Aplikacje hazardowe na cenzurowanym

opublikowano: 22-04-2015, 00:00

Ministerstwo Finansów chce, by Apple i Google ograniczyły Polakom dostęp do aplikacji zagranicznych bukmacherów.

Wolność i swoboda w internecie ma swoje granice — przynajmniej zdaniem Ministerstwa Finansów (MF). Departament Kontroli Celnej, Podatkowej i Kontroli Gier w MF wysłał niedawno list do polskiego oddziału koncernu Apple. Poinformował w nim, że udostępnianie w sklepie z aplikacjami programów umożliwiających udział w grach hazardowych, na których organizację nie ma rządowego zezwolenia — czyli takich, od których podatków nie odprowadza się w Polsce — narusza przepisy ustawy hazardowej.

Blokowanie dostępu do zagranicznych serwisów bukmacherskich i hazardowych to od dawna postulat firm, które legalnie działają w branży i wraz ze swoimi klientami płacą w Polsce wysokie na europejskim tle podatki.
Wyświetl galerię [1/2]

BRANŻA PRZECIW SZAREJ STREFIE

Blokowanie dostępu do zagranicznych serwisów bukmacherskich i hazardowych to od dawna postulat firm, które legalnie działają w branży i wraz ze swoimi klientami płacą w Polsce wysokie na europejskim tle podatki. FOTOLIA

Cenzura podatkowa

Celnicy zażądali, by aplikacje umożliwiające udział w nielegalnych grach — a nawet takie, które je reklamują — zostały usunięte ze sklepów, a dostęp do nich został na stałe zablokowany na terytorium Polski. Koncern Apple nie odpowiedział na nasze pytania. W jego sklepie z aplikacjami — ponad miesiąc od wysłania listu przez resort finansów — wciąż można pobierać oprogramowanie, pozwalające na obstawianie wyników u niezarejestrowanych w Polsce bukmacherów. Co ciekawe, podobne żądanie nie trafiło do Google’a, który odpowiada za sklep z aplikacjami na system operacyjny Android.

— Według naszej najlepszej wiedzy, od stycznia 2014 r. do dziś nie wpłynęło do nas pismo dotyczące platformy Google Play — informuje Piotr Zalewski z Google Polska.

Biuro prasowe resortu finansów, które poprosiliśmy o udzielenie oficjalnej informacji w sprawie postępowania wobec Apple’a i Google’a, potwierdza „podjęcie działań”.

„Służba Celna również podjęła stosowne działania w tym zakresie. Skierowała pismo w sprawie: uwzględnienia w polityce Google zasad, na jakich mogą być promowane treści związane z hazardem, specyfiki rozwiązań z zakresu gier hazardowych obowiązujących w Polsce oraz umieszczenia Polski w wykazie krajów, w których obowiązują ograniczenia w zakresie urządzania, reklamy i promocji gier hazardowych” — informuje biuro prasowe MF.

To kolejne w ostatnich miesiącach uderzenie w niezarejestrowane w Polsce serwisy i ich klientów. W listopadzie MF opublikowało „Komunikat dla uczestników gier hazardowych w sieci”, w którym przypomniało o sankcjach, grożących za udział w nielegalnych grach (pozbawienie wolności do lat 4, kara pieniężna od kilkuset do nawet kilkunastu milionów złotych i przepadek wygranych), a także ujawniło, że rozpoczęto ponad 1,1 tys. postępowań wobec graczy, którzy uzyskiwali najwyższe wygrane, a resort dysponuje już danymi ponad 25 tys. graczy.

Szwedzki przykład

Przykład idzie ze Szwecji. W marcu władze w Sztokholmie skłoniły Apple’a do usunięcia ze sklepu z aplikacjami m.in. programów PokerStars, Bet365, William Hill czy Unibet, bardzo popularnych również w Polsce. Zgodnie ze szwedzkim prawem, państwowa firma Svenska Spel ma monopol na gry hazardowe — tak w internecie, jak i w „realu”. W ubiegłym roku jej przychody spadły o 8 proc., co prawdopodobnie skłoniło rząd do mocniejszego uderzenia w niezarejestrowane w Szwecji serwisy.

Blokowanie dostępu do zagranicznych serwisów bukmacherskich i hazardowych to od dawna postulat firm, które legalnie działają w branży i wraz ze swoimi klientami płacą w Polsce wysokie na europejskim tle podatki. To Fortuna, STS, Milenium i Totolotek. Blokady IP zagranicznych serwisów wprowadzono w kilkunastu krajach Unii Europejskiej, m.in. w Grecji, Danii, Francji, we Włoszech czy na Węgrzech. W Polsce przedstawiciele MF z wiceministrem Jackiem Kapicą na czele wielokrotnie podkreślali jednak, że planów wprowadzenia takich blokad nie ma.

„Informujemy, że wprowadzenie takich rozwiązań wymaga pogłębionych analiz możliwości prawnych i technicznych” — napisało biuro prasowe MF w odpowiedzi na nasze pytania, czy coś w tej sprawie się zmieniło.

Zgodnie z szacunkami firmy konsultingowej Roland Berger (przygotowanymi na zlecenie zarejestrowanych w Polsce firm bukmacherskich), legalni gracze odpowiadają jedynie za niespełna 10 proc. wartości rynku internetowej bukmacherki, wycenianego na nawet 5 mld zł rocznie. To kilka razy mniej niż firmy takie jak brytyjska Bet365, która według Rolanda Bergera odpowiada za ponad 40 proc. wartości polskiego rynku, ale nie płaci w Polsce nawet grosza podatku.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu