Wytwórcy nawozów na wojennej ścieżce

opublikowano: 17-09-2017, 22:00

Anwil chce się rozwijać, Grupa Azoty staje okoniem. Spór może się rozstrzygnąć na posiedzeniu Rady Ministrów

Wojciech Wardacki, prezes Grupa Azoty, wygłosił trzy tygodnie temu zaskakujący apel: chciał, by jego największy krajowy konkurent, włocławski Anwil... poniechał inwestycji, którą ma w planach. Menedżer z Tarnowa odwoływał się do „rozsądku polskich producentów” i ostrzegał, że jeśli na rynku znacząco zwiększy się podaż nawozów, to może dojść do „gospodarczego kanibalizmu”.

Jeden rynek i właściciel

Grupa Azoty to największy polski wytwórca nawozów. Produkuje je w kilku wielkich zakładach — właśnie w Tarnowie oraz w Puławach, Policach i Kędzierzynie-Koźlu. Anwil ma jedną fabrykę — we Włocławku, ale planuje wkrótce istotnie zwiększyć jej moce produkcyjne. W 2021 r. miałyby być one o ponad 400 tys. ton większe i sięgnąć prawie 1,5 mln ton rocznie.

Grupie Azoty nie podobają się zamierzenia konkurenta, bo obie spółki sprzedają produkty przede wszystkim na rodzimym rynku (w przypadku Anwilu jest to nawet 80 proc.) i tu ze sobą rywalizują. Obie mają też tego samego właściciela — skarb państwa. Teoretycznie więc poczynania jednej nie powinny szkodzić drugiej. Problem w tym, że Grupa Azoty podlega Ministerstwu Rozwoju, a Anwil — będący częścią grupy kapitałowej Orlenu — Ministerstwu Energii. W efekcie to, czy zakłady z Włocławka zrealizują swoje zamierzenia inwestycyjne, czy grupie z Tarnowa uda się jednak zablokować te plany, zależeć będzie od siły i determinacji nadzorujących te spółki resortów. Który z nich będzie górą?

Bez komentarza

Próbowaliśmy to zbadać, pytając w obu urzędach, czy inwestycja Anwilu jest, ich zdaniem, wskazana, czy może będzie jednak oznaczać „kanibalizm gospodarczy”. Zadaliśmy kilka pytań m.in. o ewentualne konsultacje międzyresortowe w tej sprawie i rozmowy z przedstawicielami obu spółek chemicznych. Ministerstwo Rozwoju myślało nad odpowiedziami ponad dwa tygodnie.

Ostatecznie odpisało, że „z zasady nie komentuje wypowiedzi przedstawicieli zarządów spółek i z tego względu nie będzie się odnosiło do wypowiedzi prezesa Wojciecha Wardackiego, ani planów spółki Anwil”. Stanowisko Ministerstwa Energii było również dość lakoniczne. Resort stwierdził, że nie sprawuje bezpośredniego nadzoru nad Anwilem (bo należy on w 100 proc. do Orlenu) i nie ma żadnej możliwości wpływu na jego działalność operacyjną. Dodał jednak, że „podejmowanie przez spółki działań zmierzających do zwiększenia udziałów w rynku jest normalną oznaką funkcjonowania na konkurencyjnym rynku”.

Można to interpretować jako sygnał wsparcia dla poczynań Anwilu. Ministerstwo Energii ma „nadzieję, że zainteresowane strony wypracują rozwiązanie w granicach obowiązującego prawa, które przyniesie korzyści zarówno tym podmiotom, jak i polskim rolnikom i podatnikom”. Również Orlen oznajmił, że nie ma w zwyczaju „komentowania wypowiedzi przedstawicieli konkurencyjnych podmiotów gospodarczych”. Przypomniał jednak, że plany zwiększenia mocy produkcyjnych we Włocławku są zawarte w strategii całej grupy na lata 2017-21.

OKIEM EKSPERTÓW

Nie czyń drugiemu…

JERZY MARCINIAK, były prezes Grupy Azoty

Orlen jest m.in. producentem propylenu. Wytwarza go tyle, że jest w stanie zaspokoić potrzeby Grupy Azoty. Grupa ta zdecydowała jednak, bez konsultacji z Orlenem, że sama zbuduje instalację do produkcji propylenu. Zarząd nie oglądał się na to, że w ten sposób stwarza konkurencję dla innej spółki skarbu państwa. Dlaczego więc teraz spodziewa się, że będą jakiekolwiek konsultacje w sprawie zwiększenia mocy produkcyjnych nawozów w Anwilu? Generalnie jednak nie jest dobrze, gdy właściciel, którym w tym przypadku jest skarb państwa, nie koordynuje inwestycji rozwojowych w swoich spółkach.

Rozbicie międzyresortowe

JACEK SOCHA, wiceprezes PwC, były minister skarbu i przewodniczący Komisji Papierów Wartościowych i Giełd

Wszystkie spółki skarbu państwa, niezależnie od tego, czy działają w sektorze energetycznym, chemicznym czy obronnym, powinny mieć jeden organ nadzorczy.

Mógłby to być resort finansów, ale lepiej, by był to Departament Nadzoru Właścicielskiego Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, nadzorujący wszystkie strategiczne podmioty, które nie są przeznaczone do prywatyzacji. Po zlikwidowaniu Ministerstwa Skarbu Państwa podległe mu wcześniej firmy rozdzielono jednak pomiędzy różne resorty. W efekcie w każdym z nich trzeba budować kompetencje dotyczące np. ładu korporacyjnego, sposobu powoływania i nadzorowania kompetencji rad nadzorczych, prowadzenia restrukturyzacji finansowej, czy wejścia na zagraniczne rynki kapitałowe.

Wszystko to bardzo szeroka i specjalistyczna wiedza. Czy naprawdę w każdym ministerstwie są fachowcy, którzy wiedzą, jak przygotowuje się międzynarodową dokumentację na potrzeby emisji euroobligacji nominowanych w euro lub jenach? Obecny rozdział już skutkuje tym, że poszczególne resorty mają różne spojrzenia na koncepcje rozwojowe podobnych spółek. Istnienie jednego nadzoru może nie załatwiłoby wszystkich spornych spraw, ale z pewnością ułatwiłoby ich rozwiązanie.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Wytwórcy nawozów na wojennej ścieżce