Ceny poszybowały, biznes liczy na pomoc

Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Podwyżki wynikają z niskiej podaży materiałów i obaw klientów o wstrzymanie produkcji. Sytuację może ustabilizować zapowiadane przez rząd wsparcie.

Przeczytaj artykuł i dowiedz:

  • jak po wybuchu wojny w Ukrainie zmieniały się ceny stali
  • dlaczego wyroby stalowe obecnie drożeją
  • jakie mogą być skutki ograniczania produkcji stali
  • jaka jest możliwa pomoc dla hut

Przed wybuchem wojny w Ukrainie pręty budowlane kosztowały około 4 tys. zł za tonę. W szczycie cenowym po rosyjskiej napaści ceny podskoczyły nawet do 6,7 tys. zł za tonę, ale później ustabilizowały się na poziomie 4-4,2 tys. zł. W ostatnich dniach pręty znowu zaczęły drożeć. Polska Unia Dystrybutorów Stali (PUDS) podaje, że minimalnie kosztowały prawie 4,4 tys. zł, a maksymalnie prawie 4,56 tys. zł za tonę. Na razie trudno prognozować, jak długo trend się utrzyma.

Niższa podaż wpływa na ceny

– Producenci ograniczają podaż, zapowiadają wyłączenie bądź już wyłączają produkcję, co budzi niepokój klientów – mówi Henryk Orczykowski, prezes Stalprofilu.

Jego zdaniem znacznego zwiększenia popytu na razie nie widać, ale zdarza się, że zaniepokojeni klienci zaczynają zamawiać na zapas, co podbija ceny.

– Popyt w całej Europie jest niski, więc producenci dostosowują podaż do zapotrzebowania oraz cykl produkcyjny do warunków, w których np. koszty energii są najniższe. W zależności od pory, różnice w cenach energii sięgają 1-1,5 tys. zł – informuje Krzysztof Zoła, członek zarządu grupy Cognor.

Dlatego też pracownicy należącej do Cognora huty w Gliwicach codziennie dowiadują się, na którą godzinę mają przyjść następnego dnia do pracy, by zakład działał jak najefektywniej.

Krzysztof Zoła twierdzi też, że ograniczanie podaży przez producentów skutkuje obniżaniem stanu zapasów nagromadzonych w ostatnich miesiącach, co także powoduje podwyżkę cen.

– Huty starają się ograniczyć podaż stali, aby dostosować ją do spadającego popytu na usługi budowlane. Jednocześnie producenci stali nie mają wpływu na sytuację na rynku energetycznym. Należy spodziewać się, że lata 2023-24 będą dla nich wyjątkowo trudne. Bez skutecznej pomocy rządu dla firm z sektorów energochłonnych na rynku stali może dojść do dalszego ograniczania produkcji, które będzie mieć destrukcyjny wpływ na funkcjonowanie branży budowlanej. Wprawdzie pracuje ona na zwolnionych obrotach, ale musi na bieżąco kupować stal, aby zakończyć budowy rozpoczęte w okresie boomu, w latach 2020-21 – twierdzi Damian Kaźmierczak, główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Rząd zapowiada wsparcie

Waldemar Buda, minister rozwoju i technologii, zapowiada ogłoszenie na dniach planu wsparcia podmiotów energochłonnych, m.in. z branży hutniczej. Szczegóły na razie nie są znane. Rynkowi specjaliści spodziewają się, że polskie rozwiązania będą oparte na zaprezentowanych przez Komisję Europejską (KE) po wybuchu wojny w Ukrainie, tzw. ramach kryzysowych. Pozwalają na wsparcie firm ponoszących straty w wyniku podwyżek cen surowców wywołanych atakiem Rosji na Ukrainę. Łączną kwotę pomocy dla firm energochłonnych można podwyższyć do 70 proc. tzw. kosztów kwalifikowanych związanych z wytwarzaniem produktów. Może ona pokryć maksymalnie 80 proc. strat operacyjnych z prowadzonej działalności, ale nie więcej niż 50 mln EUR na przedsiębiorstwo. W wakacje KE rozszerzyła program, umożliwiając wsparcie m.in. dla podmiotów dotkniętych dobrowolnym albo obowiązkowym ograniczeniem zużycia gazu. PB pisał, że branża hutnicza popiera rozwiązania pozwalające na rekompensaty w razie dobrowolnych ograniczeń. Nie wiadomo jednak, czy i jakie zapisy będą w polskim programie wsparcia. Henryk Orczykowski podkreśla, że wsparcie finansowe hut może pomóc ustabilizować koszty produkcji, a tym samym korzystnie wpłynąć na cały rynek, natomiast rekompensaty za wyłączanie np. walcowni ponownie zmniejszą dostępność wyrobów na rynku.

Przemysław Sztuczkowski, prezes Cognoru, uważa za kluczowe planowane na 9 września posiedzenie unijnych ministrów energii dotyczące cen prądu. Jego zdaniem różne rodzaje rekompensat dla firm nie rozwiązują problemów. Niezbędne jest także ustabilizowanie cen energii i związane z tym zreformowanie systemu handlu prawami do emisji CO2. Reuters podał, że KE przygotowała plan ograniczenia cen energii do 200 EUR za MWh, ale szczegóły nie są na razie znane. Bieżąca cena benchmarkowego kontraktu w Niemczech to obecnie aż 550 EUR za MWh. Kraje unijne miałyby też ograniczyć zużycie energii o 10 proc. w porównaniu do średniej z pięciu lat.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane