Indeks cenowy wkrótce znajdzie dno korekty

Indeks szerokiego rynku GPW znalazł się najniżej od ponad półtora roku, jednak w ciągu roku powinien odrobić straty z nawiązką, podpowiada analiza techniczna.

W środę indeks cenowy GPW zniżkował o 0,3 proc., sięgając mimo hossy w segmencie dużych spółek pułapu najniższego od 19 miesięcy. Jeśli ten oparty w takim samym stopniu na wszystkich spółkach z warszawskiego parkietu wskaźnik nie zacznie szybko odrabiać wrześniowych strat, to wydłuży passę zakończonych spadkiem miesięcy do siedmiu (dłuższa, ośmiomiesięczna, passa zniżek miała miejsce tylko w 1998 r., czemu towarzyszył kryzys rosyjski). Nie tylko rekordowo długa seria (niezbyt głębokich wprawdzie) zniżek wskazuje na wyczerpywanie się potencjału spadkowego indeksu cenowego. Do podobnej konkluzji prowadzi analiza techniczna. Miesiąc temu wskazywałem na wyczerpywanie się potencjału relatywnego osłabienia małych spółek na tle dużych (co było zresztą pewnym falstartem, bo od tamtego czasu relacja indeksu cenowego do WIG obniżyła się jeszcze o ponad 6 proc.). Jednak poprzednia analiza pozostaje w mocy, a wnioski z niej płynące potwierdza analiza techniczna samego – opartego w ogromnej większości na notowaniach małych spółek – indeksu cenowego.

Po blisko siedmiu miesiącach przeceny, w czasie których indeks cenowy spadł o 12,9 proc, wskaźnik ten zbliżył się do ważnego wsparcia. Wsparciem tym jest dolne ograniczenie długoterminowego kanału spadkowego, wewnątrz którego indeks poruszał się od lat 90. poza okresami znacznego niedowartościowania (przede wszystkim w latach 1998-2004) oraz przewartościowania (głównie okres 2006-2012). O ile szerokiego rynku nie czeka kolejna głęboka dekoniunktura lub – co mniej prawdopodobne – bańka spekulacyjna, indeks cenowy powinien pozostać wewnątrz kanału. W takim wypadku od dna przeceny dzieliłyby go pojedyncze tygodnie, jeśli nie dni (w kategoriach potencjału przeceny do dna pozostałoby około 3 proc., przy idealistycznym założeniu że wypadłoby ono dokładnie na dolnym ograniczeniu kanału).

Alternatywnym (i jednocześnie dużo mniej prawdopodobnym) scenariuszem wydaje się być wybicie dołem z kanału, rozpoczynające idący w lata okres niedowartościowania spółek z szerokiego rynku. W takim wypadku indeks cenowy przełamałby dolne ograniczenie kanału, a wtedy jego zniżki przyspieszyłyby, rozpoczynając głęboką bessę, po której rynek wszedłby w tendencję boczną (na wzór tej z lat 1998-2003, gdy kolejne hossy i bessy znosiły się nawzajem). Taki scenariusz stałby się nieco bardziej prawdopodobny, gdyby jeszcze w tym roku wypadł szczyt hossy na globalnych rynkach (w takim wypadku w bessę z pewnością wpadłby WIG20, nie pozwalając także na odbicie notowań na szerokim rynku). Jeśli jednak globalne indeksy wrócą do zwyżek na przynajmniej kilka miesięcy, dobra koniunktura w segmencie blue chipów z Książęcej powinna pozwolić na odbicie notowań indeksu cenowego. W ramach ruchu do górnego ograniczenia kanału miałby on w przyszłym roku szanse nawet na ponad 20-procentowe umocnienie do hipotetycznego szczytu mogącego wypaść za około 12 miesięcy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Indeks cenowy wkrótce znajdzie dno korekty