Bankowość bez drogich menedżerów

Alina Rakowska, prezes Banku Spółdzielczego w Cieszynie, opowiada o fascynacji lokalnością i przedstawia bankowość pozbawioną żądzy zysku.

ŁUKASZ OSTRUSZKA: Wszyscy marzą o pracy w dużych koncernach finansowych, a Pani swoją karierę związała z lokalnym Bankiem Spółdzielczym. Skąd taki ruch?

Największym wyzwaniem moralnym dla współczesnej bankowości jest na pewno uczciwość i przejrzystość w przygotowywaniu ofert. Dotrzymywanie tego, co się ustaliło i szczerość wobec klienta – uważa Alicja Rakowska, prezes Banku Spółdzielczego w Cieszynie
Zobacz więcej

Uczciwość ponad wszystko:

Największym wyzwaniem moralnym dla współczesnej bankowości jest na pewno uczciwość i przejrzystość w przygotowywaniu ofert. Dotrzymywanie tego, co się ustaliło i szczerość wobec klienta – uważa Alicja Rakowska, prezes Banku Spółdzielczego w Cieszynie fot. Bartek Barczyk

ALINA RAKOWSKA*: Banki spółdzielcze działają lokalnie i ta lokalność jest tym, co najbardziej mi się podoba. Taki bank zna ludzi, którym oferuje swoje usługi, zna tych, którzy stoją za biznesem, z którym współpracuje. Siedziby banków zwykle mieszczą się w stosunkowo niewielkich miastach, więc część podatków z wypracowywanych zysków trafia do samorządów, dywidendy też trafiają do lokalnych mieszkańców. Realizujemy więc zadania związane z tym, aby nasi klienci i nasi członkowie działający często bardzo lokalnie mieli dobrą usługę bankową i stawali się bogatsi. 

Czy to ma wpływ na ograniczenie zapędów do maksymalizacji zysku za wszelką cenę?

Nie jesteśmy ukierunkowani na maksymalizację zysku, do czego dążą duże instytucje finansowe, czy międzynarodowe banki. Co zrozumiałe, interes regionu nie zawsze jest dla nich tak samo istotny, jak interes korporacji. Możemy górnolotnie, ale i zgodnie z prawdą powiedzieć, że my możemy sobie pozwolić na większe zainteresowanie czymś co nazywam „interesem społecznym”. To bywa trudne, bo w zasadzie banki spółdzielcze są  regulowane na prawie takich samych zasadach jak banki komercyjne. 

Pytam o inspirację spółdzielczością, bo wydaje mi się, że dla ludzi pracujących w wielu korporacjach finansowych może to być jakiś rodzaj świeżego powiewu, pewna odtrutka na smutną korporacyjną rzeczywistość. 

Zysk jest bardzo ważny. Każda instytucja powinna generować zysk, bo on umożliwia rozwój.. Również nasz bank większość zysku przeznacza na wzmocnienie kapitałowe naszej instytucji. Od wielu lat  angażujemy się jednak w projekty społeczne. Mogę myśleć o tym, żeby zapewnić pracownikom odpowiednie warunki pracy, czy reagować na różne losowe przypadki w ich rodzinach. To wszystko generuje koszty, ale to są ludzie, którzy żyją tutaj i są częścią lokalnej społeczności, są dla nas ważni. Można powiedzieć, że udało nam się „nie wkręcić” w paranoję maksymalizacji zysku. 

Ma więc Pani pewien komfort, którego często nie mają menedżerowie większych instytucji. Tam presja wyniku jest ogromna. 

Można sobie poczytać opowieści różnych skruszonych bankierów, którzy opowiadają, jak musieli wciskać ludziom trefne produkty. Bardzo często jest też tak, że nawet sami pracownicy do końca nie rozumieją jakie produkty oferują i jakie ryzyko jest z tym związane. Mamy z tym dziś problem w bankowości komercyjnej. Przypomnę, że banki spółdzielcze takich produktów nie oferowały. Nasza instytucja działa na ziemi cieszyńskiej od 145 lat  I marzy mi się aby działała kolejne sto lat, a to oznacza że my po prostu nie możemy proponować  produktów, na których nasi członkowie, klienci stracą pieniądze.

To także kwestia odpowiedzialności zarządów. Kryzys pokazał, że ludzie na szczycie nie zawsze są gotowi, żeby ponosić odpowiedzialność za swoje decyzje, czy brak właściwej kontroli

W tym wymiarze spółdzielczość też ma przewagę, oczywiście przy założeniu, że organizacja jest właściwie i etycznie prowadzona. Pracownicy banków są na ogół związani ze swoimi pracodawcami długoterminowo. To w większości mniejsze organizacje, niewielkie podmioty, nie licząc kilku dużych banków spółdzielczych. Niewielka rotacja pracowników daje większe poczucie stabilizacji. Ludziom podoba się to, że pani Asia pracowała tutaj osiem lat temu, dwa lata temu i jest do teraz. W sektorze finansowym powinna się liczyć nie tylko cena produktu, ale także to z kim będzie się rozmawiać za kilka lat, co ma szczególne znaczenie w przypadku długoterminowych kredytów. Naszym pracownikom to przypomina o odpowiedzialności za każdą rozmowę. 

Czy takie podejście wytrzyma konkurencję na współczesnym rynku bankowym?

Niestety mam mieszane uczucia. Z jednej strony ludzie są zmęczeni gigantycznymi korporacjami i anonimowością, szukają normalnych relacji i kontaktów ze zwykłymi ludźmi. Technologia technologią, ale człowiek stanowi pewną wartość. Niejednokrotnie możemy podejmować decyzje, na które klienci nie mają szans w dużych bankach komercyjnych. Z drugiej strony ekonomia codzienności jest bezwzględna i trzeba ograniczać koszty, podwyższać zarobki pracowników, bo mamy przecież rynek pracownika, a także spełniać wymogi państwa, w tym dostosowywać systemy informatyczne do nowych rozwiązań. To nie jest tanie. 

Szansą może być oddolny ruch protestu. Paradoksalnie młodzi ludzie nie lubią dużych instytucji i stawiają na to co lokalne. 

Wszyscy mówią, że bankowość spółdzielcza w Polsce jest na zakręcie. Na zachodzie grupy spółdzielcze są w bankowości silne. Ludzie lubią korzystać ze swoich lokalnych banków, bo doskonale rozumieją, że ich pieniądze napędzają  gospodarkę ich małych ojczyzn, za pośrednictwem lokalnego banku, którego często są członkami, czyli współwłaścicielami.

Patrzy pani trochę z dalszej perspektywy, z małego miasteczka jako szef instytucji, która nie stawia sobie za cel maksymalizacji zysku. Co jest największym wyzwaniem moralnym dla współczesnej bankowości? 

Na pewno uczciwość i przejrzystość w przygotowywaniu ofert. Dotrzymywanie tego, co się ustaliło i szczerość wobec klienta. Informowanie ludzi w szeroko zakrojony sposób. Banki powinny też dbać o proces edukacyjny, żeby klienci widzieli co tak naprawdę decyduje o atrakcyjności oferty. Z pieniędzmi jest trochę jak z wiarą, czyli muszę uwierzyć, że po drugiej stronie jest ktoś, kto mnie nie oszuka. W zasadzie od wieków nic się nie zmieniło. 

A czy z uczciwością Polaków jest gorzej niż kiedyś?

Na pewno jest coraz gorzej. Kolejne pokolenia niekoniecznie uważają, że należy regulować swoje zobowiązania. Niebezpieczne jest wyrzucanie z życia gospodarczego etyki. Bez powszechnie uznawanych norm moralnych bardzo trudno jest prowadzić biznes. Nigdy nie wiadomo, jakie są rzeczywiste intencje  partnera biznesowego. Spada zaufanie, które przecież powinno być filarem relacji gospodarczych. 

Na tym wygrywają kraje skandynawskie, które w swoim społecznym DNA mają ciągle wpisane zaufanie. 

Brak zaufania powoduje nieprawdopodobny wzrost kosztów i biurokracji. Państwo nie ufa obywatelom, a obywatele państwu i sobie nawzajem. Toniemy w ustawach i rozporządzeniach, które trudno  zrozumieć, wdrożyć i zastosować.

Na koniec pytanie najtrudniejsze. Łatwo się o tym wszystkim mówi, ale czy da się w takiej rzeczywistości zarobić?

Porównałam kiedyś kwoty. Wszystkie nasze bankowe roczne wydatki na wynagrodzenia dla wszystkich pracowników, łącznie z zarządem, a w sumie mowa o 55 osobach, były równe rocznej gaży zaledwie jednego członka zarządu dużego banku komercyjnego, bez ustawy kominowej.

Rozmawiał Łukasz Ostruszka

* Alina Rakowska - z wykształcenia prawnik, związana z bankowością od ponad 20 lat, w tym na stanowisku prezesa zarządu Banku Spółdzielczego w Cieszynie od lat 16. Interesuje się problematyką społeczno-gospodarczą oraz historią w szczególności Ziemi Cieszyńskiej. 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / Bankowość bez drogich menedżerów