Czytasz dzięki

Wystarczyłoby nie niszczyć kodeksu

opublikowano: 12-05-2020, 22:00

Przeforsowana w Sejmie w anormalnym trybie kolejna specustawa o przeprowadzeniu wyborów prezydenta RP wyrzuca do kosza fatalną specustawę z 6 kwietnia o przymusowym głosowaniu kopertowym.

Tamtą Senat 6 maja zdyskwalifikował, 7 maja skonsolidowane PiS ją w Sejmie przywróciło, Andrzej Duda 8 maja podpisał, zaś 12 maja rządząca partia… sama uznała jej szkodliwość i zrobiła to, co opozycja w drugiej izbie. Takie zapętlenie będzie tematem doktoratów prawnych i politologicznych. W każdym razie najnowsza specustawa nie zostanie już przez Senat odrzucona, bo byłoby to nielogiczne. Doprecyzowujących poprawek będzie jednak dużo i ich rozpatrzenie potrwa, jako że w Sejmie nie było czasu — specustawa została przeforsowana bez odsyłania do komisji. Jakichkolwiek szans na zaopiniowanie szczegółów nie miała Państwowa Komisja Wyborcza (PKW), która analizę przedstawi dopiero Senatowi.

Władysław Kosiniak-Kamysz wnioskował o wybory… dwudniowe, chociaż już wiele lat temu TK takie wykluczył (referendum jest możliwe).
Zobacz więcej

Władysław Kosiniak-Kamysz wnioskował o wybory… dwudniowe, chociaż już wiele lat temu TK takie wykluczył (referendum jest możliwe). FORUM

Mimo kilku błędów specustawa generalnie przywraca w Polsce wyborczą normalność. Jej filary to osobiste głosowanie w stałych lokalach, z pokwitowaniem odbioru karty od normalnej komisji obwodowej i wrzuceniem jej do przezroczystej urny. Każdy wyborca, który nie odważy się na wizytę w lokalu — nie tylko niepełnosprawny czy odizolowany na kwarantannie — będzie mógł skorzystać z precyzyjnie opisanego głosowania korespondencyjnego. Dokładnie taka hybrydowa wersja obowiązywała w 2015 r., gdy wybory najpierw wygrał Andrzej Duda, a później PiS. Wtedy z powszechnej możliwości korespondencyjnej skorzystała garsteczka głosujących: w dwóch turach prezydenckich 0,23 i 0,24 proc., zaś w wyborach parlamentarnych 0,26 proc. Niestety, mimo zwycięstw oraz śladowego zainteresowania korespondencyjną furtką PiS ją w 2018 r. zamknęło, uznając za grożącą fałszerstwami. Gdyby wtedy nie zniszczyło kodeksu, to podczas wyborów trafiających na epidemię hybrydowe przepisy byłyby idealne i trwająca przez ostatni miesiąc hucpa ze specustawą kopertową w ogóle by nie zaistniała! Notabene w czerwcu odsetek korespondencyjny obstawiam na 10 proc. głosujących — znacznie wygodniejszy będzie spacer w maseczce do lokalu, niczym do sklepu.

Specustawa wyborcza z 12 maja ma pewien charakterystyczny wątek. Otóż władcy kraju robią wszystko, by uratować wydrukowany bez wzoru w Dzienniku Ustaw ponad 30-milionowy nakład kart do głosowania. Mają one status prawny makulatury, ale jakość wysoką, w końcu to produkt PWPW. Warunkiem wstępnym ich wykorzystania jest niezarejestrowanie przez PKW już żadnego kandydata poza znaną dziesiątką, co raczej się spełni. Specustawa na wszelki wypadek wyklucza wydrukowanie na kartach odcisku pieczęci PKW, której na makulaturze nie ma, znalazło się tam anonimowe kółko z godłem RP. Tejże samej PKW powierzono jednak uchwalenie wzoru kart. To tzw. propozycja nie do odrzucenia — nadacie uchwałą wstecznie ważność produktowi PWPW i wtedy miliony wydane przez ministra Mariusza Kamińskiego (druk to nie sprawa Jacka Sasina, w tym wątku wicepremier niewinny) nie ulecą w gwizdek. Przy okazji eliminowania znaku PKW popełniono jednak błąd, bodaj najgrubszy w całej specustawie — projektodawcy wykluczyli również pieczątkę obwodowej komisji wyborczej, chociaż miejsca jest dość. A przecież oryginalna pieczątka konkretnej komisji, stawiana na karcie przed jej wydaniem wyborcy, stanowi w III RP opokę wiarygodności wyborów. Ten absurdalny błąd da się w Senacie naprawić, ale potem w Sejmie…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane