Dell wyprzedaje. To nie tragedia

Małgorzata Grzegorczyk
08-09-2008, 00:00

Najpierw Philips, teraz Dell. Giganci coraz częściej sprzedają aktywa w Polsce. Najważniejsze, że na razie spadamy na cztery łapy.

Przetasowania na rynku elektroniki IT powinny nam wejść w krew

Najpierw Philips, teraz Dell. Giganci coraz częściej sprzedają aktywa w Polsce. Najważniejsze, że na razie spadamy na cztery łapy.

Dwa tygodnie temu "The Sunday Times" napisał, że Dell negocjuje z tajwańskim koncernem Foxconn (patrz ramka) sprzedaż łódzkiej fabryki. Zrobiło się głośno. Dell przesłał dementi do polskiego Ministerstwa Gospodarki. Ale w piątek internetowe wydanie "The Wall Street Journal" zamieściło obszerny tekst o Dellu. Pod młotek pójdzie nie tylko łódzka fabryka, ale wszystkie zakłady produkcyjne giganta. Rozmowy z azjatyckimi partnerami, którzy mieliby produkować pod marką Dell, trwają od kilku miesięcy — informuje dziennik, powołując się na osoby zaangażowane w rozmowy. W ciągu półtora roku Dell sprzeda lub zamknie fabryki.

Łakomy kąsek

— Nie powinno być problemu ze sprzedażą łódzkiej. Jest nowa, ma nowoczesne linie. Któryś z producentów poszukujących lokalizacji w Europie może się pokusić. Minusem może być niewielkie doświadczenie kadry, ale plusów jest więcej. Polska jest w miarę dobrym punktem na mapie Europy. Koszty pracy nie są jeszcze aż tak wysokie. Rynek wewnętrzny jest duży, a rządowe plany informatyzacji powodują, że będzie jeszcze większy. Ludzie się bogacą — wymienia Stefan Kamiński, prezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji.

Ze sprzedażą może być problem. W Komisji Europejskiej właśnie notyfikowany jest program pomocy publicznej dla Della. Polski rząd obiecał Amerykanom, którzy zainwestowali 200 mln EUR i zatrudnili 1800 osób (docelowo obiecują 3 tys.), około 148 mln zł do 2012 r. Nie wiadomo, jak urzędnicy KE zareagują na doniesienia prasowe. "The Wall Street Journal" wspomina, że nawet jeśli zatwierdzą pomoc, może być problem ze sprzedażą fabryk, których budowa wiąże się z pomocą publiczną.

— Zgodnie z przepisami, firma, która otrzymuje pomoc publiczną, przez pięć lat nie może sprzedać aktywów — podkreśla anonimowo ekspert z rynku.

Z drugiej strony np. fabryka Gillette w Łodzi dostaje dofinansowanie, które ma wynieść łącznie 49,6 mln zł — mimo że firmę przejął koncern Procter Gamble.

Na czarnej liście

Sprzedaż nie byłaby tragedią dla łódzkiej fabryki.

— Gdy Philips sprzedał trzy centra finansowo-księgowe na świecie, w tym łódzkie, w mieście wybuchła panika, ale skończyło się dobrze. Indyjski Infosys rozwinął centrum i zatrudnił już 300 nowych pracowników — dodaje Marek Cieślak, prezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

I twierdzi, że Polska pozostaje atrakcyjna dla inwestorów, co potwierdzają ekonomiści (patrz obok).

— Niedawno mieliśmy otwarcie fabryki Amcor i uroczystość z okazji rozpoczęcia budowy fabryki ABB. Prezesi obu koncernów powiedzieli mi, że myślą o kolejnych inwestycjach w Polsce — zapewnia Marek Cieślak.

Nie wszyscy są takimi optymistami.

— Silny złoty i wyższe koszty pracy powodują, że Polska staje się mniej atrakcyjna jako eksporter, co może zniechęcać firmy budujące w Polsce fabryki — dodaje Constantine Gonticas, dyrektor zarządzający funduszu Novator, kontrolującego Netię i operatora sieci Play.

— Polska trafiła na czarną listę krajów, z których inwestorzy będą się wycofywali. Ale to nic złego, dopóki znajdą się kupujący. Jest to rezultat światowych tendencji. Firmy, do tej pory skoncentrowane na produkcji, teraz zmieniają profil działalności i wycofują się z budowy fabryk. Ich miejsce zajmują inni — mówi prosząca o anonimowość osoba zbliżona do bankowości inwestycyjnej.

Taki trend

Outsourcing produkcji jest bardzo popularny w przemyśle elektronicznym. Także Hewlett-Packard (HP) od kilku lat zleca produkcję notebooków i we własnych zakładach produkuje ich mniej niż połowę. W 2006 r. Dell stracił pozycję największego producenta pecetów, a wyprzedził go właśnie HP. Jednak specjaliści wskazują, że całkowita rezygnacja z produkcji na dłuższą metę jest szkodliwa.

— W krótkim czasie przyniesie to oszczędności. Ale w dłuższym — jak pokazuje doświadczenie wielu firm — nie opłaca się. Oderwanie się od korzeni, zaprzestanie produkcji i pozostawienie sobie najwyżej centrum badawczo-rozwojowego — to zła droga. Inżynierowie są zbyt oderwani od produkcji — uważa Stefan Kamiński.

Zresztą specjaliści wskazują, że HP zarabia najwięcej na integracji systemów IT.

Outsourcing nie udał się także kilku firmom z branży elektronicznej. Na przykład Philips, który kilka lat temu zaprzestał produkcji i zleca ją m.in. działającej w Polsce firmie Jabil, stracił udziały rynkowe. Podobnie Thomson, który kiedyś należał do czołowych producentów telewizorów.

— Jednak ta tendencja będzie się wzmacniać. Na początku przyszłego roku spodziewam się kilku spektakularnych przetasowań na polskim rynku elektronicznym — zapowiada Stefan Kamiński.

SPECJALNIE DLA PULSU

Polska jest nadal atrakcyjna dla inwestorów

Nie ma czegoś takiego, jak czarna lista krajów w inwestycjach zagranicznych. Sprawy nigdy nie są białe lub czarne. Nie wszyscy zagraniczni inwestorzy postępują tak samo.

Na świecie bez przerwy produkcja jest przenoszona do innych lokalizacji, wraz ze zmieniającymi się warunkami. Na przykład wzrost wynagrodzeń w Europie Środkowej powoduje przenoszenie produkcji tekstyliów i butów do Chin i innych krajów o niskich kosztach pracy. To jest znak, że Europa Środkowa staje się dostatnim regionem, w którym ludzie lepiej zarabiają. Poza tym firmy bez przerwy się restrukturyzują, pojawia się rotacja miejsc pracy i to całkiem normalna sytuacja.

Mogą zaistnieć przejściowe warunki osłabiające atrakcyjność pewnych krajów, jak np. zbyt wysoki kurs waluty. Ale w przypadku bezpośrednich inwestycji zagranicznych firmy patrzą na to w dalszej perspektywie, a na dodatek liczy się dla nich wiele czynników i mało prawdopodobne, by te cykliczne elementy były wystarczającym argumentem do całkowitego zaprzestania inwestycji w jakimś kraju.

Polska jest nadal atrakcyjna dla wielu inwestorów i to, że jeden z nich wychodzi, nie zmienia tego obrazu. Napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych pozostaje wysoki i sięga 1 mld EUR miesięcznie. Moim zdaniem, polska gospodarka może się przegrzewać, a wzrost PKB jest zbyt duży, ale problemy nie są ogromne i mało prawdopodobne, by odstraszyły zagranicznych inwestorów.

Istvan Zsoldos, Goldman Sachs

Polski wzrost gospodarczy jest lepszy niż sąsiadów

Na całym świecie pojawiły się obawy o wzrost gospodarczy, ale postrzeganie Polski jest nadal lepsze niż innych krajów z regionu. Przewiduje się, że wzrost PKB zwolni, ale nie tak bardzo, jak w Czechach i na Węgrzech, a w Polsce sytuacja fundamentalna jest bardziej stabilna niż w Rumunii, w której gospodarka rozwija się szybciej. Niewykluczone, że będzie kilka miesięcy niepewności, a inwestorzy będą ostrożniejsi ze względu na sytuację na świecie, ale to nie Polska jest zmartwieniem.

Pozytywny obraz Polski wzmacnia bardzo wiarygodna polityka monetarna, NBP udowodnił, że potrafi szybko przeciwdziałać inflacji. Na dodatek obecny rząd jest bardziej otwarty na Unię Europejską i prywatyzację. Podwyższa się poziom życia. Ponadto Polska jest dużym krajem, co jest plusem dla zagranicznych inwestorów. Co prawda rosną koszty pracy, ale to samo dzieje się w Czechach, Rumunii i na Węgrzech. Ogólne wrażenie jest takie, że wzrost gospodarczy w Polsce jest bardziej stabilny i silniejszy niż w pozostałych głównych krajach regionu.

Gaelle Blanchard, Societe Generale

Odpływu inwestycji nie będzie. Wręcz przeciwnie

W najbliższych kwartałach napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych do Polski powinien rosnąć, po tym jak lekko się obniżył w poprzednich miesiącach. Nie słyszałem o planach Della, ale nie spodziewam się dramatycznego odpływu inwestycji z Polski. Wręcz przeciwnie. Zmierzanie do przyjęcia euro oraz prywatyzacja pozostałych państwowych sektorów pozytywnie wpłyną na te wartości.

Złoty podlega teraz korekcie, którą przewidywaliśmy, choć będzie ona niewielka. Jednak obniżanie się wartości waluty obserwujemy nie tylko w Polsce, ale także w Czechach czy na Węgrzech. Spowolnienie w strefie euro przenosi się do Europy Wschodniej. Czechy zaczęły nawet łagodzić politykę monetarną.

Sven Schubert, Credit Suisse

Zastąpią Della?

Foxconn to marka tajwańskiej firmy Hon Hai Precision Industry. Jest jednym z największych producentów urządzeń elektronicznych i komputerowych na świecie. Zajmuje się głównie produkcją na rzecz innych podmiotów — w jego fabrykach powstają m.in. iPody, matryce dla Intela, konsole PlayStation czy telefony komórkowe Motoroli. Firmę założył w 1974 roku Terry Gou, który do dziś jest jej prezesem. Jest to największa prywatna firma na Tajwanie, z przychodami 40,6 mld USD w 2006 r. Fabryki Foxconnu znajdują się głównie w Chinach, w ubiegłym roku zatrudniał 450 tys. osób i był największym chińskim eksporterem. W 1994 r. Foxconn kupił centra badawcze w Stanach Zjednoczonych i Japonii. Posiada fabryki w Wielkiej Brytanii, USA, Meksyku, Brazylii, Indiach i Wietnamie oraz w Czechach i na Węgrzech. Ostatnio jednak spółka poinformowała o spadku zysku w II kw. i jej akcje zanurkowały.

Źle się dzieje w firmie Dell

8,5

tys. Tylu pracowników zwolnił Dell od początku 2007 r., gdy Michael Dell powrócił na stanowisko prezesa i obiecał uzdrowienie firmy.

9,1

proc. Taki udział w rynku miał Dell na koniec kwartału zakończonego w sierpniu, podczas gdy rok wcześniej było to 7,5 proc.

53

proc. O tyle więcej PC sprzedał Dell w ostatnim kwartale (rok do roku).

17

proc. O tyle spadł zysk Della w ostatnim kwartale w porównaniu z poprzednim rokiem.

18

proc. O tyle spadły akcje Della po publikacji kwartalnego raportu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Dell wyprzedaje. To nie tragedia