Zyski Indaty ulotniły się jak kamfora

Spółka, która od lat pokazywała zyski, stoi na granicy bankructwa. Nowy zarząd wskazuje, że mogła fakturować nierealizowane umowy. Rada nadzorcza, audytor i regulator rynku milczą

„Najszybciej rozwijająca się grupa IT”. Takie hasło nadal wita osoby odwiedzające stronę internetową giełdowej grupy spółek informatycznych Indata. Niestety w ostatnim czasie straciło nieco na aktualności. Zarząd Indaty przygotowuje właśnie wniosek o ogłoszenie upadłości z możliwością zawarcia układu lub przeprowadzenia restrukturyzacji. Powodem takiej decyzji są problemy z regulowaniem bieżących zobowiązań, wynikające przede wszystkim z pogorszenia płynności finansowej w całej grupie. Indata zdecydowała także o dokonaniu w ciężar wyników za 2017 r. odpisów na należności oraz związanych z przeszacowaniem wartości spółki na łączną kwotę około 22 mln zł.

PIĘĆ
LAT RZĄDÓW
Zobacz więcej

PIĘĆ LAT RZĄDÓW

Grzegorz Czapla był prezesem Indaty (wcześniej Tro Media) od października 2012 r. do grudnia 2017 r. Następnie przeszedł do rady nadzorczej, z której zrezygnował w lutym tego roku. Przed pojawieniem się w marcu oficjalnych informacji o sytuacji spółki powiązany z nim BD Trade zmniejszył zaangażowanie w Indatę do 11,13 proc., podczas gdy w lutym miał jeszcze ponad 30 proc. Fot. GK

— Nadal trwa audyt, który ma wyjaśnić zarówno kwestie natury finansowej, jak i wątpliwości co do pewnych decyzji biznesowych podjętych w spółce w ubiegłym roku. Na tym etapie trzeba podkreślić, że ostateczne wnioski nie zostały jeszcze sformułowane i trudno komentować wyrwane czasem z kontekstu informacje pojawiające się na rynku — mówi Leszek Tomica, prezes Indaty.

Spółka skupia się obecnie na doprowadzeniu do porozumienia z bankami, któremoże poprawić jej płynność finansową. Równolegle prowadzi bieżącą działalność, m.in. bierze udział w przetargach i obsługuje dotychczasowych klientów.

— Na tym etapie nie rozstrzygamy, czy i w jakiej formie będzie przebiegało postępowanie upadłościowe lub restrukturyzacyjne. Potencjalne porozumienie z bankami może spowodować, że zrezygnujemy z tych narzędzi lub je ograniczymy — mówi prezes.

Umowy jak fatamorgana

Jak to się stało, że spółka, która przez ostatnie lata pokazywała zyski, a za 2016 r. nawet wypłaciła dywidendę, znalazła się nagle w tak dramatycznej sytuacji? Przypomnijmy, że na początku grudnia z funkcji prezesa zrezygnował Grzegorz Czapla, który szefował spółce przez wiele lat i do niedawna był jej największym akcjonariuszem. W lutym poinformował natomiast, że z przyczyn zdrowotnych rezygnuje z zasiadania w radzie nadzorczej. Natomiast 5 marca o rezygnacji poinformowała cała rada nadzorcza spółki. Tego dnia zarząd, którym od grudnia kieruje Leszek Tomica, przedstawił radzie informację o kondycji Indaty, z której wynika, że należy zacząć przygotowywać wniosek o upadłość.

Z dokumentu, do którego dotarliśmy, wynika, że zarząd poinformował m.in. o zadłużeniu grupy w bankach finansujących na blisko 28 mln zł. Główni wierzyciele to BGŻ BNP Paribas, ING, mBank, Millennium, SBR Faktor oraz inwestorzy, którzy objęli obligacje za 2 mln zł.

Z dokumentu wynika, że banki zaczęły dopominać się o informacje na temat realizacji kontraktów z firmami MediaAd, Techkomp, MediaMObile, Elastolab i E-ventures. Umowy te były przedstawiane jako zabezpieczenie umów kredytowych i wierzytelności z ich tytułu były przedmiotem cesji na rzecz banków.

„Spółka wg wiedzy zarządu nie realizuje żadnej z w/w umów. Mimo tego, do końca III kw. umowy te były fakturowane, przez co generowane zostały należności” — czytamy w piśmie zarządu do rady nadzorczej.

Zarząd sporo uwagi poświęca kontraktowi z AutoSpa z sierpnia 2017 r., który został podstawiony do zabezpieczenia oddzielnego kredytu.

„Kredyt ten był zabezpieczony w 2016 r. innym kontraktem, wobec zapytań banku o status realizacji, spółka podstawiła w/w kontrakt z AutoSpa. Na tę okoliczność, umowa była aneksowana w dniu 30.08.2017, ze wskazaniem zobowiązania w wysokości 831 235,09 zł. Nie mamy żadnej wiedzy o faktycznej jakiejkolwiek realizacji tego projektu” — czytamy w dokumencie.

Nowe władze Indaty zwracają też uwagę na liczne pożyczki dla podmiotów powiązanych, wymieniając tylko ważne umowy, które są wymagane np. z MediaAD czy Techkompem. Jednocześnie wskazuje, że „dane historyczne wskazują, iż w poprzednich latach odstąpiono od wymagalności wielu innych pożyczek”. Dokonanie odpisów na należnościach, które poprzedni zarząd uznał za nieściągalne tj. należności na wymienionych kontraktach, jak również pożyczek miało skutkować odpisami, które zarząd Indaty na początku marca szacował na około 15,5 mln zł.

Czy leci z nami pilot?

Informacje są o tyle zaskakujące, że mamy do czynienia ze spółką od kwietnia 2015 r. notowaną na głównym parkiecie GPW, gdzie panują rygorystyczne regulacje dotyczące przekazywania informacji centotwórczych, sprawozdania są badane przez audytora, a członkom organów za uchybienia grożą milionowe kary nałożone przez rozporządzenie MAR.

Wieloletni prezes Grzegorz Czapla nie odpowiedział na nasze pytania co do rzetelności informacji przekazywanych na giełdę przez Indatę w czasie jego kadencji oraz stanu realizacji fakturowanych kontraktów. Kolejna linia wsparcia dla spółki notowanej to rada nadzorcza, która z założenia powinna kontrolować poczynania zarządu.

— Nie będę rozmawiał na temat Indaty. Mogę rozmawiać na każdy inny temat, ale nie o Indacie — mówi „PB” Piotr Smagała, do niedawna przewodniczący rady nadzorczej.

Od osób zbliżonych do rady nadzorczej dowiadujemy się nieoficjalnie, że zbierała się regularnie co dwa miesiące, a na posiedzeniach zarząd pod przewodnictwem Grzegorza Czapli nie przedstawiał żadnych niepokojących informacji.

Następny punkt kontrolny to audytor badający sprawozdania finansowe. Sprawozdania Indaty badała PKF Consult, firma, która w rankingach plasuje się wśród dziesięciu najlepszych audytorów w Polsce. W raporcie biegłego rewidenta z badania sprawozdania półrocznego nie znajdujemy żadnych ostrzeżeń o zagrożeniu kontynuacji działalności czy zwrócenia uwagi na rozbieżność zdań co do wyników spółki. W raporcie rocznym pojawia się jedynie uwaga do noty nr. 45 na temat ryzyka kredytowego dotyczącego wydłużenia kontrahentom terminów płatności należności handlowych.

PKF Consult na nasze pytania odpowiedział, że biegły rewident, jako zawód zaufania publicznego, ma dostęp do bardzo dużej ilości informacji danych klientów, których jednak nie może ujawnić, zwłaszcza że niektóre z nich wypełniają wymogi definicji informacji poufnej w rozumieniu przepisów MAR. Jest jednak nadzieja, że zmieni się to w przyszłości.

„Naszym zdaniem zmiana ustawy o biegłych rewidentach i wprowadzanie nowej formy sprawozdania biegłego rewidenta z badania sprawozdania finansowego, w którym będzie zawarty opis znaczących czynników ryzyka, jakie biegły rewident zidentyfikował podczas badania oraz zastosowane przez niego procedury, które to ryzyko pokrywają, pozwolą biegłemu rewidentowi ujawnić część zawodowego rzemiosła i docelowo odpowiedzieć na stawiane przez Pana pytania” — napisano w komentarzu przesłanym „PB”.

Audytor odniósł się natomiast do naszego pytania o potencjalne ryzyko kontynuacji działalności. Zwraca uwagę, że ostatnie zbadane przez niego dotyczy 2016 r., a opinia biegłego rewidenta obejmuje osądy na dzień wydania sprawozdania z badania. „Wszystkie późniejsze zdarzenia gospodarcze zachodzące w spółce i ich wpływ na rzetelność sprawozdania będą weryfikowane podczas badania sprawozdania finansowego za 2017 rok” — czytamy.

Najważniejsze jest zaufanie

Nad wykonywaniem przez spółki giełdowe obowiązków i przestrzeganiem prawastoi Komisja Nadzoru Finansowego (KNF).

— Sprawa jest przez nas badana. Szczegółowych informacji nie możemy udzielić z uwagi na ustawową tajemnicę zawodową — mówi Jacek Barszczewski, p.o. dyrektora departamentu komunikacji społecznej KNF.

Nie udało nam się dowiedzieć, czy regulator bada duże transakcje sprzedaży akcji przed upublicznieniem informacji o sytuacji Indaty, czy też sposób wykonywania przez spółkę obowiązków informacyjnych.

Nie byłby to pierwszy przypadek, kiedy Indata nadużyła zaufania inwestorów. W 2015 r. przygotowując się do oferty publicznej, podała w czerwcu prognozy finansowe (badał je PKF Consult). Odwołała jej już w sierpniu, w tym samym dniu, w którym poinformowała o odstąpieniu od oferty publicznej. KNF nie odpowiedziała, czy wyciągnęła wobec spółki jakieś konsekwencje. Przypomnijmy, że inny emitent, Arcus, boleśnie odczuł opublikowanie prognoz, które KNF uznała za nierzetelne i zarzuciła spółce wprowadzenie inwestorów w błąd. Komisja wstrzymała dopuszczenie akcji spółki do obrotu. © Ⓟ

OKIEM EKSPERTA - Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych

Cień na wiarygodności rynku

Niejednokrotnie zwracaliśmy uwagę na problem rzetelnego wypełniania obowiązków informacyjnych przez spółki giełdowe. Oprócz kilku największych firm z WIG20 i mWIG40 większość spółek podchodzi do tego jako do wymogu formalnego wypełnianego tylko w związku z obawami przed KNF i karami. Spotkałem się z opiniami, że na 900 spółek notowanych na obu parkietach rzetelnie do tematu podchodzi około 100. Jest wiele organów w spółkach i na zewnątrz, które powinny pilnować wypełniania obowiązków informacyjnych. Jednak często nie działają, a takie sytuacje nie są nagłaśniane, penalizowane, nie ma konsekwencji za niedopełnienie obowiązków. To wszystko bardzo źle wpływa na obraz naszego rynku i kładzie cień na jego wiarygodność.

To nie pierwsza taka frustrująca dla inwestorów sytuacja, kiedy spółka pokazuje dobry standing finansowy i nagle okazuje się bankrutem. Często spółki wychodzą z założenia, że kary można uniknąć. Takie myślenie kształtuje złe postawy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Suteniec

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Zyski Indaty ulotniły się jak kamfora