Czytasz dzięki

Co zatrzyma spadek cen mieszkań

opublikowano: 28-05-2020, 13:25

Zdaniem Bartosza Turka, analityka HRE Investments, firmy działającej na rynku nieruchomości, jest co najmniej 7 czynników, które mogą zatrzymać oczekiwany przez wielu obserwatorów spadek cen mieszkań.

1. Niechęć do obniżki cen przez sprzedających

Dane na temat cen ofertowych sugerują, że właściciele mieszkań używanych nie są skorzy do obniżania cen (wg danych firmy Sonar Home średnia cena ofertowa od początku epidemii spadła w stolicy o mniej niż 1 proc.). Powodów takiej sytuacji to m.in. czynniki psychologiczne (część woli zrezygnować ze sprzedaży niż sprzedać z dyskontem) i obawy o zdrowie (niechęć do pokazywania mieszkań, co ograniczy ofert), co ograniczy ofertę. Niechętni do obniżki mogą być też deweloperzy, zwłaszcza po siedmiu latach dobrej koniunktury. Obecnie w ofercie mają oni dość mało mieszkań na sprzedaż. Zdaniem Bartosza Turka, nawet spadek liczby sprzedawanych mieszkań o 30-40 proc. nie powinien generować nadmiernych problemów. O ile ponadto nie dojdzie do fali rezygnacji z kupionych wcześniej lokali, to deweloperzy nie powinni powszechnie stosować zachęt w postaci obniżek cen.

2. Brak alternatywnych inwestycji

Oprocentowanie lokat w wysokości 0,5 proc., niskie odsetki od obligacji skarbowych (były znacznie wyższe jeszcze w kwietniu), oraz awersja do ryzyka powodują, że Polacy są głodni zyskownej i w miarę bezpiecznej inwestycji, jaką – zdaniem analityka – są nieruchomości.

3. 500+ i finanse gospodarstw domowych

W porównaniu ze stanem z poprzedniego kryzysu (także na rynku nieruchomości), gospodarstwa domowe są w znacznie lepszej kondycji. Z danych CBOS wynika, że większość (61 proc.) rodaków ma oszczędności. W 2007 roku odsetek ten był na poziomie zaledwie 23 proc. Na sytuację finansową rodzin wpływają też pieniądze wypłacane w ramach programu 500+. Ukredytowienie rodzin jest trzy razy wyższe niż gospodarstw domowych bez dzieci. Z szacunków HRE Investments opartych o dane Eurostatu wynika, że 5,9 proc. bezdzietnych gospodarstw domowych ma kredyt mieszkaniowy. W przypadku rodzin z dziećmi ten odsetek rośnie do 17,5 proc.

4. Wsparcie od banków

Spadek stóp procentowych przekłada się na obniżkę rat kredytu, co stanowi ulgę dla zadłużonych i zmniejsza ryzyko problemów banków z portfelem kredytowym. Klientom zaoferowano także wakacje kredytowe, a kolejnym rozwiązaniem pomocowym jest Fundusz Wsparcia Kredytobiorców

5. Wsparcie od rządu

Planowane jest rozszerzenie dodatków mieszkaniowych. Mowa jest o kwocie do 1,5 tys. zł miesięcznie. Rozwiązanie o tyle dobre, że pozwoli ograniczyć problemy najemców, których dotknęło zamknięcie niektórych branż, a dziś stają przed zagrożeniem utraty dachu nad głową. To oznacza też ograniczenie problemów właścicieli mieszkań, którzy w przypadku utraty płynności przez najemców straciliby też przynajmniej okresowo źródło przychodów – uważa Bartosz Turek.

Rząd rozważa też wprowadzenie ulgi podatkowej dla osób młodych zasiedlających nowe domy lub mieszkania.

6. Nierealne oczekiwania sprzedających

 W I kwartale przeciętna cena ofertowa w przypadku mieszkań używanych w 7 największych miastach to prawie 9,5 tys. złotych za m kw., a cena transakcyjna 7,9 tys. zł za mkw.Ten bufor jest obecnie największy w historii, a epidemia może to urealnić, uważa analityk

W przypadku mieszkań używanych obniżka cen ofertowych nawet o kilkaset złotych w przeliczeniu na metr kwadratowy może nie przełożyć się na spadek cen transakcyjnych, a z drugiej strony dać kupującym satysfakcję, że udało im się kupić mieszkanie taniej, dodaje.

7. Trwalsze fundamenty rynku

Pod koniec ostatniej hossy królowały zakupy spekulacyjne - Polacy kupowali mieszkania dla wzrostu ich wartości, bo na lokacie mogli zarobić więcej niż na wynajmie. Popularne były przy tym systemy zakupu np. 10/90. Polegał on na tym, że 10 proc. ceny wpłacane było na etapie dziury w ziemi, a 90 proc. dopiero przed odbiorem kluczy. To spowodowało później masowe rezygnacje z kupionych w ten sposób mieszkań. Głównym motorem rynku był kredyt. Dziś sytuacja jest inna, podkreśla Bartosz Turek

„Kondycja mieszkaniówki była przed epidemią zdrowa i nie mieliśmy do czynienia z bańką na tym rynku. Nawet więcej - abyśmy mogli mówić o bańce na miarę tej z przełomu lat 2007/2008, ceny mieszkań musiałyby się niemal podwoić. Wskazują na to twarde dane pokazujące, ile metrów mieszkania w dużym mieście można kupić za przeciętną pensję albo jaką część wynagrodzenia należałoby wydać na ratę kredytu zaciągniętego na zakup mieszkania. Całe szczęście Polska dołączyła do europejskiej hossy mieszkaniowej z dużym opóźnieniem. Dlatego nie zdążyliśmy napompować naszego rynku tak jak na przykład Islandczycy, Austriacy, Skandynawowie, Niemcy, Brytyjczycy czy nawet Czesi lub Węgrzy” – dodaje.

 

251dc9e0-90f6-11e9-bc42-526af7764f64
To musisz wiedzieć dziś rano
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
To musisz wiedzieć dziś rano
autor: Kamil Zatoński
Wysyłany codziennie
Kamil Zatoński
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane