Gracz zespołowy

Mogło go wessać londyńskie City. Od życia chciał jednak czegoś więcej – niezależności. Udowodnił, że w Polsce można odnieść sukces na miarę start-upów z Doliny Krzemowej. Przemysław Gacek wyznacza standardy na rynku cyfrowej rekrutacji.

Trudno sobie wyobrazić start w gorszym momencie. Rok 2000. Pęknięcie bańki internetowej na światowych giełdach. W Polsce początek spowolnienia gospodarczego. Telefon komórkowy to dobro luksusowe, a o sieciach społecznościowych i mobilnym internecie nikt jeszcze nie słyszał. Otwieranie w takiej chwili biznesu z pogranicza rekrutacji i IT trąciło brawurą, jeśli nie szaleństwem. Zaczęli z kapitałem 4 tys. zł. Mit założycielski głosi, że połowa poszła na zakup drukarki.

Dream team:
Zobacz więcej

Dream team:

W doborze współpracowników Przemysław Gacek kieruje się zasadą: najpierw kto, potem co. Od lewej członkowie zarządu Grupy Pracuj: Paweł Leks, dyrektor zarządzający emplo, Rafał Nachyna, dyrektor zarządzający Pracuj.pl, Maciej Noga, odpowiada m.in. za akwizycje, Grażyna Rzehak m.in. za strategię HR, Mykola Mykhaylov, dyrektor zarządzający spółki Rabota.ua, Gracjan Fiedorowicz, odpowiada m.in. za politykę finansową, Przemysław Gacek, m.in. za strategię rozwoju firmy.

— Pracowaliśmy z domu. Pozyskałem kilku znajomych gotowych na trwającą kilkanaście miesięcy harówkę za grosze — opowiada Przemysław Gacek, pomysłodawca i prezes Pracuj.pl. Rafał Szczepanik, Maciej Noga, Oksana Świerczyńska, a także Paweł Leks i Marcin Pietras — niemal w każdym wywiadzie menedżer wymienia osoby, które 18 lat temu mu zaufały, podjęły ryzyko i razem z nim tworzyły firmę.

Randkowy biznes

W branży HR był nowicjuszem. Nawet rekrutacyjne realia znał głównie z teorii. Po skończeniu studiów w 1999 r. starał się o pracę w firmie doradczej Accenture. Ale z powodu wyjazdu na konferencję w Rumunii spóźnił się — o dzień — na rozmowę kwalifikacyjną. To jedyny raz, kiedy szukał posady. Biznesowy sukces wcale nie wydawał się pewny. Sceptycznych głosów nie brakowało. Czarne scenariusze — zapewnia — tylko jednak dodawały mu energii. Jeśli się rozwijać, to wtedy, gdy inni, nawet wielcy i silni, dają za wygraną. Gdzie i kiedy nabrał takiej śmiałości? Przez pół roku pracował w Londynie jako konsultant w PricewaterhouseCoopers, dzisiejszej PwC.

— Wówczas powziąłem zamiar założenia swojej firmy w Polsce — wspomina Przemysław Gacek. Dzięki pomysłom, które podpatrzył w Anglii, uruchomił wraz z kolegami spółkę Communication Partners i serwis Pracuj.pl. Ale od początku. Do PwC Przemysław Gacek trafił w październiku 1999 r. w ramach programu stażowego, zaraz po skończeniu ekonomii na Uniwersytecie Warszawskim. Do Wielkiej Brytanii wyjeżdżał z jednym garniturem i parą dziurawych butów, za pożyczone od mamy pieniądze.

Zagraniczna praktyka dla świeżo upieczonego absolwenta — podkreśla — dzisiaj jest czymś normalnym, ale wtedy była niezwykłą nobilitacją. Polska nie należała przecież jeszcze do Unii Europejskiej i strefy Schengen. Przyszły menedżer rozważał dwie możliwości: zostać i zapuścić korzenie w Anglii lub wrócić do Polski i założyć firmę.

— W PwC mi się nie podobało. Nie w smak mi były tak duże struktury i kariera finansisty. Postanowiłem zrobić coś własnego w kraju — opowiada. Pomysł na biznes znalazł przypadkiem. W Londynie wpadł mu w ręce przewodnik po różnych szkoleniach — językowych, z przedsiębiorczości i... szydełkowania. Wydająca go firma miała w swoim portfolio także publikację poświęconą pracodawcom. Zaczął się zastanawiać, czy podobna broszura nie znalazłaby uznania studentów i absolwentów w Polsce. Po powrocie do Warszawy zaczął wydawać magazyn z ofertami zatrudnienia o prostym i wyrazistym tytule: „Pracodawcy”.

Niełatwo było zdobyć czytelników, a przede wszystkim ogłoszeniodawców. Ale się udało — m.in. dzięki fantazji handlowców. Jeden z nich nie mógł sprzedać reklamy na okładce periodyku. Klient się wahał. Handlowiec powiedział mu, że ma czas do piętnastej, bo wtedy będzie zamykanie wydania. Wyznaczenie deadline’u nic nie dało. Sprzedawca wysłał więc e-maila: „Piętnasta mija, okładka niczyja”. Rymowanka tak rozbawiła klienta, że kupił reklamę bez targowania się.

— Menedżerowie sprzedaży musieli być na samym początku bardzo kreatywni. Wymyślali nietuzinkowe scenariusze i na szkoleniach zachęcali handlowców do łamania konwencji. To była nasza przewaga nad korporacjami, które z definicji nie pozwalały sobie na odrobinę humoru, luzu, fantazji — komentuje prezes. Innowacje — wyjaśnia — wpisane są w model biznesowy spółki. Przejawia się to m.in. w otwartości na nowe technologie. Przykładem jest analityka, obejmująca zarówno wewnętrzne procesy firmy, jak i funkcje oferowane przez serwisy, choćby Pracuj.pl. Przemysław Gacek lubi powtarzać — za Peterem Druckerem — że zarządzać można tylko tym, co umiemy zmierzyć. Opiera działalność na liczbach — dzięki temu wykracza ona daleko poza publikowanie ogłoszeń o pracy w sieci.

— Nasz biznes ma charakter randkowy. Z jednej strony są pracodawcy, z drugiej kandydaci — trzeba ich łączyć w szczęśliwe pary — tłumaczy obrazowo właściciel szacowanej na ponad miliard złotych firmy (zarząd nie potwierdza tej wyceny). Dodaje, że analityka danych i zachowań kandydatów w sieci pozwala podpowiadać im najlepsze oferty. Tym samym pracodawcy dostają lepsze życiorysy — ułatwia to selekcję aplikantów i skraca rekrutację.

Gen przedsiębiorczości

Dziś Grupę Pracuj tworzy ponad 700 osób, które pracują dla marek: Pracuj.pl, eRecruiter, emplo i Rabota.ua. To jedna z największych prywatnych firm w Polsce (według rankingu „Forbes’a”). Oferuje największy w kraju serwis rekrutacyjny — co miesiąc 2,5 mln Polaków szuka w nim ofert zatrudnienia. Z usług spółki korzysta ponad 40 tys. klientów biznesowych z 40 krajów. Imponujące osiągnięcia jak na biznes, który metrykalnie dopiero osiąga dorosłość.

Czy hucznie uczci osiemnastkę? Pomysłodawca Pracuj.pl zaznacza, że świętować to jedno, a spocząć na laurach to zupełnie inna sprawa. — Czuję się jak ojciec, którego dziecko stało się nieco starsze, ale to ciągle jeszcze dziecko. Jest jeszcze wiele do zrobienia — mówi Przemysław Gacek. Polski wariant amerykańskiego mitu self-made mana — człowieka, który stworzył sam siebie? Przemysław Gacek nie wierzy w karierę od zera do milionera, jeśli nie można liczyć na wsparcie wielu osób.

— Na każdy sukces, choćby okupiony determinacją, ciężką pracą, składają się również przesłanki zewnętrzne — miejsce urodzenia, pochodzenie, dziedzictwo kulturowe — zauważa założyciel rekrutacyjnego giganta. Smykałkę do interesów odkrył jako 16-latek. W wakacje z siostrą i kilkoma kolegami sprzedawał podręczniki na podwarszawskich targach. Ciężko było zrywać się o czwartej nad ranem, rozkładać łóżka polowe i wykładać na nich książki. Długie godziny na słońcu, a wieczorem podróż maluchem z przyczepką do Warszawy lub Łodzi, by uzupełnić zapasy — tak wyglądał typowy dzień nieopierzonych biznesmenów. Podręcznikowy biznes okazał się strzałem w dziesiątkę — małolaty w sezonie zarabiały tyle, ile dorośli przez cały rok na etacie.

— Nie mniej ważna była frajda, którą sprawiały mi rozmowy z klientami, próby zrozumienia ich potrzeb, momenty ubijania transakcji. Te doświadczenia wpłynęły na moje późniejsze wybory — wskazuje urodzony w 1974 r. menedżer. Wierzy, że gen przedsiębiorczości przekazali mu najbliżsi. Jako nastolatek jeździł do miejscowości Kozy pod Bielskiem-Białą, gdzie jego wujek, Antoni Gacek, prowadził jedną z pierwszych firm polonijnych — Anga do dziś produkuje wysokiej jakości uszczelnienia mechaniczne. Wizyty te sprawiły, że bycie na swoim uznał za całkiem niezły sposób na życie. Pod koniec lat 80. rodzice Przemysława Gacka rozpoczęli w Warszawie produkcję pirometrów, czyli urządzeń do zdalnego pomiaru temperatury, zwykle stosowanych w górnictwie i pożarnictwie.

Działalność tę przerwała przedwczesna śmierć ojca. — Mamie brakowało wiedzy technicznej, więc nie była w stanie pociągnąć biznesu. Znała się natomiast na finansach, księgowości i podatkach. To okazało się bezcenne wiele lat później, gdy startowaliśmy i rozwijaliśmy Pracuj.pl — mówi Przemysław Gacek. Inspirację czerpie z podbudowanych naukowymi badaniami książek biznesowych. Jedną z nich są „Wielcy z wyboru: niepewność, chaos, łut szczęścia” Jima Collinsa, który wskazuje na dwie biznesowe strategie: ostrzał z kul armatnich lub nabojami małego kalibru. — Aby zbudować wielką firmę, lepiej strzelać dużo, gęsto, mniejszymi pociskami — radzi amerykański autor. My tak robimy. Inwestujemy umiarkowane w różne przedsięwzięcia. Jeśli coś zagra, wchodzimy głębiej. Jeżeli nie, rezygnacji nie towarzyszą zbyt duże straty — ujawnia Przemysław Gacek.

W swoim podręczniku Collins wspomina głośny wyścig o zdobycie bieguna południowego w roku 1911, do którego stanęli Roald Amundsen i Robert Falcon Scott. Tylko pierwszy osiągnął cel. Drugi udział w wyprawieprzypłacił życiem. Być może zabrakło mu szczęścia, ale jeszcze bardziej przezorności. Scott — w przeciwieństwie do Amundsena — nie ćwiczył przed ekspedycją biegów i nie uczył się od Innuitów technik przetrwania. Zamiast psów zabrał na biegun kucyki, zbyt słabe, by w ekstremalnych warunkach Antarktydy ciągnąć sprzęt i pożywienie.

Zapasów miał trzy razy mniej niż konkurent, choć musiały wystarczyć dla 17 członków ekipy, gdy zespół rywala liczył tylko pięć osób. Ludzie mylą szczęście z przygotowaniem, a pecha z brakiem organizacji, ryzykanctwem i beztroską — taki morał z historii sprzed ponad stu lat wyciąga Przemysław Gacek. Książka „Wielcy z wyboru” na wzór słynnego ROI (return on investment) promuje nowy wskaźnik: ROL (return on luck). Angielskie „luck” oznacza zarówno pozytywne, jak i negatywne zrządzenia losu. Porażkami również trzeba „zarządzać”. Nie ma niczego gorszego niż zostawianie spraw ich własnemu biegowi, improwizowanie, podejście „jakoś to będzie!”. Tyle teorii. A jak to wygląda z Pracuj.pl?

Lekcje z kryzysu

Grupa z sukcesem weszła na Ukrainę. Miała też chrapkę na Rosję. Zaniechała jednak ekspansji, co jej prezes uważa za właściwą decyzję. — Rosja dała nam ważną lekcję: jeśli w branży internetowych serwisów rekrutacyjnych chcesz wejść na inny rynek, musisz zostać na nim liderem. A właściwie musisz go przejąć. Na marginesie: jedyną osobą, która odradzała mi rosyjski kierunek, była moja żona Agnieszka — uśmiecha się 43-letni biznesmen.

Największe turbulencje spółka przeszła w związku z ostatnim kryzysem finansowym na świecie — osiągnęła 30-procentowy wzrost w trudnym 2008 roku, ale w następnym odnotowała 26 proc. spadku. W okresie prosperity firmy często nie kontrolują kosztów. Spowolnienie gospodarcze daje okazję pozbycia się zbędnego tłuszczu. Mądrzy przedsiębiorcy nie tną jednak głębiej niż potrzeba. — Nie odkładaliśmy trudnych decyzji. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że dopiero kryzys wywołuje przyzwolenie na zmiany — informuje Przemysław Gacek. Spółka po raz pierwszy stanęła wobec konieczności zwalniania ludzi z innych powodów niż złe podejście do obowiązków. Wręczanie wypowiedzeń — zwierza się prezes — to jedno z najtrudniejszych zadań menedżerskich.

W sprawach personalnych kieruje się zapożyczoną od Collinsa zasadą „najpierw kto, potem co”. Z pierwszego składu w firmie pozostali Maciej Noga i Paweł Leks. Bezpośrednio współpracują z nim także: Gracjan Fiedorowicz, Rafał Nachyna, Mykola Mykhalov i Grażyna Rzehak. Sukces firmy łączy z umiejętnościami i zaangażowaniem tych osób. To dream team krajowej sceny internetowej i start-upowej. Bez niego — podkreśla — Grupa Pracuj nie byłaby tym, czym jest. Zakładając w 2000 r. biznes, Przemysław Gacek wierzył, że jego przyszłość jest w sieci — choć internet w Polsce dopiero raczkował. Stworzono pierwszą wersję serwisu Pracuj.pl, a w 2002 r. przejęto portal Jobaid.pl. Działalność online traktowano jako inwestycję, od której nie oczekiwano natychmiastowych zwrotów.

— Na początku Pracuj.pl był w większym stopniu firmą wydawniczą niż internetową. Przychody zapewniał nam głównie przewodnik „Pracodawcy”. A w 2001 r. pojawił się pierwszy inwestor — ujawnia prezes Gacek. W czasie kryzysu — dopowiada — nawet najbardziej prestiżowe amerykańskie gazety broniły się przed upadkiem, rezygnując z papieru na rzecz cyfry. Także polskie tytuły prasowe zaczęły wydawać swoje wersje elektroniczne. — My mieliśmy już kilkuletnie doświadczenie online, co dawało nam przewagę na rynku — wskazuje szef Grupy Pracuj. Kręci go, że cały czas może się rozwijać wraz ze współpracownikami. Jeśli chodzi o zdobywanie wiedzy, w pewnym momencie trafił na sufit. Rozbił go — kończąc London Business School i dołączając do Young Presidents’ Organisation (YPO), stowarzyszenia zrzeszającego ponad 25 tys. młodych prezesów ze 130 krajów. Do firmy sprowadza profesorów z Harvardu.

Uwielbia też sam się dzielić doświadczeniem, czego przykładem jest jego książka „Pracuj na TAK!” z 2015 r. To osobista historia biznesowego sukcesu — lektura obowiązkowa zarówno dla studenta marzącego o własnym start-upie, jak i dla dojrzałego przedsiębiorcy. Dlaczego? Chyba najlepszą odpowiedź autor daje we wstępie: „Ta książka powstała, aby pokazać, że można coś osiągnąć, rozwijając firmę krok po kroku, nie korzystając z żadnych układów ani pomocy bogatej i ustosunkowanej rodziny oraz nie kradnąc symbolicznego pierwszego miliona”.

Rola mentora mu jednak nie wystarcza. Od kilku lat wraz z innymi menedżerami wspiera fundusz Hedgehog Fund, działający na rzecz technologicznych inicjatyw na wczesnym etapie rozwoju. Pod koniec 2017 r. z grupą przedsiębiorców i inwestorów, w tym założycieli Grupy Pracuj, zaangażował się w Market One Capital (MOC) — fundusz pomagający technologicznym start-upom zamieniać się w dojrzałe biznesy. Na wsparcie ma szansę około 30 spółek z Polski, ale także z Hiszpanii, Włoch, Rumunii i Ukrainy. Biura MOC-y już działają w Warszawie i w Barcelonie.

— W Polsce wciąż mamy mało przykładów firm internetowych, którym udało się z sukcesem zadomowić również za granicą. Brakuje osób posiadających kompetencje, które pozwoliłyby start-upom skalować swoje biznesy globalnie. Powoli będzie się to zmieniało m.in. za sprawą inicjatyw takich jak MOC — zapewniał niedawno na łamach „Pulsu Biznesu” Przemysław Gacek. Na pytanie, dlaczego przystąpił do funduszu, odpowiada krótko: sukces zobowiązuje. Wierzy, że młodzi zdolni nie są już skazani na niepewną karierę gdzieś daleko na świecie.

W Polsce można odnieść sukces, którego nie powstydziłby się żaden kozak z Doliny Krzemowej. Uzmysłowił to sobie już jako pracownik angielskiego oddziału PwC.

Menedżer z klasą

Nienaganne maniery, powściągliwość, siła spokoju — Przemysław Gacek ma to wszystko, co składa się na definicję dżentelmena. Czyżby angielski sznyt przywiózł ze stażu w Londynie? 43-letni menedżer zaznacza, że dużo ważniejsze od tego, jak mężczyzna wygląda i jakie robi wrażenie, jest postępowanie zgodne z deklarowanymi wartościami: odpowiedzialność i szacunek dla drugiego człowieka, a także równowaga między skutecznością a troską o ludzi. Od współpracowników — ale przede wszystkim od siebie — wymaga lojalności, bo biznes to sport zespołowy.

Pod wpływem coacha, cenionego w Austrii profesora i menedżera, zaczął rozumieć, że między pracą a rozrywką, trudem a przyjemnością, umysłem a ciałem musi istnieć symbioza. Czas wolny spędza z rodziną. Lubi sport na świeżym powietrzu, który zapewnia mu równowagę i pozwala się odstresować. Dzięki swoim pasjom — przekonuje — działa efektywniej jako menedżer. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Gracz zespołowy