Złoty deszcz nie spadł na podwykonawców

opublikowano: 16-02-2015, 00:00

Tylko 222 mln zł wypłaciła GDDKiA kontrahentom głównych wykonawców. Szturmu dużych przedsiębiorców nie ma.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) będzie wypłacać pieniądze podwykonawcom poszkodowanym przez nierzetelnych wykonawców — obiecywali urzędnicy przed EURO 2012.

Zobacz więcej

Marek Wiśniewski

Naprędce przygotowano specustawę, która miała zrekompensować straty przedsiębiorcom. Okazuje się jednak, że większość wniosków trafia do kosza, a wypłacone firmom kwoty są niewielkie. Mało pieniędzy dostali zwłaszcza duzi podwykonawcy, choć wieszczono, że zasypią GDDKiA lawiną wniosków.

Specustawa i kodeks

— Łączna wartość dokonanych wypłat to 222,6 mln zł — informuje Łukasz Jóźwiak z biura prasowego GDDKiA. To dane na koniec 2014 r. Do tego czasu do dyrekcji zgłosiły się 1824 firmy, szacując roszczenia na ponad 808 mln zł. Wiele wniosków trafiło jednak do kosza m.in. dlatego, że podwykonawcy nie mieli umów z generalnymi wykonawcami albo nie mogli udowodnić, że nie dostali wynagrodzenia za terminowo wykonane zadania. GDDKiA informuje, że rozpatruje jeszcze 320 wniosków wartych 92 mln zł.

Dyrekcja nie podaje, ile pieniędzy trafiło do małych podwykonawców, a ile do dużych, których pierwotnie nie obejmowała specustawa. Dopiero w ubiegłym roku przepisy zostały zmienione (za firmami ujął się Trybunał Konstytucyjny), a GDDKiA zaczęła przyjmować ich zgłoszenia w lipcu. Przed tym terminem miała ponad 1,7 tys. wniosków od małych podwykonawców, którym wypłaciła około 187 mln zł.

Z danych dyrekcji wynika, że po objęciu ustawą dużych przedsiębiorstw przybyło zaledwie 100 wniosków, a kwota wypłat zwiększyła się o około 35 mln zł. W trakcie prac parlamentarnych nad ubiegłoroczną nowelizacją resort finansów szacował, że do końca 2014 r.

podwykonawcy dostaną w sumie 370 mln zł. Faktycznie wypłacona kwota jest o 150 mln zł niższa. Przedstawiciele GDDKiA oraz branżowi eksperci uważają, że obecnie płatności dla dużych podwykonawców są niewielkie, bo już wcześniej wielu z nich otrzymało z dyrekcji gratyfikację.

— Duże firmy miały zazwyczaj status podwykonawców zgłoszonych do GDDKiA. Dzięki temu mogły otrzymywać wynagrodzenie z tytułu solidarnej odpowiedzialności bezpośrednio z dyrekcji — tłumaczy Barbara Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.

Chodzi o przepisy Kodeksu cywilnego, zgodnie z którymi dyrekcja jako inwestor jest solidarnie odpowiedzialna za zobowiązania generalnych wykonawców.

Domniemane budowanie

Odrzucenie przez drogową dyrekcję roszczeń wielu firm nie zamyka im drogi sądowej. Za wydane wyroki mogą jednak słono zapłacić generalni wykonawcy…

— …którzy czasem nie wiedzieli nawet, że jakiś podwykonawca jest na ich budowie. Często zdarzało się bowiem tak, że generalny wykonawca zatrudniał podwykonawców, wielu zgłaszając do GDDKiA. Podwykonawcy zatrudniali kolejnych podwykonawców, ci zaś następnych, którzy już nie byli zgłaszani albo nawet nie mieli umów — mówi Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Na budowie wszyscy nosili kamizelki generalnego wykonawcy. Kiedy jednak podczas realizacji pojawiały się kłopoty finansowe, mocno dotykały niezgłoszonych podwykonawców czy też ich kontrahentów pracujących bez umów, którzy nie mogli liczyć na wsparcie GDDKiA.

— W sądach jest inaczej. Coraz częściej orzekają na korzyść podwykonawców, jeśli tylko istnieje domniemanie, że w czasie realizacji kontraktu mogli być na budowie — mówi Jan Styliński. Sądy badają np. dokumentację dotyczącą wejścia i wyjścia z terenu budowy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu