Dobra wódka, bo chińska

opublikowano: 10-10-2019, 22:00

Karton czystej za niemal 530 mln zł, a marne widoki na konsumpcję z galaretką z nóżek? Tak rysuje się suchy scenariusz inwestycji w wódkę

Najpierw sto gramów dobrze zamrożonej substancji, a dopiero później talerz pożywnej zupki — rozsmakowywał się we własnych słowach bohater „Żółtego szalika”, snując biesiadną poezję o cząstkach mocy w przełyku. Mimo że wizja inwestycji w wódkę okaleczyłaby scenariusz filmu niemożnością picia, kino wciąż mogłoby mieć tempo, bo aukcyjne ceny kolekcjonerskich butelek bywają bliskie progom z rynku apartamentów. W czym tkwi haczyk? W dopisku „made in China”.

Chińskie maotai jest zwykle barwy bladej i żółtawej, czasem
wpadającej w odcień szmaragdów. W języku inwestora mowa o zielonym, przy czym o
zwyżce na rynku nie decyduje kolor, tylko popyt Państwa Środka znany z
nieocenionych możliwości windowania stawek
Zobacz więcej

ZDROWIE SPEKULANTÓW:

Chińskie maotai jest zwykle barwy bladej i żółtawej, czasem wpadającej w odcień szmaragdów. W języku inwestora mowa o zielonym, przy czym o zwyżce na rynku nie decyduje kolor, tylko popyt Państwa Środka znany z nieocenionych możliwości windowania stawek Fot. ARC

Papierowe zyski

Mimo że lokalnym wyrobom nie sposób odmawiać zapału konsumentów, w katalogach światowych domów aukcyjnych serwowany jest raczej protokolarny alkohol z Państwa Środka. Wysokoprocentowy trunek, którym chińscy notable raczą dyplomatów podczas oficjalnych kolacji, to maotai, a więc wódka otrzymywana ze sfermentowanego sorga. Podobnie jak w przypadku szampana produkcja azjatyckiego specjału jest ściśle ograniczona do wydzielonego obszaru — prowincji Guizhou w cieplejszych, południowych Chinach. Chociaż pierwsi wytwórcy tej popularnej wódki poili nią już dynastię Ming, niekontrolowany rozrost przemysłu zahamował szereg rządowych fuzji i przejęć, skutkujący w połowie ubiegłego wieku upaństwowieniem prężnej gałęzi.

Na pytanie, co decyduje więc o inwestycyjnym potencjale, odpowiada poniekąd wrześniowy katalog Christie’s, w którym z wartością ponad 0,5 mln zł zagościło pudełko z 1977 r. Mieszczący tuzin około półlitrowych butelek karton opisany jest w nocie jako oryginalny, a na zaledwie siedmiu etykietach eksperci dopatrzyli się śladowego nadwyrężenia — oto więc sucha esencja lokowania kapitału w maotai: naczelna substancja rozgrzewająca apetyt na zakup smakuje jak papier.

Stary na 50 lat

Mimo że o pięćdziesięcioletnich starcach pisano ostatnio w epoce Tołstoja, aukcje maotai dowodzą, że za wiekowy trunek dla kolekcjonerów uznaje się już taki liczący nawet cztery dekady. Jako że o wartości w obiegu decyduje wiek — bo alkohol korzystnie rozwija się z upływem czasu — znaczącą porcję wiadomości wyczytać można z kondycji samej etykiety. Wszelkie przebarwienia, zaczątki pleśni, a przede wszystkim wyblaknięcia świadczyć mogą o niewłaściwych warunkach przechowywania, wśród których niechlubny prym wiedzie niszczące maotai nasłonecznienie.

Rocznik, rzadkość w obiegu, a także potwierdzona przez specjalistów autentyczność przesądzają, czy cena kolekcjonerskiej butelki wyniesie kilkaset dolarów, czy nawet równowartość ponad 150 tys. zł, bo i na takie notowania wskazywał przed aukcją Ned Zhang, specjalista Christie’s. Chociaż temperatura zwyżek na mało znanym rynku może zdumiewać smakosza znad Wisły, same kryteria warunkujące wzrost wartości nie są tak egzotyczne, jak się wydaje. Przeglądając katalogi pełne szkockiej czy japońskiej whisky, a nawet szwajcarskich zegarków czy polskich militariów, zauważymy, że nie tylko zawartość dyktuje stawkę, ale właśnie starannie zachowane opakowanie.

O ile w przypadku zawilgoconych i ledwo czytelnych etykiet wnioskowanie o jakości alkoholu jest czysto rozsądkowe, wymiar kartonowych pudełek czy leciwych skrzyneczek jest zdecydowanie szerszy — pierwsze skrzypce gra tu obsesja autentyczności. Mając na uwadze, że cena silnie skorelowana jest z popytem na niespotykaną rzadkość, dodatek w postaci oryginalnie zachowanego opakowania wielokrotnie pozwala na przydanie obiektowi cech unikatu — roleks okazuje się jedyny w takim czy innym pudełeczku, a przykładowy order polskiego żołnierza zyskuje rys indywidualny, jeśli towarzyszy mu dokument, notatka. Maotai pakowany jest ozdobnie, ale też w najzwyklejsze kartony, przy czym butelka skrzętnie skrywa zawartość w porcelanie o niewinnej mlecznej barwie. Wbrew rytuałom rodem z „Żółtego szalika” substancja w środku nie lubi być jak z lodu — chińską wódkę serwuje się w temperaturze pokojowej i trudno przewidzieć, jak komponowałaby się z bigosem, skoro pierwszy akord wyznacza w niej posmak sojowego sosu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu