Dziwne transakcje pod lupą URE

Sprzedawali tanio, odkupywali drogo, a ceny energii spektakularnie rosły. Pod koniec przyszłego tygodnia Urząd Regulacji Energetyki powie, czy była to manipulacja.

O manipulacjach czy karach za manipulację na Giełdzie Papierów Wartościowych czasami się słyszy. Są postępowania, kary, winni i broniący się przed oskarżeniami. O nieprawidłowościach na towarowym odpowiedniku GPW, czyli Towarowej Giełdzie Energii, słychać bardzo rzadko. Tym ciekawsza wydaje się sprawa podejrzanego wzrostu cen energii w ostatnich miesiącach, o której otwarcie mówi już Urząd Regulacji Energetyki.

Maciej Bando, prezes Urzędu Regulacji Energetyki, rozważa zaproponowanie rynkom energii nowych reguł gry. Po pierwsze — wyższe obligo giełdowe, a po drugie — wyznaczenie animatora rynku.
Zobacz więcej

BĘDĄ NOWE REGUŁY?:

Maciej Bando, prezes Urzędu Regulacji Energetyki, rozważa zaproponowanie rynkom energii nowych reguł gry. Po pierwsze — wyższe obligo giełdowe, a po drugie — wyznaczenie animatora rynku. Fot. GK

— Pod koniec przyszłego tygodnia powinniśmy mieć wyniki analiz dotyczących przyczyny znaczących wzrostów cen energii w ostatnich miesiącach. Prowadzimy postępowania wyjaśniające w tej sprawie i czekamy na informacje od niektórych uczestników tego rynku — mówi Maciej Bando, prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

Mały wolumen, wielki wzrost

Skąd podejrzenia? Ze spektakularnych wzrostów. Pod koniec maja pisaliśmy w „PB” o tym, że ceny prądu wystrzeliły. Jedni wyjaśniali to wówczas wzrostem cen węgla i uprawnień do emisji dwutlenku węgla, inni podejrzewali manipulację.

Urząd Regulacji Energetyki analizuje teraz tę drugą ewentualność. Prezes URE podaje, że sprawę podejrzanych wzrostów cen bada od kilku miesięcy, bo wtedy zaalarmowali go „sygnaliści”, czyli firmy energochłonne. Wzrost cen odczuły one najszybciej, bo energii kupują dużo, a ceny w umowach uzależnione mają od indeksów giełdowych. To one też uznały, że za wzrostem stoją dziwne transakcje, często na niewielkich wolumenach energii.

— Zapytaliśmy niektórych uczestników o wyjaśnienia sytuacji, gdy sprzedawano pewną pulę energii po niskiej cenie, a następnie odkupywano nawet czterokrotnie drożej. To nie jest czysty rynek. To niepokojące zachowania kilku uczestników — przyznaje Maciej Bando.

Prezes URE podkreśla, że na niepłynnym rynku energii wystawienie na sprzedaż nawet symbolicznego wolumenu energii już wpływa na giełdowy indeks. A rosnący indeks ma daleko idące konsekwencje.

— Po pierwsze, taryfy na prąd sprzedawany do odbiorców indywidualnych zależą m.in. od cen energii na giełdzie. Po drugie, w procedowanym obecnie projekcie ustawy o wsparciu dla kogeneracji jest element uzależniający poziom wsparcia od cen giełdowych. Podbicie indeksów może więc prowadzić do nadwsparcia takich źródeł — alarmuje Maciej Bando.

KNF odsyła do URE

Głos w sprawie podejrzanego handlu na TGE zabrało też Towarzystwo Obrotu Energią, zrzeszające największe podmioty państwowe (z grupy PGE, Tauronu, Energi i Enei), a także prywatne spółki obrotu.

„TOE zdecydowało się (…) wyrazić głębokie zaniepokojenie sytuacją, która negatywnie wpływa na uczestników rynku energii elektrycznej, a także na odbiorców końcowych, dla których indeksy giełdowe powinny stanowić reprezentatywną wycenę energii elektrycznej na rynku konkurencyjnym” — czytamy w piśmie TOE.

— Płynność obrotu na wielu produktach forward była i jest ograniczona, co, biorąc pod uwagę obowiązującą metodologię wyznaczania kursów rozliczeniowych, zaburza przejrzystość wyznaczania tych kursów — podkreśla Marek Kulesa, dyrektor w TOE.

TOE wysłało pismo do Komisji Nadzoru Finansowego i ma nadzieję, że urząd zajmie się to sprawą. KNF nie ma jednak takich planów.

„Organem właściwym do nadzoru nad obrotem na organizowanych przez TGE rynkach energii elektrycznej jest prezes URE. Wszystkie informacje o potencjalnych nieprawidłowościach w obrocie na tych rynkach, które wpływają do urzędu KNF, są kierowane do tego organu” — przekazało nam biuro prasowe KNF.

Konkretnych odpowiedzi na temat analizy podejrzanych transakcji nie dostaliśmy też od samej TGE. I to mimo faktu, że w jej strukturach pracuje komórka, która na bieżąco analizuje działania uczestników rynku na każdej sesji.

„Nietypowe zdarzenia podlegają rejestracji, a w uzasadnionych przypadkach dane przekazywane są do zewnętrznych organów nadzorujących towarowy rynek giełdowy” — przekazało nam biuro prasowe TGE.

Do wypowiedzi prezesa URE biuro TGE się nie odniosło.

Winne za niskie obligo?

Jeśli analizy URE rzeczywiście wskażą na nieprawidłowości w handlu na TGE, regulator zaproponuje rynkowi nowe zasady gry.

— Analizujemy narzędzia, które mogłyby poprawić sytuację na rynku energii. Nie wykluczam, że URE wystąpi z postulatem zwiększenia obligo giełdowego. Może okazać się, że obecne obligo, na poziomie 30 proc., nie spełnia swojej funkcji. Możliwe też, że będziemy postulowali o wyznaczenie animatora dla tego rynku — mówi Maciej Bando. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Energetyka / Dziwne transakcje pod lupą URE