Złoty w czerwcu przestanie tracić

opublikowano: 05-06-2012, 00:00

Nasza waluta podniesie się po nokaucie z ostatnich tygodni, ale na to, że przejmie inicjatywę w starciu z dolarem i euro, nie ma szans

Euro będzie kosztować 4,36 zł ostatniego dnia czerwca, dolar potanieje do 3,50 zł, a za franka szwajcarskiego trzeba będzie zapłacić 3,63 zł — to mediana prognoz dwunastu analityków, ankietowanych przez „PB”. Odreagowanie przeceny będzie więc symboliczne.

Przed miesiącem analitycy nie liczyli na umocnienie złotego, ale też żaden z nich nie przewidział, że osłabienie będzie tak gwałtowne.

Lider zmienia front

Największy pesymista i jednocześnie zdecydowany lider rankingu „PB” Marcin Mrowiec z Banku Pekao typował, że na koniec maja kurs euro wzrośnie do 4,26 zł, a dolara do 3,28 zł. Tymczasem było to — odpowiednio — 4,39 i 3,54 zł. Teraz ekonomista dostrzega spore szanse nie tylko na to, że spadki zostaną zatrzymane, ale także na lekkie umocnienie naszej waluty.

— Myślę, że pojawia się szansa na kilkutygodniowy „oddech” na rynku złotego. Osiągnął on już na tyle słabe poziomy, zaś natężenie emocji jest na tyle duże, że do dalszych spadków potrzebowalibyśmy jeszcze bardziej pesymistycznych wieści. Mam nadzieję, że aż tak źle nie będzie, i o ile w perspektywie kilkumiesięcznej wciąż należy brać pod uwagę dalsze ryzyko osłabienia złotego, o tyle w perspektywie najbliższego miesiąca raczej zakładam pewne uspokojenie i konsolidację kursów — mówi Marcin Mrowiec.

W to, że w najbliższych tygodniach złoty odzyska trochę sił, wierzy też Marcin R. Kiepas z XTB Domu Maklerskiego, trzeci w rankingu „PB”.

— W krótkim terminie dostrzegamy szanse na poprawę nastrojów na rynkach finansowych. Stanie się to najprawdopodobniej w połowie czerwca, po tym jak do akcji wkroczą banki centralne. Pośrednio wesprze to złotego — mówi Marcin R. Kiepas. Jego zdaniem, w krótkim terminie pozytywne dla naszej waluty będą też ewentualne interwencje BGK i słowne interwencje NBP.

W kierunku szczytu?

Dorota Strauch z Raiffeisen Banku zakłada, że nie dojdzie do eskalacji problemów związanych z hiszpańskim sektorem bankowym, a wybory w Grecji wyłonią koalicję zdolną do kontynuowania dotychczasowej polityki. Zastrzega jednak, że istnieje bardzo duże ryzyko scenariusza alternatywnego, który jest negatywny dla złotego.

— W takim przypadku euro podrożeje do ponad 4,50 zł, a kurs kierować się będzie do szczytów z ubiegłego roku — mówi analityk Raiffeisena. W grudniu 2011 r. za wspólną walutę płacono 4,56 zł.

O tym, że scenariusz pesymistyczny to scenariusz bazowy, przekonany jest Mariusz Potaczała, prezes DM TMS Brokers, który uważa, że nie można liczyć na to, że w najbliższych tygodniach złoty będzie zyskiwał na wartości. — Awersja do ryzyka utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie, co znajduje odzwierciedlenie w zwyżkach opcyjnych wskaźników, takich jak VIX czy VSTOXX, uznawanych za papierek lakmusowy nastrojów. W rezultacie możemy spodziewać się dalszej deprecjacji walut regionu, w tym zwłaszcza złotego i forinta, choć nie będzie ona już tak dynamiczna jak w maju. W tym samym czasie dochodzić będzie do wyprzedaży długu państw PIIGS, a ruch kursu EUR/USD do poziomu 1,20 będzie kontynuowany. Silne czynniki zewnętrzne zepchną na dalszy plan fundamenty i nie pozwolą rodzimej walucie korzystać na tym, że stopy procentowe w Polsce są relatywnie wyższe niż w wielu innych krajach — uważa Mariusz Potaczała.

Piotr Popławski z Banku BGŻ dodaje, że mimo wszystko głównym ryzykiem dla złotego w tym miesiącu pozostaje sytuacja w Grecji po powtórnych wyborach parlamentarnych, szczególnie że niektóre z ostatnich sondaży nie wskazują, aby miały one wyłonić koalicję większościową.

— Do tego dochodzą niepokoje związane z hiszpańskim sektorem bankowym, szczególnie w kontekście braku konsensusu wśród unijnych oficjeli dotyczących metod walki z kryzysem. Przemawia to za dalszym osłabieniem złotego w czerwcu — mówi analityk BGŻ.

Jego zdaniem, na niższe raty nie mogą też liczyć ci, którzy zadłużyli się we franku. Mimo licznych spekulacji, że bank centralny Szwajcarii podwyższy z 1,20 minimalny kurs EUR/CHF, taka decyzja — korzystna dla „frankobiorców” — wciąż nie zapadła.

— Dane o szwajcarskim PKB są na tyle dobre, że — mimo wyraźnej deflacji — prawdopodobnie nie uzasadniają podwyższenia poziomu interwencyjnego kursu EUR/CHF w oczach decydentów Narodowego Banku Szwajcarii — mówi Piotr Popławski.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu