prowadzi stromo w dół. Po siedmiu kilometrach dochodzę do opuszczonej wioski Samaria, której mieszkańców wysiedlono przed powstaniem parku. Momentem kulminacyjnym jest przejście przez Żelazne Wrota, gdzie ściany wąwozu mają 600 metrów wysokości i miejscami są tak blisko, że rozkładając ręce dotyka się obydwu ścian.
Koniec wyprawy znajduje się w wiosce Agia Rumelii. Nie dochodzi tu jednak żadna droga, żeby się stąd wydostać, muszę odbyć jeszcze czterdziestominutowy rejs statkiem. Autobusy odjeżdżają dopiero z portu Hora Sfakion.
Kreta jest na tyle dużą wyspą, że w tydzień nie da się jej obejrzeć całej. Najlepiej jej poznanie rozłożyć na dwa razy. Wrócę tam na pewno.
