Agenda lizbońska ma małe szanse na reaktywację

Jacek Zalewski
opublikowano: 26-03-2004, 00:00

Pragmatyczni Irlandczycy, pomni fiaska Konferencji Międzyrządowej UE, szukali jakiegoś bezpiecznego lejtmotywu swojej prezydencji. I wymyślili — powrót do agendy lizbońskiej z roku 2000! Ten strategiczny program modernizacyjny zakłada przekształcenie naszego regionu do roku 2010 w „najbardziej konkurencyjną i dynamiczną gospodarkę świata”. Czy trwający właśnie szczyt Rady Europejskiej przestawi unijne myślenie na tory prowadzące do osiągnięcia tego ambitnego celu? Bardzo wątpliwe.

Polska delegacja jest w Brukseli głęboko zestresowana, pozostając myślami w kraju. Najlepszym dowodem nerwówki jest fakt, iż premier Leszek Miller wczoraj odpuścił przedpołudniowe spotkanie — zorganizowane głównie z jego inicjatywy! — premierów państw Grupy Wyszehradzkiej oraz Beneluksu. Reprezentował nas minister Włodzimierz Cimoszewicz, natomiast premier od rana walczył o swój polityczny byt w Warszawie i przyleciał do Brukseli dopiero przed wieczorem, na początek właściwego szczytu.

Podczas kolacji przywódców państw i rządów zaświtała możliwość wznowienia prac Konferencji Międzyrządowej i wypracowania konstytucyjnego kompromisu jeszcze w tym półroczu. Nadzieje te wiążą się z zaprzysiężeniem nowego rządu w Madrycie. Wczoraj nikt tego nie wypowiedział głośno, ale niejeden unijny polityk z ulgą przyjąłby zmianę rządu także w Warszawie...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu