Eurostat stawia szlaban

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 27-09-2011, 00:00

Polska buduje koalicję, która przekona Brukselę do wyłączenia projektów PPP z długu publicznego

893 km — tyle jest w Polsce autostrad. W budowie mamy ponad 700 km szybkich tras. Większość odcinków, finansowanych przez państwo, jest mocno opóźniona. Powstaną w latach 2012-14 i wtedy będziemy mieć niemal pełną sieć autostradową. Oprócz odcinka Warszawa — Terespol brakować będzie „tylko” 140-kilometrowego odcinka A1 Tuszyn — Pyrzowice. Rząd chciał zbudować go w modelu publiczno- -prywatnego partnerstwa (PPP). Przetarg miał być ogłoszony w tym roku. Jednak konieczność włączania PPP w dług i deficyt publiczny ostudził zapał resortu finansów, więc na szybki konkurs ofert nie ma co liczyć.

Zostaje „gierkówka”

Resort infrastruktury i Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad czekali z ogłoszeniem przetargu na opinię Eurostatu dotyczącą tego, czy projekt A1 wliczać w dług i deficyt budżetowy. — Niedawno ją otrzymaliśmy. Eurostat ostrożnie podchodzi do wyłączania projektów PPP z długu i deficytu — mówi Radosław Stępień, wiceminister infrastruktury. Mówiąc wprost — Eurostat nie chce słyszeć o niewliczaniu kosztów A1 w dług i deficyt budżetowy. Jak w takim razie dojedziemy do Katowic? — Jestem przekonany, że odcinek Tuszyn — Pyrzowice wybudujemy w formule PPP. Pracujemy nad projektem budowlanym dla niego i będziemy budować odcinek Stryków — Tuszyn. Dzięki temu do Tuszyna dojedziemy autostradą i tam włączymy się do ruchu na dobrej jakości czteropasmówce — twierdzi Radosław Stępień. Czyli w Tuszynie czeka na nas stara, dobra „gierkówka”.

No risk, no PPP

Konieczność wliczania PPP w zobowiązania budżetu to spory problem nie tylko przy budowie A1, ale także przy realizacji innych projektów infrastrukturalnych planowanych przez samorządy. Ministerstwo Infrastruktury chciałoby w tym modelu budować także lotnisko centralne i koleje dużych prędkości. Czy trzeba będzie z nich zrezygnować? Resort zapewnia, że nie. Ma pomysł, jak PPP nie wliczać do długu i deficytu. — Budujemy koalicję, by przekonać Komisję Europejską do określenia precyzyjnych reguł dla PPP — twierdzi Radosław Stępień. Resort chce też, by Komisja Europejska na nowo zdefiniowała rodzaje ryzyka w PPP i określiła parytet jego podziału między stronę publiczną a prywatną. — No risk, no PPP. Chodzi nam o to, by Komisja Europejska jasno stwierdziła, że jeśli na przykład partner prywatny weźmie na siebie 2 z 3 rodzajów ryzyka, to projekt jest poza długiem i deficytem — twierdzi wiceminister. Oto przykład. Jeśli partner prywatny weźmie na siebie ryzyko finansowania, budowy i utrzymania autostrady, a strona publiczna ryzyko natężenia ruchu, to parytet będzie 3 do 1, więc projekt nie wchodziłby w zobowiązania budżetu. — I jeszcze jedna kwestia. Chcielibyśmy, by Bruksela jasno określiła, czy do długu i deficytu już na starcie trzeba wpisywać wszystkie zobowiązania strony publicznej w całym okresie trwania koncesji, czyli 30-40 lat, czy też roczne bieżące zobowiązania. To ogromna różnica — mówi Radosław Stępień. To fakt. Zazwyczaj w projektach PPP w tzw. modelu za dostępność prywatny partner pobiera opłaty od użytkowników, które przekazuje podmiotom państwowym, które płacą mu za udostępnienie obiektu. Początkowo państwo dokłada do inwestycji, ale kiedy po latach zaczyna się ona zwracać, partycypuje w zyskach. Roczne płatności liczone są w milionach złotych, ale gdyby na starcie trzeba było zaliczyć do długu cały projekt, trzeba by powiększać go o miliardy, co byłoby zabójstwem da niejednego budżetu. — Mamy w pamięci niedawny przykład Portugalii, której Komisja Europejska zaleciła wliczyć w dług i deficyt nawet już istniejące PPP, co spowodowało spore kłopoty. Chcemy mieć pewność, że PPP nie musimy wliczać w dług: ani teraz, ani za 5-10 lat — podkreśla Radosław Stępień.

Wyjście awaryjne

Polskie pomysły dotyczące PPP i deficytu popiera np. Rumunia, natomiast Szwecja nie chce, by PPP było ucieczką przed rzeczywistym określaniem długu i deficytu. Wygląda więc na to, że przekonanie Brukseli do racji prezentowanych przez polski rząd może potrwać miesiące, a może nawet lata. Tymczasem właśnie ruszają dyskusje związane z realizacją inwestycji z funduszy unijnych na lata 2014-20. Może więc zamiast starać się przekonać Brukselę do nowego definiowania PPP, warto włączyć przewidziane w tym modelu inwestycje na listę unijną? — Można też postarać się o połączenie funduszy unijnych z prywatnymi w PPP — uważa Radosław Stępień. W przyszłej perspektywie Polska ma dostać około 80 mld EUR. To więcej niż obecnie, jednak potrzeby inwestycyjne są tak duże, że bez PPP się nie obejdzie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy