Gruzińskie królestwo smaków

opublikowano: 27-04-2017, 22:00

Restauracja Rusiko uwiła sobie gniazdko w sercu Warszawy: w Alejach Ujazdowskich. We wnętrzu panuje radosna atmosfera. To miejsce kipi życiem.

Gospodarzem (i właścicielem) restauracji jest Davit Turkestanishvili. Szefem kuchni jest jego mama Rusiko, która wraz z ciocią Lali codziennie wyczarowuje gruzińskie przysmaki. Davit Turkestanishvili też uwielbia gotować. Dla całej trójki restauracja to drugi dom. Panują tu niemal rodzinna atmosfera i prawdziwa gruzińska gościnność.

We wnętrzu Rusiko panuje radosna atmosfera. To miejsce kipi życiem
Wyświetl galerię [1/3]

We wnętrzu Rusiko panuje radosna atmosfera. To miejsce kipi życiem Marek Wiśniewski

ZĄBKI BAKŁAŻANA

Na pierwszy ogień poszło chaczapuri. Cieniutki placek z ciasta drożdżowegoz serem podany na gorąco. Do tego zaproponowano białe gruzińskie wino Tsinandali. Spodobali się sobie. Dobry początek wieczoru. Zaraz potem nadjechały na stół „smaki Gruzji” — talerz zimnych pysznych wegetariańskich przystawek. Z doborem uniwersalnego wina do nich wszystkich było już trudniej.

A przy okazji: w Rusiko nie ma przymusu zamówienia wina na butelki, prawie wszystkie dostępne są na kieliszki. Dobór win do kuchni gruzińskiej jest prosty. Najlepiej smakują lokalne. Na marginesie: to właśnie w Gruzji narodziło się wino około sześć tysięcy lat przed naszą erą (z małym ogonkiem w prawo lub lewo).

Nie ma się co dziwić, że tamtejsze wina są bardzo dobre. Skrzyżowaliśmy przystawki ze „smaków Gruzji” z wybranymi winami. Najbardziej przyjazne było Tsinandali. Chociaż nie w każdym przypadku. Bandridżani (bakłażany z pastą z orzechów włoskich, kolendrą i granatami) z Tsinandali pokazało nieprzyjemne gorzkie ząbki. Z Kakheti (też białe wytrawne) było już bardzo dobrze. Podobnie było z cicaka (marynowana czerwona papryka z czosnkiem, selerem i owczym serem). Kakheti było też zdecydowanie lepsze. Z innymi przystawkami już brylowało Tsinandali.

NADZIANA SAKIEWKA

Przyszła teraz kolej na szczególnie lubiane przez nas pierogi chinkali w charakterystycznym kształcie sakiewek (niektórzy w Polsce mówią: cycuszków). W Rusiko chinkali wypełnione są trzema rodzajami mięs (wieprzowiną, baraniną, jagnięciną) przyprawionych kolendrą, które podczas gotowania puszczają do sakiewki sok. Dzięki temu mamy tam mięso i rosołek. Jak jeść chinkali? Zdecydowanie rękoma. Chwytamy za końcówkę sakiewki (tchipi), nadgryzamy, by wyssać rosołek, a potem spożywamy pieroga wraz z nadzieniem. Gruzini twierdzą, że chinkali to świetne antidotum na kaca, dlatego bary w Gruzji pełne są już od 7 rano. Popijają je wtedy chacha (podobne w smaku do włoskiej grappy). Zamówiliśmy przez ciekawość po kieliszku. Kombinacja nie wywołała entuzjazmu. Z Tsinandali było o niebo lepiej.

GRUSZKA W MIGDAŁACH

Z dań głównych wybraliśmy charczo — długo duszoną polską wołowinę (szponder, gicz) w sosie z orzechów włoskich z przyprawami (kolendrą, granatem, pieprzem). Rozpływała się w ustach, była zjawiskowa. W kieliszki polano czerwone Kondoli Saperavi. Świetnie się dopasowali. Przyszła kolej na deser. Zasugerowano gruszkę, wcześniej gotowaną w winie rose, z płatkami migdałów i pomarańczowym sosem. Niebo w gębie. Na pewno tu wrócimy (jeśli będą wolne stoliki). &

Restauracja Rusiko
Al. Ujazdowskie 22, Warszawa

Ogólne wrażenie 5,5
Wina do potraw 5,5
Potrawy 5,5
Wystrój wnętrza 4,0
Profesjonalizmobsługi 5,0
Na biznes lunch 4,0
Na obiad z rodziną 3,5

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: STANISŁW J. MAJCHERCZYK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu