Eksporterzy tracą spadochron

opublikowano: 13-04-2020, 22:00

Firmy ubezpieczające kredyty kupieckie nie chcąc ryzykować, tną limity. To cios zwłaszcza dla handlujących z zagranicą. Państwo może ugasić pożar

Przeczytaj i dowiedz się:

  • jakie problemy z ubezpieczeniem należności mają polskie firmy
  • dlaczego ubezpieczyciele tną limity ochrony kredytów kupieckich
  • jakie konsekwencje dla firm ma ta sytuacja
  • w jaki sposób mogłaby być rozwiązana

Ponad 500 mld zł, czyli równowartość 24 proc. polskiego PKB — tyle należności handlowych ubezpieczyły firmy w 2018 r. na wypadek niewypłacalności kontrahentów (patrz ramka). Polska Izba Ubezpieczeń (PIU), która analizuje ten rynek, nie opublikowała jeszcze danych za zeszły rok. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że skala niewiele się zmieniła, ale perspektywa na 2020 r. — bardzo. Przedsiębiorcy, którzy nawet przed pandemią mieli ograniczony dostęp do ubezpieczenia kredytu kupieckiego, alarmują o problemach z płynnością, które jeszcze bardziej go ograniczają. Zdaniem ekspertów apetyt ubezpieczycieli na to ryzyko spadnie jeszcze bardziej, a polisy będą drożeć. Skończy się to masowymi upadłościami — wieszczy rynek. Po kieszeni dostaną też ubezpieczyciele.

fot. AdobeStock

Kryzys nadciąga

Ergo Hestia, której głównym akcjonariuszem jest koncern ubezpieczeniowy Ergo Versicherungsgruppe należący do największego reasekuratora Munich Re, zakłada, że problemy płynnościowe firm nasilą się już pod koniec kwietnia, co przełoży się na drastyczny wzrost ryzyka i szkodowości w ubezpieczeniach należności. Zdaniem spółki najbardziej zagrożone są branże: turystyczna, transportowa, lotnicza, gastronomiczna, modowa, kulturalna (m.in. organizatorzy imprez masowych, teatry, kina), a także galerie handlowe. Podobnie typuje konkurencyjne Credendo, firma z korzeniami belgijskimi. Profika Broker, pośrednik ubezpieczeniowy, dorzuca do puli kolejne sektory: hotelarski, budowlany i paliwowy.

— Niestety przedsiębiorstwa, którym zostaną obniżone limity ubezpieczenia należności, czekają duże problemy płynnościowe — dodaje Łukasz Wawrzeńczyk, prezes Profiki Broker.

Adam Kosiński, dyrektor biura ubezpieczeń finansowych Ergo Hestii, uważa, że „dodatkowa, gwarantowana lub udzielana bezpośrednio przez skarb państwa reasekuracja ubezpieczeń kredytu kupieckiego pozwoliłaby zachować lub relatywnie niewiele zmniejszyć limity ubezpieczeniowe”. Jego zdaniem istotnie przyczyniłoby się to do ograniczenia problemów płynnościowych przedsiębiorstw. W przeciwnym razie redukcja ekspozycji przez rynek ubezpieczeniowy będzie koniecznością, co jeszcze mocniej pogłębi recesję gospodarczą i nasili zatory płatnicze, wyjaśnia ekspert.

— Prawdopodobne jest wystąpienie efektu domina — kłopoty będą mieli kontrahenci podmiotów, które straciły płynność finansową. Najgorzej będzie w przypadku tych firm, które już miały problemy płynnościowe, a sytuacja związana z koronawirusem je pogłębiła — mówi Adam Kosiński.

Ryzykowny biznes

Ubezpieczyciele bacznie przyglądają się wszystkim sektorom gospodarki pod kątem ryzyka. Tłumaczą, że ubezpieczanie należności wymaga przewidywania i dostosowywania się do sytuacji na rynku. Dzielenie się wiedzą z klientem pozwala mu uniknąć wysoce prawdopodobnego ryzyka. Jeśli zagrożenie niewypłacalności u danego kontrahenta jest duże, zakłady tną limity ubezpieczeniowe kredytów kupieckich. Zabezpieczając przepływy pieniężne, chronią też miejsca pracy i pomagają uniknąć efektu domina.

— Obniżenie limitu dla danego odbiorcy spowoduje, że straci on de facto jedno ze źródeł finansowania. Pojawi się luka płynnościowa, która może w skrajnych przypadkach doprowadzić nawet do upadłości — mówi szef Profiki Broker.

Według innego brokera ostre cięcie limitów dopiero przed nami.

— Rynek ubezpieczeń należności handlowych dopiero zaczyna reagować na obecną sytuację. Za nami jest pierwsza „masowa” redukcja limitów dla linii lotniczych i pojedynczych krajów. Należy liczyć się z tym, że w najbliższym czasie cięcia będą kontynuowane. Obejmą zagrożone branże i bardzo duże kumulacje limitów — mówi Marcin Olczak, dyrektor departamentu ryzyka kredytowego i politycznego w firmie Marsh.

Klienci Marsha niemal codziennie zgłaszają problemy z pojedynczymi limitami. Broker przewiduje redukcję na większą skalę. Liczy, że branża ubezpieczeniowa wyciągnęła wnioski z kryzysu z lat 2008- 10 i obecne działania będą „wypadkową interesów obu stron umowy ubezpieczenia”.

— Przycinanie limitów pod linijkę na pewno nie pomoże gospodarce, a w dodatku ponownie podważy zaufanie do ubezpieczycieli należności handlowych — uważa Marcin Olczak.

Zwraca uwagę, że część ubezpieczycieli oficjalnie wskazała branże, którymi nie jest zainteresowana. Jego zdaniem „z pewnością również wycena ryzyka zostanie zaktualizowana, co oznacza, że obserwowany od kilku lat trend zostanie odwrócony i koszt ubezpieczenia będzie zauważalnie wzrastał”. Ekspert chwali ubezpieczycieli za takie działania jak wydłużanie terminów automatycznego ustania ochrony lub zgłaszania firmy do windykacji.

Działania strategiczne

Paweł Szczepankowski, dyrektor zarządzający polskim Atradiusem, zakładem ubezpieczeniowym z centralą w Holandii, twierdzi, że „proces wydawania decyzji o przyznawaniu limitów obecnie przebiega tak samo, jak przed wybuchem epidemii SARS-CoV-2”. Podkreśla, że skutki koronawirusa to tylko jeden z elementów, które wpływają na ryzyko w poszczególnych branżach, ale w mniejszym lub większym stopniu odczuje je każda gałąź przemysłu, począwszy od „motoryzacji, turystyki, elektroniki i sprzedaży detalicznej”.

— Dokonujemy szerokiej oceny ryzyka, na bieżąco analizujemy sytuację i podejmujemy indywidualne decyzje — mówi Marek Brandt, dyrektor regionalny Credendo, odpowiedzialny za rynek polski.

Ubezpieczyciel przygotowuje się do znaczącego wzrostu szkód w najbliższych miesiącach. Reaguje też Coface.

— Przeglądamy ekspozycję kredytową zarówno w ujęciu branżowym, biorąc pod uwagę sektory, które są albo będą zainfekowane skutkami COVID-19, jak i w ujęciu indywidualnym, kierując się najniższą oceną ratingową — mówi Jarosław Jarowski, prezes Coface’a, zakładu ubezpieczeniowego z francuskimi korzeniami.

Dla Eulera Hermesa (EH), ubezpieczyciela należącego do niemieckiej Grupy Allianz, sytuacja jest wyjątkowa. Firma nie stosuje gotowych szablonów do oceny kondycji kontrahentów ubezpieczonych klientów. Zapewnia też, że jest stabilna finansowo i operacyjnie, co uzasadnia wysokimi kapitałami własnymi (2,91 mld EUR na koniec 2019 r.) i ratingami: Aa3 od agencji Moody’s i AA od S&P.

— Jesteśmy firmą działającą na rynku już od 100 lat. W tym czasie przetrwaliśmy razem z naszymi klientami wiele kryzysów i przejdziemy także przez obecny, zachowując niezbędną ostrożność w zarządzaniu działalnością naszą i klientów — deklaruje Maciej Harczuk, członek zarządu Eulera Hermesa odpowiedzialny za sprzedaż.

Szeroka perspektywa

Ekonomiści z Allianza Reaserch, wspierający EH, zakładają w głównym scenariuszu głęboką globalną recesję w pierwszej połowie 2020 r. w przeważającej większości gospodarek rozwiniętych i wschodzących, a następnie ożywienie typu U. Ich zdaniem każdy miesiąc ograniczeń na całym świecie może prowadzić do 538 mld USD strat w eksporcie. Analitycy spodziewają się, że w II kwartale tego roku światowy PKB skurczy się o 15 proc. r/r, czyli o tyle, ile łącznie w latach 2008-09. Ożywienie działalności gospodarczej jest realne najwcześniej w drugiej połowie 2020 r. Wyjście z recesji będzie stanowić poważne wyzwanie dla niektórych firm, zwłaszcza nadmiernie zadłużonych i mających mały kapitał własny, ponieważ straty w obrotach podczas kryzysu będą trudne lub wręcz niemożliwe do zrekompensowania w tym roku.

Ponadto liczba niewypłacalności w 2020 r. wzrośnie na całym świecie o 14 proc. r/r, a w Polsce co najmniej o 16 proc. Analitycy uważają, że w całej Unii Europejskiej nawet 65 mln pracowników może potrzebować pomocy i różnych form wsparcia. Skala ryzyka jest więc ogromna i takie też muszą być środki dostosowujące i zapobiegające rozszerzaniu się kryzysu na kolejne firmy, sektory i kraje. Redukcja limitu ubezpieczenia kredytu kupieckiego to problem globalny, a działania ubezpieczycieli z różnych stron świata są podobne.

— Nawet jeśli niektórzy ubezpieczyciele zaczęli być bardziej restrykcyjni w poszczególnych krajach, m.in. w Chinach, we Włoszech i w Hiszpanii, oraz branżach: lotniczej, hotelarskiej czy turystycznej, to limity analizowane są indywidualnie dla każdego przypadku, a nie na podstawie sytuacji makroekonomicznej. Limity kredytowe, zwłaszcza w sektorach: motoryzacyjnym, transportowym, metalowym, tekstylnym, paliwowym, detalicznym i budowlanym, są sprawdzane na bieżąco przez wszystkich ubezpieczycieli. Zanotowaliśmy, że już rozpoczęto redukcję pokrycia limitowego w tych branżach ze względu na obniżoną zdolność kredytową podmiotów — mówi Zbigniew Brzozowiec, dyrektor departamentu ubezpieczeń należności brokera Willis Towers Watson.

Pomoc rządowa

Praca nad pakietem pomocowym wre. „Rozwiązania KUKE ze wsparciem skarbu państwa dla polskich eksporterów będą dużo elastyczniejsze niż dotychczas, ponieważ znika wymóg tzw. krajowości towarów i usług. To jest szczególnie ważne dla przedsiębiorstw, które dużą część produkcji realizują w innych krajach, a także dla firm zajmujących się reeksportem. Ubezpieczeniem KUKE będzie mogła też być objęta sprzedaż prowadzona przez spółki zależne” — informuje biuro prasowe państwowego ubezpieczyciela w odpowiedzi na pytania „PB”.

— Plusem jest zmiana podejścia do „polskości” produktu [nie trzeba będzie udowadniać krajowego pochodzenia sprzedawanego dobra — red.] oraz możliwość korzystania z gwarancji skarbu państwa również przez spółki córki polskich firm. Jeżeli te zmiany wejdą w życie, część podmiotów na pewno je doceni. Nie ma jednak żadnych informacji, aby tarcza antykryzysowa była ukierunkowana na wsparcie ubezpieczeń należności krajowych — zauważa Marcin Olczak.

Kolejnym ułatwieniem dla polskich eksporterów jest decyzja Komisji Europejskiej o uznaniu wszystkich krajów wspólnoty i wybranych największych gospodarek OECD za tymczasowo nierynkowe. Oznacza to, że eksport do tych krajów dóbr i usług sprzedawanych w kredycie kupieckim może być ubezpieczony przy wsparciu skarbu państwa. Dotychczas było to niemożliwe (takie usługi mogły oferować tylko komercyjne zakłady ubezpieczeń). KUKE może więc zaoferować gwarantowane przez skarb państwa ubezpieczenie należności handlowych za towary lub usługi wysłane np. do Włoch czy Hiszpanii, gdzie ryzyko braku zapłaty przez kontrahenta jest istotnie wyższe w związku ze skalą epidemii. KUKE będzie odpowiadać nie tylko za ubezpieczanie finansowania kontraktów inwestycyjnych na zagranicznych rynkach, ale może także wspierać przedsięwzięcia inwestycyjne realizowane w kraju, które finalnie będą służyły eksportowi. Dopuszczalne stanie się więc np. ubezpieczanie budowy czy rozbudowy hotelu, który będzie gościł turystów z zagranicy, lub ubezpieczenie finansowania linii do produkcji eksportowej.

— Część korzystnych dla firm rozwiązań, które zależały wyłącznie od zmian w naszych regulacjach wewnętrznych, już obowiązuje — np. podniesienie poziomu ochrony do 100 proc. w ubezpieczeniach eksportowych dóbr inwestycyjnych. Zgodnie z oczekiwaniami klientów przedłużyliśmy też do 120 dni termin złożenia zlecenia do windykacji. Obserwujemy, że wielu z nich, mimo rosnącego ryzyka, chce nadal realizować dostawy do kontrahentów i jednocześnie wspierać ich płynność poprzez przesuwanie terminów płatności. Następne rozwiązania wspierające eksporterów będziemy wprowadzać stopniowo w najbliższym czasie. Wiemy, jak ważne są dla polskiego biznesu — mówi Janusz Władyczak, prezes KUKE.

OKIEM EKONOMISTY

Tarcza wciąż jest za mała

PROF. STANISŁAW GOMUŁKA, główny ekonomista Business Centre Club, minister finansów w gabinecie cieni BCC, członek Narodowej Rady Rozwoju

Ubezpieczenia należności to bardzo ważny instrument — w szczególności dla polskich eksporterów. Obecnie firmy z krajów ościennych mają spore problemy płynnościowe. Liczba bankructw wśród odbiorców towarów od polskich przedsiębiorców może być duża, co grozi brakiem zapłaty należności. Ryzyko jest bardzo duże, dlatego przypuszczam, że koszt ubezpieczenia mocno wzrośnie. Problemy firm to sprawa niecierpiąca zwłoki. Jeśli pomoc zacznie być realizowana za dwa tygodnie, będzie spóźniona o miesiąc. Jakie będą koszty tego spóźnienia dla gospodarki? Prawdopodobnie duże. Poza tym pomoc, np. PFR, nie dotyczy firm ze spadkiem dochodów mniejszym niż 25 proc., a w tym przedziale może być całkiem sporo przedsiębiorstw dużych i bardzo dużych, zatrudniających powyżej 250 pracowników.

Płynność z PFR

Polski Fundusz Rozwoju (PFR) również przygotował pakiet pomocy dla mikro-, małych i średnich oraz dużych firm, który ma pomóc w utrzymaniu płynności. Warunkiem skorzystania ze wsparcia jest spadek obrotów co najmniej o 25 proc. Tarcza finansowa obejmuje trzy rodzaje pomocy: pożyczki i roczne lub dwuletnie obligacje na ratowanie płynności, trzyletnie pożyczki preferencyjne z opcją umorzenia do 75 proc. wartości oraz instrumenty kapitałowe, jak obejmowanie udziałów i akcji przez PFR na zasadach rynkowych.

Jak działa ubezpieczenie należności?

Kredyt kupiecki to umowne odroczenie terminu zapłaty za usługę lub towar. Można go ubezpieczyć — polisa chroni firmę przed nieplanowanymi i nagłymi stratami spowodowanymi brakiem zapłaty należności przez kontrahenta. Gwarantuje ona pokrycie wierzytelności do określonego przez ubezpieczyciela limitu. Tego typu produkty oferuje państwowe KUKE oraz kilku komercyjnych graczy, np.: Euler Hermes, Ergo Hestia, Atradius, Crededo i Coface.

Poznaj program konferencji "Dystrybucja w obrocie zagranicznym", 4-5 listopada 2020, Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Wysota, współpraca Sylwia Wedziuk

Polecane