Dąbrowski nie idzie po stołek Bandy

Wiceminister energii, najczęściej typowany na nowego prezesa energetycznego regulatora, nie zgłosił się do konkursu.

Tomasz Dąbrowski, który w Ministerstwie Energii (ME) zajmuje się elektroenergetyką, ciepłownictwem, węglowodorami i sprawami międzynarodowymi, nie bierze udziału w trwającym naborze na stanowisko prezesa Urzędu Regulacji Energetyki (URE) — wynika z informacji „PB”. To zaskoczenie, bo to jego typowała branża na następcę Macieja Bandy, obecnego szefa URE, któremu 2 czerwca kończy się kadencja. O tym, czy i kiedy ktoś go zastąpi, decyduje właśnie kancelaria premiera.

Kadencja Macieja Bandy na stanowisku prezesa URE kończy się 2 czerwca.
Pytany o to, czy zgłosił swoją kandydaturę, konsekwentnie odmawia odpowiedzi
Zobacz więcej

JAK ZAKLĘTY:

Kadencja Macieja Bandy na stanowisku prezesa URE kończy się 2 czerwca. Pytany o to, czy zgłosił swoją kandydaturę, konsekwentnie odmawia odpowiedzi Fot. GK

Jeśli nie ten, to kto

Nabór kancelaria ogłosiła w środku długiego majowego weekendu, a termin składania papierów wyznaczyła na 16 maja. Tak napięty harmonogram szybko zinterpretowano jako znak, że zwycięzca jest już wytypowany. ME nie odniosło się do naszego pytania o kandydaturę Tomasza Dąbrowskiego. Nieoficjalnie można usłyszeć, że potrzebny jest w ME, zwłaszcza w trakcie negocjacji z Komisją Europejską dotyczących tzw. ustawy prądowej, zamrażającej ceny energii elektrycznej. Nasi rozmówcy w większości żałują, że sprawy przyjęły taki obrót. Jeśli nie Dąbrowski, to… nie wiadomo kto. Kancelaria premiera nie odpowiedziała na pytanie o liczbę zgłoszonych kandydatów. Jedna z koncepcji zakłada, że w obsadzaniu fotela szefa URE Mateusz Morawiecki sięgnie po doświadczenia z obsadzania fotela szefa Komisji Nadzoru Finansowego. Prezesem został tam Jacek Jastrzębski, prawnik szerzej nieznany, ale wyróżniający się kompetencjami. Jego kandydatura została przez rynek przyjęta bez większych kontrowersji.

Szpilki prezesa

Jeśli nabór nie zakończy się rozstrzygnięciem, nie będzie to oznaczało bezkrólewia w URE. Zgodnie z przepisami Maciej Bando może pełnić funkcję do czasu powołania następcy. Pytany o to, czy zgłosił swoją kandydaturę, konsekwentnie odmawia odpowiedzi. Wszystko wskazuje na to, że liczy się z tym, że 2 czerwca opuści urząd. Prawdopodobnie więc już w tym tygodniu dowiemy się, co miał na myśli, kiedy zapowiadał wstrząs.

— W grudniu wszczęliśmy postępowanie w sprawie manipulacji cenami energii, a zakończymy je w tych dniach. Będzie to wstrząs dla całego rynku. Okaże się, że trzymanie praw właścicielskich i regulacyjnych w jednym ręku doprowadza do zgubnych i tragicznych w skutkach sytuacji — mówił Maciej Bando w trakcie Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Od miesięcy wypowiada się krytycznie na temat polityki prowadzonej przez Ministerstwo Energii. W opublikowanym kilka dni temu sprawozdaniu z działalności prezesa URE w 2018 r. też były szpilki.

„Pozostawiam Czytelnikowi odpowiedź na pytanie, jak dalece przedstawiony opis zarówno rynków energii, jak i funkcjonowania regulatora odbiega od stanu pożądanego, gdzie prezes URE funkcjonuje jako regulator rynków energii i paliw o niezależności prawnej, funkcjonalnej i finansowej, posiadający autonomię podejmowania decyzji oraz wpływ na legislację” — czytamy w raporcie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu