Zniczowy biznes w Polsce nie gaśnie

aktualizacja: 30-10-2017, 23:34

Nawet 1 mld zł mogą być warte znicze, które stawiamy co roku na grobach. Choć rynek już nie rośnie, wiele się na nim dzieje.

Polski rynek zniczy jest już nasycony. — Od kilku lat nie obserwuje się już wzrostu podaży — mówi Dobrosława Miller, kierownik działu marketingu w firmie Ciech Vitrosilicon. To największy w kraju producent lampionów do zniczy, który wyspecjalizował się w tym segmencie rynku kilka lat temu. Podobne obserwacje ma Lucjan Kułeczko, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Producentów Zniczy i Świec (OSPZiŚ). Według jego szacunków, Polacy co roku kupują co najmniej 300 mln zniczy.

ZNICZOWE ZAGŁĘBIE:
Zobacz więcej

ZNICZOWE ZAGŁĘBIE:

Nasz kraj to nie tylko największy rynek zbytu zniczy, ale też największy producent na świecie. Szacuje się, że w tej branży pracuje u nas 100-150 tys. osób. [FOT. FOTOLIA]

PolWax, który trzy lata temu przygotowywał się do wejścia na warszawską giełdę, w prospekcie emisyjnym podliczył wartość naszego rynku tradycyjnych zniczy na 650-750 mln zł. Do tego należałoby jednak dodać 150-200 mln zł, bo tyle wynosi roczna sprzedaż podobnych wyrobów produkowanych na bazie tłuszczy i olejów palmowych. Łącznie więc co roku na światła, które zapalamy na grobach bliźnich, wydajemy 0,8-1 mld zł. Polska jest tu ewenementem w skali europejskiej — nikt na kontynencie nie kupuje tylu zniczy co my. Na znacznie mniejszą skalę zniczową tradycję kultywuje się m.in. na Litwie, Białorusi, Ukrainie oraz na Słowacji i w Czechach.

My i reszta świata

Europejska produkcja zniczy jest zdominowana przez polskich wytwórców. Zdaniem OSPZiŚ, na firmy z Polski przypada ponad dwie trzecie światowej produkcji. Mimo to także na naszym rynku pojawiają się wytwórcy z zagranicy. — W ostatnich dwóch latach obserwujemy próby wejścia do Polski hut szkła z Ukrainy — przyznaje przedstawicielka Vitrosiliconu. Choć oferta rywali cenowo może być atrakcyjna, Lucjan Kułeczko nie widzi większych szans, by zdobyli znaczącą część polskiego tortu.

— Nasi producenci oferują co sezon co najmniej 400 różnych wzorów zniczy, a ukraińskie huty, które próbują wchodzić na nasz rynek, zaledwie pięć, sześć. Są to zresztą przede wszystkim najmniejsze znicze — wyjaśnia szef OSPZiŚ. Szeroka gama produktów i trafienie w gust klientów to, jego zdaniem, klucz do sukcesu. Firmy starają się wyprzedzić konkurencję, głównie zdobywając rynkowe nowości. Bywa, że producent gotowych zniczy kupuje w hucie szkła na wyłączność całe partie lampionów nowego wzoru.

Moda goni modę

Co roku na rynku pojawia się coś nowego. Prawdziwą rewolucją w tej branży było zastąpienie zniczy otwartych dominującymi obecnie zamkniętymi. Teraz wciąż pojawiają się nowe pomysły i mody, ale nie o takiej sile rażenia. — Jakiś czas temu modne były znicze w czerwonych lampionach, teraz widzimy powrót do białych — podaje przykład Lucjan Kułeczko.

Zdaniem Jacka Budzowskiego, dyrektora handlowego PolWaksu, trudno jednak powiedzieć, w jakim kierunku rozwija się rynek. W sprzedaży są dziś znicze za 1,5 zł i takie, za które trzeba zapłacić nawet 40 zł. Jedne gasną po ośmiu godzinach, inne palą się nawet 72. Nowością sprzed kilku sezonów są znicze w tzw. szkle mrożonym.

— Jesteśmy jedynym dostawcą tego typu lampionów produkowanych maszynowo. Wytwarzamy też w tej technologii lampiony barvaglass, czyli z błyszczącą nanopowłoką, oraz barwione w masie — mówi Dobrosława Miller. Ciech Vitrosilicon, który chwali się 40-procentowym udziałem w rynku, ma bogatą ofertę dzięki przeprowadzonej dwa lata temu modernizacji parku maszynowego. — Obecnie wykorzystujemy w pełni moce produkcyjne i dbamy głównie o to, by utrzymywać udziały w nasyconym rynku — deklaruje Dobrosława Miller. Szacuje się, że drugi co do wielkości gracz ma kilkanaście procent.

Pogoda na znicze

Zmienia się nie tylko zniczowy design, ale też kanały sprzedaży. Przed laty najwięcej zniczy sprzedawały kwiaciarnie, przycmentarne stoiska i stałe punkty handlowe. Teraz coraz częściej Polacy kupują je w supermarketach. — Nie sądzę, aby poza sieciami handlowymi sprzedawało się teraz więcej niż 20-30 proc. zniczy — mówi szef OSPZiŚ. Niezmienna w branży jest natomiast sezonowość.

— Jako producent lampionów sprzedajemy najwięcej pod koniec II kwartału i w III — mówi Dobrosława Miller. Oprócz kalendarza na biznes ogromny wpływ ma również pogoda. — Jeśli na przełomie października i listopada jest słonecznie, można się spodziewać dobrej sprzedaży, a jeśli pochmurno i wietrznie lub śnieżnie, nie ma co o niej marzyć — mówi dyrektor z PolWaksu. Istotne jest także to, na jaki dzień tygodnia przypada wolny od pracy dzień Wszystkich Świętych. Im bliżej weekendu, tym lepiej dla zniczy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Zniczowy biznes w Polsce nie gaśnie