Impeachment last minute

opublikowano: 14-01-2021, 20:00

Prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki bez jakichkolwiek podstaw formalnych, ale całkiem zasadnie bywa tytułowany „prezydentem świata”.

Co prawda nie można tego tytułu odnieść do kończącej się kadencji Donalda Trumpa, ale ten prezydent okazał się przypadkiem absolutnie wyjątkowym. Kolejni lokatorzy Białego Domu mają pod ręką kody do najpotężniejszego arsenału jądrowego, co jest wystarczającym powodem do zainteresowania całego świata szokującymi okolicznościami wyprowadzania się 45. prezydenta oraz przejmowania – które się sfinalizuje 20 stycznia w samo południe – wspomnianych kodów przez 46., czyli Josepha Bidena.

Zgodnie z partyjną arytmetyką, Izba Reprezentantów postawiła Donalda Trumpa w stan oskarżenia. Procedura usunięcia z urzędu prezydenta, wiceprezydenta i każdego funkcjonariusza cywilnego zapisana została w Konstytucji USA od razu w wersji pierwotnej z 1787 r. i nigdy nie była poprawiana. Jest bardzo czytelna – wspomniana niższa izba Kongresu to kolegialny prokurator, uchwalający zarzuty, natomiast wyższy Senat to trybunał (obradujący w tej sprawie pod przewodem prezesa Sądu Najwyższego), w którym za orzeczeniem skazującym musi opowiedzieć się co najmniej 2/3 senatorów. Ten próg jest od 234 lat tak zaporowy, że procedura impeachmentu wobec prezydenta USA nigdy nie okazała się skuteczna, na poziomie federalnym dotykała jedynie senatorów, ministrów i sędziów. W ogóle formalnym oskarżeniem kongresmenów objęci zostali tylko trzej prezydenci: 1868 – Andrew Jackson za naruszenie ustawy o kadencji; 1998 – Bill Clinton za krzywoprzysięstwo; 2019 – Donald Trump za naruszenie władzy i pogardę dla Kongresu; 2021 – Donald Trump za wywołanie 6 stycznia antykonstytucyjnego powstania, czyli sprowokowanie republikańskich rebeliantów do wdarcia się do gmachu Kongresu, co zdarzyło się pierwszy raz w dziejach USA. Skutecznym przypadkiem usunięcia prezydenta, ale we wstępnej fazie procedury, było doprowadzenie w 1974 r. do rezygnacji Richarda Nixona, który nie wytrzymał psychicznie samej zapowiedzi oskarżenia go za krętactwa.

Rotunda pod słynną na cały świat kopułą Kongresu (w tle obraz przedstawiający lądowanie Krzysztofa Kolumba) przekształciła się w sypialnię stacjonującej tam do 20 stycznia Gwardii Narodowej.

Wszystkie wcześniejsze przypadki i zarzuty bledną wobec najnowszego, federalnego, wręcz narodowego przestępstwa Donalda Trumpa. Dlatego wynik głosowania Izby Reprezentantów 232:197, przy 4 kongresmenach niegłosujących, wypada ocenić jako… niski. Za oskarżeniem opuszczającego Biały Dom sprawcy dramatu głosowało 222 demokratów, dołożyło się tylko 10 republikanów, którzy potrafili obiektywnie ocenić wydarzenia z 6 stycznia. Można obstawiać podobne rozłożenie się głosów w Senacie, w którym nominalnie panuje idealna równowaga partyjna 50:50. Wyższa izba i tak nie przeprowadzi procedury przed 20 stycznia, osądzi Donalda Trumpa jako już byłego. Zatem niezależnie od niemożności zebrania przez demokratów co najmniej 67 głosów orzekanie o usunięciu z urzędu osoby, która i tak go nie sprawuje, to abstrakcja kalendarzowa. Ale Senat w drugim głosowaniu, większością już tylko bezwzględną, czyli nawet 51:49 – warunkiem jest znalezienie się choćby jednego sprawiedliwego w szeregach republikańskich – może orzec pozbawienie Donalda Trumpa zdolności do przyjęcia i pełnienia w służbie Stanów Zjednoczonych Ameryki jakiejkolwiek funkcji honorowej lub odpłatnej. Wykluczyłoby to jego ponowne kandydowanie na prezydenta w 2024 r. i w ogóle przywództwo obozu republikańskiego. Taki jest bardzo praktyczny, a nie wyłącznie symboliczny sens uruchomienia procedury zapisanej w tytule.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane