Coca-Cola na diecie

Firma chce zadbać o linię Polaków, poszerzając gamę produktów light. Sama spróbuje przytyć m.in. dzięki napojom energetycznym i sokom

Mało kto pamięta, że Coca-Cola — symbol kapitalizmu i zachodniej konsumpcji — otworzyła fabrykę w Polsce w czasach, gdy nad Wisłą panował siermiężny socjalizm, a o zburzeniu Muru Berlińskiego jeszcze nikt poważnie nie myślał. Jutro obchodzi 40. jubileusz. W tym czasie zainwestowała tu 360 mln EUR. Kolejne 150 mln zł wyda na nową linię produkcyjną w radzymińskim zakładzie. Przez cztery dekady firma zdobyła 22,4 proc. (wartościowo) polskiego rynku napojów bezalkoholowych, wartego 11,1 mld zł rynku (dane za 2011 r.). Nie zamierza oddawać żółtej koszulki. Przeciwnie — chce powalczyć mocniej o rynek w segmentach, w których znalazła się w peletonie.

— Interesuje nas pozycja lidera lub miejsce w czołówce w każdej kategorii, w której jesteśmy obecni — deklaruje Paul Woodward, dyrektor generalny regionu Europy Północnej i Centralnej (obejmującego Polskę, Czechy, Słowację i kraje bałtyckie) w Coca-Coli.

Polskie soki

Palmy pierwszeństwa od lat nikt nie jest w stanie odebrać firmie w jej podstawowym segmencie napojów gazowanych — królestwie Coca-Coli, Fanty, Sprite’a czy toniku Kinley. Numerem jeden jest także wśród mrożonych herbat, ze swoją Nestea, i izotoników, z Powerade. Jednak mimo długiej historii nad Wisłą koncernowi nie udało się zdominować polskiego rynku napojów energetycznych, wód mineralnych i soków. W tym ostatnim segmencie króluje wadowicki Maspex (marki: Tymbark, Kubuś, Caprio i Life) z blisko 50-procentowym udziałem w rynku.

— Polska jest jedynym krajem w tej części Europy, w której soki zagranicznych koncernów nie przejęły przywództwa. Trzech producentów ma blisko 60 proc. tego rynku — wszyscy to firmy polskie. Jest to efekt mocnej pozycji uzyskanej już na początku lat 90. dzięki dobrej polityce dystrybucyjnej i jakościowej. Wejście zagranicznych graczy pod koniec dekady nie zdołało ich osłabić — tłumaczy Julian Pawlak, prezes Krajowej Unii Producentów Soków. Silna konkurencja panuje też na rynku napojów energetycznych, jednak — w ocenie Coca-Coli — nadal można się na nim rozwijać.

— Wbrew powszechnym opiniom o nasyceniu tego rynku, naszym zdaniem, wciąż ma on potencjał do wzrostu. Będzie na nim następować polaryzacja. Na jednym biegunie znajdą się produkty markowe, a na drugim — ekonomiczne, przyciągające niską ceną. Jednak polscy konsumenci aspirują do segmentu premium, napojów droższych, ale wysokiej jakości. Silny wzrost polskiej gospodarki, nawet w czasach kryzysu, sprzyja temu trendowi — mówi Paul Woodward.

Moda na lekkość

Szansę Coca-Cola dostrzega też w kategorii produktów przeznaczonych dla osób aktywnych, zwłaszcza tych, które pragną zadbać o linię.

— Segment produktów light w Wielkiej Brytanii to blisko 45 proc. rynku napojów gazowanych, a w Polsce dopiero około 12 proc. Widzimy tutaj zatem duży potencjał — mówi Paul Woodward. W tym roku firma wprowadziła na polski rynek trzy nowe napoje o obniżonej kaloryczności: Nestea light, Nestea słodzona stewią i Powerade Zero.

— W latach 2004-11 udział sprzedaży napojów bez kalorii [zawartość kalorii 0-4 — red.] w naszym portfolio w Polsce wzrósł z 11 do 19 proc. Mamy nadzieję, że wraz z wprowadzanymi nowościami będzie on rósł w najbliższych latach jeszcze szybciej — mówi dyrektor generalny Coca-Coli.

Firma nie ujawnia, jakie nowe produkty light wprowadzi nad Wisłą. W innych krajach proponuje lżejsze wersje m.in. Fanty, Sprite’a czy smakowych wersji Coca-Coli.

5,6 mld l Taka jest wielkość rynku napojów bezalkoholowych w Polsce…

13 proc. …a taki udział (ilościowo) mają w nim produkty Coca-Coli

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Coca-Cola na diecie