Na rynku walutowym w środę nadal było bardzo nerwowo. Na otwarciu sesji za euro płacono 4,01 zł, a po południu już 4,04 zł. Notowania dolara poruszały się w przedziale 3,18 do 3,2150 zł. Był to skutek oczekiwania na publikację danych o inflacji w USA.
Informacje z Ameryki nie były korzystne dla złotego. Z danych o inflacji wynika, że amerykański bank centralny (Fed) może kontynuować podwyżki stóp procentowych. Tymczasem wzrost oczekiwań na zaostrzenie polityki monetarnej w USA sprawia, że rynki wschodzące, w tym polski, stają się coraz mniej atrakcyjne w oczach zagranicznych inwestorów. To może jeszcze pogłębić przecenę na wszystkich polskich rynkach finansowych — od giełdy po obligacje.
Inwestorzy poznali też dane o inflacji w Polsce. Wskaźnik CPI w maju wzrósł o 0,9 proc. rok do roku, co było raczej zgodne z oczekiwaniami. Informacje te utwierdziły inwestorów w przekonaniu, że dalszych obniżek stóp procentowych w tym roku w Polsce nie będzie. Złoty nieznacznie zyskał na wartości w związku z publikacją danych o deficycie na rachunku obrotów bieżących, który spadł w kwietniu do poziomu 154 mln euro wobec oczekiwanego poziomu 243 mln euro.
Na polską walutę nie miały wpływu wyniki aukcji obligacji, które do sprzedaży zaoferowało w środę Ministerstwo Finansów. Resort sprzedał siedmio- i dwunastoletnie obligacje na łączną kwotę 2,3 mld zł przy popycie dwukrotnie przekraczającym podaż.
Do końca tego tygodnia złoty będzie pozostawał pod wpływem notowań EUR/USD. Dalsza wyprzedaż walut na rynkach wschodzących może doprowadzić do przetestowania przez kurs euro poziomu 4,05 zł. Jednak mocne fundamenty polskiej gospodarki będą w dalszym ciągu ograniczały ryzyko dalszej deprecjacji naszej waluty. W konsekwencji może to stosunkowo szybko doprowadzić do powrotu notowań euro poniżej psychologicznego poziomu 4,00 zł.