Dobra koniunktura nie ratuje bankrutów

W czasach prosperity liczba upadłości przestała spadać. To skutek m.in. uszczelniania podatków, które uderza w płynność

Polska gospodarka tętni życiem. Argumentami, które to potwierdzają, można rzucać jak z rękawa, a asem jest tempo wzrostu PKB w 2017 r. — prawdopodobnie najszybsze od sześciu lat (mediana prognoz banków ankietowanych przez „Puls Biznesu” świadczy o apetycie na 4,4 proc. r/r). Są jednak obszary, które mocno odbiegają od pozytywnego wzorca. Jeden ujawniają statystyki dotyczące upadłości firm w drugiej połowie 2017 r.

Wspólny mianownik

Z danych zebranych przez platformę analityczną SpotData wynika, że w trzecim kwartale ubiegłego roku (w porównaniu z drugim) wyraźnie wzrosła liczba upadłości spółek — zarówno według daty decyzji sądu, jak i daty ogłoszenia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Kwartał później było już nieco lepiej, ale mimo wszystko w tak sprzyjających warunkach gospodarczych zjawisko jest zastanawiające.

Można przyjąć, że liczba upadłości firm w Polsce od lat jest w trendzie spadkowym, ale w drugiej połowie 2017 r. spadek wyraźnie stracił tempo (według Monitora Sądowego i Gospodarczego, dynamika liczby upadłości jest nawet dodatnia). Widać to w rocznej zmianie średniej z dwóch sąsiednich kwartałów (patrz wykres). Dane nie uwzględniają restrukturyzacji, więc w 2016 r. dynamikę mogły zaniżać zmiany w prawie. Z początkiem tamtego roku weszły w życie przepisy, które wpłynęły na zwiększenie liczby postępowań restrukturyzacyjnych, kosztem upadłościowych.

W uproszczeniu można powiedzieć, że nowe prawo sprzyja ratowaniu firm będących na skraju bankructwa. Ten efekt nie ma już jednak wpływu na dane z drugiej połowy 2017 r. Upadłość i restrukturyzacja oznaczają dla firmy co innego, ale w interpretacji zmian sytuacji przedsiębiorstw w Polsce kluczowy jest wspólny mianownik — jeden i drugi rodzaj postępowania oznacza, że firma cienko przędzie i ma problem z regulacją zobowiązań. Postępowanie restrukturyzacyjne służy obniżeniu ciężaru zadłużenia firmy, która ma jeszcze szansę wyzdrowieć, zaś w upadłość wchodzą zwykle przedsiębiorstwa zmierzające do likwidacji. Z szacunków SpotDaty wynika, że ok. 40 proc. postępowań restrukturyzacyjnych w dawnym reżimie prawnym byłoby upadłościowymi.

Dziurawa kasa

Kluczem do wytłumaczenia, dlaczego mimo dobrej koniunktury gospodarczej liczba upadłości przestała spadać, jest pogorszenie płynności firm, czyli w uproszczeniu — zdolności do łatwej spłaty krótkookresowych zobowiązań. Zależność pomiędzy liczbą upadłości a wskaźnikiem płynności firm (tzw. pierwszego stopnia) doskonale widać na wykresie 3 — gdy pogarsza się płynność, czyli spada wartość wskaźnika (na wykresie ruch w górę), rośnie liczba upadłości. Przykładem takiej zależności są dane z tego roku. W drugim kwartale wyraźnie pogorszyła się płynność firm (wskaźnik płynności pierwszego stopnia obniżył się do 35,3 proc., z 37, 4 proc. notowanych po pierwszym kwartale), a w trzecim wzrosła liczba upadłości. Taką zależność determinują przepisy (patrz komentarz ekspercki).

Zaraźliwa złośliwość

Żeby wytłumaczyć zgrzyt między wyjątkowo dobrą koniunkturą gospodarczą a nasileniem problemu płynności, trzeba przymknąć oko na makroekonomię.

— W ubiegłym roku firmy działały w korzystnym otoczeniu makroekonomicznym, ale ze względu na dużą konkurencję rynkową i utrzymującą się wrażliwość klientów na zmiany cen nie mogły tego przełożyć na wzrost marż, a w konsekwencji poprawić płynności — mówi Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface’a w Europie Środkowej. Wielu polskich przedsiębiorców od lat pochłania też gra w przedłużanie terminów płatności. Jej specyfiką jest to, że jeden niedozwolony ruch uruchamia efekt domina — brak zapłaty w terminie za towar czy usługę często uniemożliwia sprzedającemu uregulowanie jego zobowiązań wobec kontrahenta. Gdy zaś ten nie dostanie pieniędzy, nie może zapłacić swojemu dostawcy etc. Nie może albo… nie chce.

— Zatory płatnicze wynikają często z nakładających się złośliwości w sektorze. Przedsiębiorca myśli: „ktoś mi nie zapłacił, to i ja nie zapłacę”, choć już komuś innemu — mówi Marcin Mazurek, ekonomista mBanku.

Podatkowy gorset

Na pogorszenie płynności firm w ubiegłym roku wpływ miało zapewne także uszczelnianie systemu podatkowego przez rząd. Wzmożona aktywność urzędów skarbowych, w szczególności w zakresie wydawania decyzji o obowiązku zwrotu VAT za ubiegłe lata czy zabezpieczających ewentualne roszczenia skarbu państwa (przez zajęcie rachunków bankowych firm), pogarsza płynność, przedsiębiorstwa, którego dotyczy, i jego kontrahentów, pozbawionych zapłaty za towary lub usługi dostarczone „czarnej owcy”.

W tym kontekście istotne są także tegoroczne zmiany związane z tzw. mechanizmem podzielonej płatności (split payment), który oznacza, że na konto sprzedawcy trafiać będzie tylko kwota netto, a równowartość podatku od towarów i usług na specjalny rachunek VAT. „PB” pisał niedawno, że taki zabieg rodzi ryzyko pogorszenia płynności firm, bo pozbawia je możliwości obrotu całością kwoty (dotychczas do momentu rozliczenia podatku firmy rozporządzały kwotą brutto). Celem działań podejmowanych przez rząd jest walka z wyłudzeniami. Rykoszetem dostaje się nieraz także uczciwym przedsiębiorcom, ale zdaniem ekonomistów, efekty uboczne mają charakter tymczasowy.

— Wprowadzenie split paymentu może spowodować przejściowe problemy. Nie sądzę jednak, aby w przypadku zdrowej gospodarki, w której funkcjonują podmioty uczciwie płacące podatki, walka o uszczelnianie systemu powodowała ograniczenia w płynności firm — twierdzi ekonomista mBanku.

Możliwe, że bankrutów przysporzy Polsce także rynek pracy, na którym pogłębia się deficyt pracowników i rośnie presja płacowa. Gdy zatrudnianie pracowników zza granicy i zwiększanie zasobu Polaków aktywnych zawodowo nie wystarczą do rozwiązania problemu braków kadrowych, rozpocznie się prawdziwa walka firm o pracownika. Cało wyjdą najlepsi.

— Kiedy firma nie jest w stanie zapłacić pracownikowi wystarczająco dużo, upada i uwalnia zasób siły roboczej, który może być wykorzystany gdzie indziej. W tym kontekście przejściowe zwiększenie problemów z płynnością czy upadłością może być sygnałem, że gospodarka się restrukturyzuje, czyli dostosowuje do ograniczeń, które napotyka — tłumaczy Marcin Mazurek.

Mglista przyszłość

Liczba upadłości świadczy, że ubiegłoroczna superkoniunktura nie zdołała przeważyć czynników z obszernej kategorii „stosunki między przedsiębiorcami”. W najbliższej przyszłości o wyraźną poprawę płynności firm nie będzie łatwo.

— W tym roku gospodarka prawdopodobnie nie będzie rosła już tak dynamicznie jak w 2017. Nadal natomiast będziemy mieli dość dużą konkurencję na rynku — wyjaśnia Grzegorz Sielewicz. — Żeby poprawić wzajemne stosunki firm w Polsce i zmienić „mentalność niepłacenia”, potrzeba lat — przyznaje Marcin Mazurek.

Przed negatywnymi skutkami tego zjawiska można się chronić, ubezpieczając należności. Większość polskich przedsiębiorców nie korzysta jednak z tego instrumentu. Z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń wynika, że polisy obejmują mniej więcej jedną trzecią należności firm — reszta jest zdana na łaskę kontrahenta. © Ⓟ

OKIEM EKSPERTA

Od płynności do upadłości

PIOTR ZIMMERMAN, radca prawny w Kancelarii Zimmerman i Wspólnicy, doradca restrukturyzacyjny w Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja

Zależność między pogorszeniem wskaźnika płynności firm a wzrostem liczby upadłości wynika wprost z obowiązujących przepisów. W polskim prawie upadłościowym wyróżniamy dwie przesłanki do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości. Pierwsza to utrata płynności, a więc zdolności zaspokajania zobowiązań przez dany podmiot. Druga to tzw. przesłanka bilansowa, która oznacza, że majątek firmy jest mniejszy niż suma jej zobowiązań. W praktyce jednak od kilkudziesięciu lat nie odnotowuje się upadłości wynikających z przesłanki bilansowej, a wszystkie upadłości są spowodowane przesłanką płynnościową. W ślad za pogorszeniem płynności przedsiębiorstw idzie więc wzrost liczby upadłości w gospodarce.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska współpraca: Kamil Pastor i Ignacy Morawski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Dobra koniunktura nie ratuje bankrutów