Giełda odżyje jesienią

Jagoda Fryc
opublikowano: 2015-08-12 22:00

Wrzesień i październik to dobry moment na zakupy akcji, zwłaszcza największych i najmniejszych spółek — uważa Tomasz Tarczyński, prezes Opoka TFI.

W perspektywie najbliższych kilkunastu miesięcy Polska będzie jednym z najlepszym miejsc do inwestowania w akcje, biorąc pod uwagę stosunek zysku do ryzyka — przekonuje Tomasz Tarczyński. Po akcje radzi się wybrać jesienią.

DLA ZAMOŻNYCH:
DLA ZAMOŻNYCH:
Opoka TFI, której szefem jest Tomasz Tarczyński, zarządza dziewięcioma funduszami zamkniętymi, skierowanymi do inwestorów z grubym portfelem. Ich aktywa łącznie warte są 940 mln zł.
Grzegorz Kawecki

— Pod koniec października odbędą się wybory parlamentarne. Im będzie do nich bliżej, tym więcej potencjalnie negatywnych informacji będzie w cenach. Uważam jednak ten czynnik za mniej istotny, bo inwestorzy większość złych informacji z Polski już zdyskontowali, nawet jeżeli mają charakter trwały — przekonuje prezes Opoka TFI.

Specjalista uważa, że teraz ważniejsze dla naszego rynku stają się czynniki globalne. Sprzyjać ma nam sytuacja na innych giełdach, w szczególności rynków wschodzących.

— Rynki wschodzące na razie przeżywają trudne chwile. Rynek chiński gwałtownie koryguje dynamiczne zwyżki z początku roku, a farmerzy, szwaczki i inni lokalni inwestorzy detaliczni, zachęcani wcześniej przez komunistyczne władze do kupowania akcji, na własnej skórze przekonują się, że giełda może spadać. Chiny to jednak ostatni epizod w długoterminowej słabości całego koszyka indeksów emerging markets — tłumaczy Tomasz Tarczyński.

Jego zdaniem, jeszcze w tym roku, po czterech latach trendu spadkowego, nastąpi przesilenie na rynkach wschodzących, a co za tym idzie, również na najbardziej powiązanej z nimi klasie aktywów, czyli surowcach.

— Po przesileniu nadejdą zwyżki o charakterze średnioterminowym, które będą zresztą zgodne z najczęstszym schematem etapów hossy na rynkach globalnych, w którym w ostatniej fazie rosną towary i spółki związane z ich produkcją. Odbicie na emerging markets pomoże też rynkowi polskiemu — prognozuje szef Opoki. Jeśli inwestować na GPW, to w jego ocenie tylko w spółki najmniejsze oraz największe. Krajowe „średniaki” są już za drogie. Powód? Dotychczas inwestorzy szerokim łukiem omijali duże firmy, bo bali się ryzyka politycznego. Najmniejszym przeszkadzała natomiast niska płynność. Giełdowi gracze kierowali się więc do średnich przedsiębiorstw, pompując ich wyceny do horrendalnych poziomów. Teraz trend ma się odwrócić. Coraz większego blasku nabiera także złoto. — Nie jest ono wprawdzie klasycznym surowcem, ale po ostatnich spadkach wydaje się, że też

jest blisko dołka. Mówimy tutaj o cenie w dolarze, bo w większości walut, w tym w złotych, dołek został zanotowany już ponad rok temu. Złoto nie chroni przed szeroko rozumianymi kryzysami, ale świetnie się sprawdza przy deprecjacji lokalnych walut. Ponadto jest świetnym uzupełnieniem portfela, ze względu na niską korelację z pozostałymi aktywami — przekonuje Tomasz Tarczyński. Ekspert ostrzega równocześnie, że nad rynkami wisi brak poważniejszej korekty na Wall Street, bez której ryzyko inwestycyjne jest podwyższone.

— Istnieje możliwość, że w USA będziemy mieli kolejny rok bez spadku powyżej 10 proc. Do wygórowanych wycen na Wall Street doszło drastyczne pogorszenie szerokości rynkowych. Coraz mniej spółek uczestniczy w zwyżkach. W lipcu Nasdaq poprawił szczyt przy najgorszych szerokościach w historii, gorszych nawet niż w marcu 2000 r., kiedy pękła bańka internetowa — przypomina prezes Opoki.