Jak majątek wyciekał z PTI

opublikowano: 28-11-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Krzysztof Z., kontrowersyjny inwestor giełdowy, i byli szefowie Powszechnego Towarzystwa Inwestycyjnego usłyszeli zarzuty oszukania obligatariuszy spółki i działania na szkodę jej wierzycieli.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • dlaczego Krzysztof Z. usłyszał zarzut oszukania obligatariuszy Powszechnego Towarzystwa Inwestycyjnego (PTI), choć nie zasiadał w zarządzie firmy?
  • jacy byli menedżerowie tej kiedyś giełdowej spółki są innymi podejrzanymi w tej sprawie?
  • którzy wierzyciele PTI byli zdaniem śledczych faworyzowani i w jaki sposób, a kto został na lodzie?
  • i co z tym wszystkim wspólnego mają cenne nieruchomości, które zostały wyprowadzone z PTI?

W sierpniu ujawniliśmy, że Krzysztof Z., inwestor giełdowy unikający kontaktu z mediami, a także 10 związanych z nim osób usłyszało zarzuty w śledztwie szczecińskiej prokuratury, dotyczącym działalności gangu wyłudzającego kredyty i podatki. Okazuje się, że to niejedyne problemy z prawem kontrowersyjnego biznesmena. Poznańska prokuratura postawiła mu zarzuty oszukania obligatariuszy Powszechnego Towarzystwa Inwestycyjnego (PTI) oraz działania na szkodę wierzycieli byłej giełdowej spółki.

Upadła perła w koronie

PTI, od listopada 2015 r. funkcjonujące jako Topmedical, było „perłą w koronie” Krzysztofa Z., notowaną na GPW i inwestującą w inne firmy, m.in. z NewConnect. Jeszcze na przełomie lat 2014/15 r. spółka była wyceniana na 230 mln zł, a jej kapitał własny, przynajmniej na papierze, przekraczał 100 mln zł. Już w połowie 2015 r. spadł jednak do kilku milionów złotych, a spółka zaczęła mieć problemy z obsługą kredytów i obligacji o wartości ponad 35 mln zł. W 2016 r. okazało się, że nie stać jej nawet na... upadłość, a w marcu została wykluczona z obrotu giełdowego. I właśnie to, co działo się w końcowym okresie działania PTI, jest przedmiotem śledztwa Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

— Na podstawie m.in. zeznań kilkuset świadków, zgromadzonej dokumentacji bankowej, maklerskiej i finansowo-księgowej, wyników przeszukań i oględzin oraz opinii biegłych z dziedziny ekonomii, rynku kapitałowego oraz informatyki cztery osoby usłyszały zarzut popełnienia oszustwa przy emisji obligacji PTI serii B, C i D. Łączna wartość strat poniesionych przez obligatariuszy to 7,24 mln zł — informuje Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Oprócz Krzysztofa Z., dominującego akcjonariusza PTI, którego śledczy uważają za osobę faktycznie kierującą giełdową spółką, podejrzanymi są: Monika H., prezes PTI w latach 2013-15, Kamil J., prezes PTI w latach 2007-13 i wiceprezes w latach 2013-15, a jednocześnie siostrzeniec Krzysztofa Z., oraz Alicja W., księgowa, która w latach 2013-15 była prokurentem.

Ciemno jak pod latarnią:
Ciemno jak pod latarnią:
Choć Krzysztof Z. i grupa kojarzonych z nim osób przewinęła się przez akcjonariat i organy wielu spółek publicznych, to rynek zbyt dużo o ich działaniach nie wie. Krzysztof Z. raczej woli pozostawać w cieniu i unika kontaktu z mediami, a jeśli jego nazwisko się w nich pojawia, to często w związku z jakimiś kontrowersjami. Wypowiada się jeszcze rzadziej — zdecydował się na to m.in. pod koniec 2009 r., kiedy jako pełnomocnik zarządu PTI informował o planach przejścia spółki z NewConnect na GPW. Pięć lat później głośno było o tym, że PTI podpisało list intencyjny w sprawie zakupu 33 proc. akcji giełdowej spółki Hawe. W transakcji wycenianej na około 80 mln zł sprzedającym miał być Marek Falenta, główny bohater afery podsłuchowej. Negocjacje spaliły jednak na panewce.
Piotr Chatkowski

Kasa dla swoich

Z kwalifikacji prawnej zarzutów wynika, że oszustwo miało polegać m.in. podawaniu przez władze PTI nieprawdziwych danych (lub zatajaniu prawdziwych), mających istotne znaczenie dla kupna obligacji i mogących w istotny sposób wpłynąć na ocenę zdolności PTI do ich wykupu.

— Krzysztof Z., Kamil J. i kolejny z prezesów PTI — Wojciech S. [szefem spółki był w latach 2015-21 — aut.] usłyszeli też zarzuty faworyzowania części wierzycieli PTI oraz udaremniania zaspokojenia pozostałych wierzycieli przez usuwanie i przenoszenie na nowo utworzone, kontrolowane przez siebie podmioty składników majątku PTI o łącznej wartości prawie 16,3 mln zł — mówi Łukasz Wawrzyniak.

Z ustaleń śledczych wynika, że faworyzowana była nie jakaś przypadkowa część wierzycieli PTI, lecz osoby i podmioty powiązane ze spółką (firmy portfelowe PTI) oraz Krzysztofem Z. (członkowie jego rodziny).

Według informacji PB chodzi o wydarzenia z marca i maja 2015 r., kiedy PTI miało już problemy z płynnością finansową potwierdzone przez biegłego rewidenta, który badając sprawozdanie za 2014 r. wydał opinię z zastrzeżeniem, wskazując m.in. na przeterminowane zobowiązania spółki. Mimo to PTI wykupiło obligacje własne o wartości 3,6 mln zł za około 3,4 mln zł.

Ostatnia transakcja nastąpiła 6 maja 2015 r., czyli… dwa dni przed tym, jak PTI nie wypłaciło odsetek od obligacji jednej z serii, na co potrzebowało kwotę dużo niższą niż wydana na skup obligacji. Już wtedy na forach internetowych inwestorzy sugerowali, że transakcje mogą być ustawione i jako takie stanowią przestępstwo. Siedem lat później do podobnych wniosków doszła też prokuratura.

Najpierw transakcja, potem zgoda

Zdaniem poznańskich śledczych „usuwaniem składników majątku PTI na szkodę wierzycieli” był nie tylko wykup obligacji od powiązanych podmiotów. Pod koniec działalności PTI doszło też do wytransferowania majątku wartości kilku milionów złotych przez „nieuzasadnione ekonomicznie transakcje nabywania akcji spółki portfelowej”. I w tym wypadku beneficjentami miały być podmioty powiązane z PTI i podejrzanymi, które dzięki temu mogły wyjść z inwestycji.

Za działanie na szkodę wierzycieli prokuratura uznaje też przeniesienie zorganizowanych części przedsiębiorstwa (ZCP) PTI, w których skład wchodziły nieruchomości. Śledczy nie ujawniają, o które nieruchomości chodzi, ale zapewne o te w Zielonej Górze i Nowej Soli. 28 września 2015 r. walne zgromadzenie akcjonariuszy PTI, na którym większość akcji miał Krzysztof Z., wyraziło zgodę na zbycie dwóch ZCP z tymi nieruchomościami przez wniesienie aportu na pokrycie udziałów PTI w nowo założonych spółkach Rowet i Siver.

Zajrzeliśmy do ksiąg wieczystych tych nieruchomości. Wynika z nich, że zostały wniesione aportem do Rowetu i Sivera w sierpniu 2015 r., czyli… ponad miesiąc wcześniej, niż walne PTI wyraziło zgodę na te czynności.

Obie nieruchomości historycznie należały do grupy giełdowego Zastalu (dziś PGF Polska Grupa Fotowoltaiczna), firmy także kojarzonej z Krzysztofem Z., a PTI kupiło je we wrześniu 2014 r. (Nowa Sól) i marcu 2015 r. (Zielona Góra). Za drugą nieruchomością PTI zapłaciło 9,95 mln zł, czyli ponad 3,5 razy więcej niż kwota, na jaką wyceniono ZCP z tą nieruchomością przy wnoszeniu jej aportem do Rowetu zaledwie kilka miesięcy później.

Budynek z bogatą przeszłością:
Budynek z bogatą przeszłością:
Na zielonogórskim biurowcu z lat 70. wciąż widnieje logo Zastalu. Budynek o powierzchni użytkowej ponad 3,5 tys. m kw. nie należy jednak do tej spółki. Choć w ostatnich latach kilka razy zmieniał właściciela, wciąż znajduje się w orbicie wpływów Krzysztofa Z. i powiązanych z nim osób.
Piotr Jędzura

Poszkodowani: bank i gmina

Dwie nieruchomości były ponadto przedmiotem dalszych transakcji. Ta w Zielonej Górze w 2016 r. najpierw trafiła do spółki Diamentowy Park, a potem do Asasu (właścicielami i menedżerami obu firm były i są osoby oraz podmioty pojawiające się w innych spółkach kojarzonych z Krzysztofem Z.). Właścicielem tej w Nowej Soli — również w 2016 r. — została zarejestrowana w Niemczech firma MZ Group.

Z ksiąg wieczystych wynika, że egzekucje z obu nieruchomości próbuje prowadzić, na razie nieskutecznie, SGB Bank, który we wrześniu 2014 r. i marcu 2015 r. finansował zakup tych działek przez PTI i dlatego ma na nich ustanowione hipoteki na po około 12 mln zł. Na nieruchomości zielonogórskie sąd ustanowił na wniosek banku zakaz zbywania i obciążania. Hipotekę przymusową, na 428 tys. zł, ma też na niej gmina Zielona Góra. Chodzi o niezapłacony podatek od nieruchomości za okres od października 2017 r. do marca 2021 r.

W artykule sprzed miesiąca, w którym ujawniliśmy, że od ponad trzech lat Krzysztof Z. jest formalnie bankrutem, napisaliśmy, że podobny status mają liczne związane z nim firmy, w tym notowane kiedyś na GPW lub NewConnect. Z ustaleń PB wynika jednocześnie, że części z nich przez lata udaje się dysponować nieruchomościami o dużej wartości, a jednocześnie nie płacić od nich podatku czy opłat za użytkowanie wieczyste oraz skutecznie unikać egzekucji.

Egzekucje próbują prowadzić głównie najwięksi wierzyciele Krzysztofa Z. i powiązanych z nim osób i firm, czyli banki — oprócz SGB Banku i banków spółdzielczych z jego grupy są to Bank Ochrony Środowiska i Bank Millennium.

Nie przyznają się do winy

Część długów przejęły od banków firmy windykacyjne. To właśnie jedna z nich stała za artykułem sponsorowanym, który na początku 2021 r. ukazał się w „Gazecie Finansowej”. Można było w nim przeczytać, że w pierwszej połowie 2015 r. Krzysztof Z. rozpoczął „transfer majątku na niebywałą skalę”, w ramach którego pozbył się co najmniej pięciu mieszkań, trzech nieruchomości gruntowych oraz udziałów w dwóch spółkach. Te aktywa miały trafić do żony inwestora Violetty, jego córek, a także firm zarejestrowanych w Wielkiej Brytanii. Ponadto nieruchomości zmieniały właściciela kilkakrotnie — były wnoszone aportem do firm i sprzedawane kolejnym spółkom, a przy tym obciążane wysokimi hipotekami.

Z artykułu wynikało też, że upadłość w Wielkiej Brytanii ogłosił nie tylko Krzysztof Z., ale też jego syn Jakub (m.in. były członek rady nadzorczej PTI) i siostrzeniec Kamil J. (m.in. były prezes PTI, jeden z piątki podejrzanych w poznańskim śledztwie). Z publikacji można też było dowiedzieć się o licznych postępowaniach sądowych wytaczanych przez wierzycieli, a jej autorzy przyznawali, że „wymiar sprawiedliwości nie potrafi udowodnić dłużnikom ucieczki z majątkiem”.

Czy śledztwo poznańskiej prokuratury sprawi, że to zdanie będzie nieaktualne? O tym zdecyduje zapewne proces piątki podejrzanych przed sądem karnym. Z ustaleń PB wynika, że kilka lat temu sądy gospodarcze uznawały za uprawdopodobnione, że transakcje z 2015 r. na nieruchomościach w Zielonej Górze i Nowej Soli zostały „zdziałane z pokrzywdzeniem wierzycieli”.

Tymczasem z informacji PB wynika, że Krzysztof Z. i pozostała czwórka podejrzanych nie przyznaje się do przedstawionych im zarzutów. Wobec wszystkich prokuratura zastosowała wolnościowe środki zapobiegawcze: dozór policji, obejmujący m.in. zakaz kontaktowania się podejrzanych, zakaz opuszczania kraju, a także poręczenia majątkowe w łącznej wysokości 450 tys. zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane