Banki wyciągnęły wnioski z GetBacku

Żadnych emisji bez udziału KDPW i szczegółowe raportowanie warunków kredytowania. To kluczowe propozycje reform rynku obligacji, przedstawionych przez Związek Banków Polskich

Miliardy złotych, jakie pożyczył windykacyjny GetBack, trafiły do niego dzięki prywatnym emisjom obligacji. Teoretycznie były skierowane do nie więcej niż 149 inwestorów. Tyle że GetBack prowadził je niemal non stop. W rezultacie inwestorów uzbierały się tysiące. Propozycję wyeliminowania tego typu nadużyć na początku czerwca przedstawił Marcin Pachucki, wiceprzewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). W trakcie posiedzenia sejmowej komisji finansów publicznych poświeconego sprawie GetBacku poinformował, że KNF będzie dążyła do tego, by limit 149 inwestorów dotyczył wszystkich ofert prywatnych w danym roku, a nie każdej emisji z osobna. W piśmie przesłanym do KNF takie podejście zakwestionował Związek Banków Polskich (ZBP).

LOBBING W PAKIECIE:
Wyświetl galerię [1/2]

LOBBING W PAKIECIE:

Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich, przedstawił KNF propozycje minimalizacji ryzyka wystąpienia na rynku obligacji podobnych zjawisk jak w przypadku GetBacku. Nie zapomniał przy tym o wzmocnieniu roli banków w oferowaniu papierów dłużnych. Fot. Marek Wiśniewski

Bankowcy mają jednak koncepcję zbliżoną do KNF.

— W naszej opinii, takie ograniczenie mogłoby dotyczyć wszystkich emisji niepublicznych realizowanych przed danego emitenta w ciągu jednego kwartału, skierowanych do niepowtarzalnych inwestorów — informuje Norbert Jeziolowicz, dyrektor zespołu bankowości detalicznej i rynków finansowych ZBP.

Jego zdaniem, takie rozwiązanie zdecydowanie ograniczyłoby możliwość plasowania ofert prywatnych wśród inwestorów detalicznych, jednocześnie umożliwiając dalsze funkcjonowanie tego rynku w oparciu o inwestorów instytucjonalnych.

Bez papieru, ale…

Bankowy związek ma jednak więcej pomysłów na zmiany na rynku długu. W korespondencji skierowanej do KNF zaproponował wprowadzenie zakazu emitowania obligacji korporacyjnych w formie dokumentu. Innymi słowy, każda obligacja musiałaby być rejestrowana w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych (KDPW). Ma to być recepta na nagłe objawianie się w sytuacjach kryzysowych emisji skierowanych do jednego inwestora, niekiedy na bardzo specyficznych warunkach. Norbert Jeziolowicz podkreśla, że już kilka lat przed wybuchem afery GetBacku zdarzały się tego typu problemy.

— Każdy pomysł, który powoduje profesjonalizację obrotu, jest dobry, o ile wprowadzane wymogi są proporcjonalne do korzyści. Wprowadzenie przymusu dematerializacji wymuszać będzie większą kontrolę procesu emisyjnego przez podmioty dające rękojmię profesjonalizmu. Ewidencjonowanie obligacji przez KDPW może sprawić, że obrót tymi papierami stanie się bezpieczniejszy. A właśnie bezpieczeństwo, w świetle obecnego kryzysu zaufania do obligacji, jest wartością, którą trudno przecenić. Obligacji zdematerializowanej nikt nie zgubi, nie ukradnie ani nie sfałszuje, jak to się niekiedy zdarza w przypadku dokumentów emitowanych w tradycyjnej formie dokumentowej. Zakładam przy tym, że koszty prowadzenia ewidencji nie będą utrudnieniem w pozyskiwaniu kapitału w ten sposób. Inaczej bowiem dziecko zostałoby wylane z kąpielą — komentuje dr Radosław Kwaśnicki, partner w kancelarii RKKW — Kwaśnicki Wróbel i Partnerzy, specjalizujący się w prawie rynku kapitałowego.

Banki oczekują też zwiększenia obowiązków informacyjnych dla emitentów obligacji przez nałożenie na nich obowiązku raportowania o zaciąganiu jakichkolwiek pożyczek (czy to w formie kredytów, czy obligacji) powyżej określonego progu odniesionego do kapitałów spółki. Upublicznione miałaby być nie tylko wartość takiego zobowiązania, ale też termin spłaty, formy zabezpieczenia czy opcje wcześniejszego wykupu. ZBP chce, by raportowanie to podlegało regulacjom MAR. To natomiast oznaczałoby, że nawet emisja prywatna stawałaby się de facto emisją publiczną. Norbert Jeziolowicz uważa jednak, że trzeba chronić inwestorów detalicznych.

— Pytanie, czy nas stać na kolejny taki przypadek, jak GetBack. To się nie powinno zdarzyć. Kilka bezpieczników formalnie istniejących na rynku obligacji nie zadziałało i trzeba stworzyć kolejne — uważa Norbert Jeziolowicz.

ZBP chce także wprowadzenia zakazu oferowania obligacji samodzielnie przez ich emitenta. Musiałyby w tym zakresie korzystać z pośrednictwa banku lub domu maklerskiego, które często też należą do banków. Według ZBP, ograniczy to aktywność sprzedawców obligacji nie podlegających wymogom dyrektywy MiFID II, a więc np. sprawdzaniu adekwatności instrumentu finansowego do poziomu ryzyka akceptowanego przez jego potencjalnego nabywcę.

W przypadku GetBacku drobni obligatariusze skarżą się jednak na to, że nabywcami felernych obligacji stali się w wyniku współpracy Idea Banku z Polskim Domem Maklerskim (PDM). Norbert Jeziolowicz nie jest jednak przekonany, że przez banki przeszła duża część sprzedaży obligacji GetBacku. Zwraca uwagę, że na rynku jest dużo sprzedaży własnej emitentów i jest to zjawisko, nad którym nikt nie panuje.

— Obligatoryjne informowanie o warunkach zobowiązań zaciąganych przez emitentów obligacji coś by zmieniło. Ale ograniczenie sprzedaży obligacji do banków i domów maklerskich mnie nie przekonuje, ze względu na udział Idea Banku i PDM w oferowaniu obligacji GetBacku. Nie chciałbym torpedować tej propozycji, ale czego byśmy nie uczynili, kluczowe jest, by takie instrumenty trafiały do klienta świadomego ryzyka, a nie kogoś, kto myśli, że obligacja jest bezpieczna jak lokata w banku. Zresztą problem GetBacku jest na tyle wielowątkowy, że trudno przedstawić dwie, trzy czy cztery propozycje, które sprawią, że w przyszłości nic takiego się nie zdarzy. Nasze stowarzyszenie takich złotych środków nie ma — mówi Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Więcej ofert publicznych

ZBP zakłada, że z pośrednictwa banku lub domu maklerskiego zwolnione byłyby emisje skierowane do podmiotów powiązanych z emitentem kapitałowo. Także same banki i domy maklerskie mogłyby nie szukać pośredników z innych grup kapitałowych i swoje obligacje sprzedawać samodzielnie. Z pośredników nie musieliby też korzystać emitenci kierujący swoje obligacje wyłącznie do firm inwestycyjnych lub banków, których zobowiązanie do nabycia obligacji wynikałoby wprost z umowy zawartej z emitentem.

ZBP proponuje przy tym rozszerzenie uprawnień banków wynikających z art. 70 ust. 2 Ustawy o obrocie instrumentami finansowymi o możliwość prowadzenia oferty publicznej.

— Stanowiłoby to zachętę dla banków, aby część ofert obligacji oferowanych obecnie w drodze oferty prywatnej została bezpośrednio skierowana na rynek publiczny. Pociągnęłoby to za sobą zwiększenie obowiązków informacyjnych emitentów już w chwili przeprowadzania oferty i dałoby dostęp inwestorom indywidualnym do emisji o niższym ryzyku — argumentuje Norbert Jeziolowicz.

Jego zdaniem, warte rozważenia wydaje się też wzmocnienie roli zgromadzenia obligatariuszy oraz administratora zabezpieczeń, których działania dzisiaj następują dopiero po wystąpieniu negatywnych wydarzeń związanych z obligacjami.

Chcesz być na bieżąco z informacjami na temat Getbacku? Zapisz się na nasz darmowy newsletter.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Banki / Banki wyciągnęły wnioski z GetBacku