Zyski z akcji wyższe od inflacji. Na dłuższą metę

Tomasz Hońdo, starszy analityk Quercus TFI
opublikowano: 28-08-2017, 16:31
aktualizacja: 28-08-2017, 16:32

Prawie +6 proc. w skali roku – tyle historycznie wynosiła realna (po odjęciu inflacji) stopa zwrotu z polskich akcji. To rezultat zbieżny z zyskami na rynkach rozwiniętych.

Tym razem porcja rozważań długoterminowych. Dość oczywiste jest, że podstawowym celem „minimum” każdego inwestora jest uzyskanie stopy zwrotu wyższej od stopy inflacji. Wiadomo też, że na krótką metę różnie bywa z realizacją tego celu. Nawet pozornie bardzo bezpieczne lokaty bankowe czy obligacje niekoniecznie zawsze radzą sobie z rekompensowaniem inflacji, zwłaszcza gdy ta zaczyna dynamicznie przyspieszać. Warto więc skupić uwagę na odpowiednio długim okresie.

Pod lupę weźmiemy polskie akcje – czy radziły sobie z inflacją? Szybko okazuje się, że odpowiedź jest problematyczna. Bardzo wiele zależy od tego, jaki punkt wyjścia przyjmiemy. Zacznijmy od najgorszego momentu do kupowania akcji w całej historii GPW, czyli od niepokonanego do tej pory szczytu wszech czasów z czerwca 2007 roku. Tendencyjne wybranie tego pechowego punktu startowego daje rzecz jasna fatalny rezultat. Z naszych obliczeń wynika, że od tego czasu WIG stracił nominalnie ok. 5 proc. (bazując na danych miesięcznych – wg dziennych strata jest nieco większa). Natomiast w ujęciu realnym, czyli po uwzględnieniu wzrostu cen w polskiej gospodarce (wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych) strata sięgnęła ok. 22 proc., co daje średnią składaną roczną stopę zwrotu na poziomie -2,5 proc.

Ten fatalny przypadek mógłby na potrzeby „populistyczne” służyć za mocny argument przeciwko inwestowaniu w akcje. Tyle tylko, że jest to na szczęście zaledwie mała cząstka całościowego obrazu. Wielokrotnie podkreślaliśmy, że wynik liczony względem połowy 2007 r. jest tak kiepski ze względu na ówczesne rekordowo wyśrubowane wyceny akcji – obecnie są one dużo niższe.

Teraz weźmy pod lupę inny ekstremalny przypadek, ale dla odmiany – skrajnie pozytywny. Licząc od dołka bessy z lutego 2009 r. WIG w ujęciu realnym zyskał ponad 150 proc., co w skali roku daje +11,5 proc. Innymi słowy, jeśli ktoś miał szczęście kupować w dołku bessy, to odnotował stopę zwrotu o 11,5 pkt. proc. lepszą od inflacji. To drugie, zdecydowanie lepsze oblicze inwestowania na GPW.

Oczywiście w rzeczywistości faktyczne stopy zwrotu przeciętnego inwestora niezwykle rzadko bywają tak fatalne, jak w pierwszym przypadku, lub tak wyśmienite, jak w drugim. Norma tkwi gdzieś pośrodku. Ile wynosi?

Sięgnęliśmy maksymalnie daleko w przeszłość (dane GUS nt. indeksu inflacji dostępne są od XII 1998). Na wykresie pokazujemy ile wynosiły realne zmiany WIG-u w poszczególnych latach.

 

Obliczenie zwykłej średniej daje rezultat na fenomenalnym pułapie 9 proc. po odjęciu inflacji. Jednak prosta średnia nie wydaje się tu najlepszym rozwiązaniem z matematycznego punktu widzenia. Właściwsza średnia geometryczna wynosi z kolei +5,8 proc. Oznacza to po prostu tyle, że w najdłuższym możliwym horyzoncie czasowym (ponad 18,5 roku) WIG rósł średniorocznie o 5,8 proc. w ujęciu realnym (po odjęciu inflacji) – to wynik całkiem niezły, porównywalny z wieloletnimi danymi z rynków rozwiniętych. W przypadku amerykańskich akcji realny zysk na przestrzeni prawie 90. lat wyniósł ok. 6,3 proc. w skali roku (pamiętajmy, że mówimy tu o rozsądnym długoterminowym inwestowaniu będącym alternatywą np. dla obligacji czy też rynku nieruchomości).

Sięgnijmy po kolejną ilustrację. Na wykres nanieśliśmy linię obrazującą ciągły wzrost o owe 5,8 proc. w ujęciu realnym. Linia wyprowadzona z punktu startowego przecina wykres „realnego” WIG-u także w wielu innych punktach, co oznacza, że wspomnianą „normatywną” realną stopę zwrotu uzyskać można było także w innych, krótszych horyzontach inwestycyjnych. Choćby startując od sierpnia 2003 (po pierwszej fali hossy), okolic października 2008 (kryzys finansowy), lipca 2009, sierpnia 2011, grudnia 2012, itd. Nie jest zatem tak, że realny zysk na poziomie +5,8 proc. dotyczy tylko maksymalnie długiego horyzontu inwestycyjnego.

Zauważmy, że kupowanie akcji powyżej tej linii owocowało niższymi od normy zyskami, zaś kupowanie poniżej – ponadprzeciętnymi wynikami. Linia stanowi z natury pewne uśrednienie, pokazuje czego można się spodziewać, inwestując regularnie. Może to być też pewien drogowskaz na przyszłość.

 

Na koniec ważne zastrzeżenie. Do obliczeń przyjęliśmy WIG jako popularny benchmark dla wielu funduszy. Indeks ten, podobnie jak każdy inny, nie uwzględnia prowizji maklerskich związanych z kupowaniem/sprzedażą akcji. Uwzględnienie tych kosztów z natury obniżyłoby szacunki stóp zwrotu (im więcej transakcji, tym niższy wynik). Oczywiście zamiast inwestować bezpośrednio w szeroko zdywersyfikowany koszyk akcji (co jest problematyczne), można też wybrać fundusz akcyjny. Tu też jednak ważna uwaga – jeśli dany fundusz po uwzględnieniu opłat za zarządzanie nie jest w stanie na dłuższą metę wypracować wyniku choćby takiego jak WIG, to szacunki pójdą nawet mocno w dół.

 

Niezależnie od tego rezultaty naszych obliczeń wydają się dość optymistyczne na dłuższą metę. Od inwestycji w polskie akcje spodziewać się można wyników o wiele lepszych, niż w przypadku lokat bankowych, dających niewielką marżę względem inflacji, przy zachowaniu pewnych prostych warunków (inwestowanie w zdywersyfikowany koszyk akcji lub w rozsądny fundusz akcyjny; przyjęcie odpowiednio długiego horyzontu; regularność inwestycji; unikanie zakupów w warunkach skrajnego przewartościowania jak w 2007 roku).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tomasz Hońdo, starszy analityk Quercus TFI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Zyski z akcji wyższe od inflacji. Na dłuższą metę