Jak urzędnicy Śródmieścia faulują Legię Warszawa

opublikowano: 21-03-2018, 22:00

Prokuratura wszczęła śledztwo, w którym bada, czy urzędnicy popełnili przestępstwo na szkodę klubu. Chodzi o zajęcie 5 mln zł z tytułu podatku od nieruchomości

Koniec grudnia to dla polskich klubów piłkarskich najtrudniejszy moment w sezonie pod względem płynności finansowej. Liga ma przerwę, co oznacza brak wpływów z dnia meczowego, potencjalni sponsorzy dopiero planują budżety na następny sezon, koszty utrzymania drużyny są na stałym poziomie. Ponadto dochodzą dodatkowe wydatki w postaci transferów nowych piłkarzy. W przypadku Legii Warszawa ta ostatnia pozycja miała być znacząca, bo runda jesienna dowiodła, że drużyna potrzebuje wzmocnienia. I w tym momencie z konta stołecznego klubu zniknęło blisko 5 mln zł, zajęte na wniosek Urzędu Dzielnicy Śródmieście Miasta Warszawy. Legia odwołała się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego (SKO), dowodząc, że decyzja była nieprawidłowa. Po ponad dwóch miesiącach SKO przyznała rację Legii i nakazała zwrócić klubowi 5 mln zł. Pieniądze wróciły z opóźnieniem i bez odsetek. Ale tu sprawa się nie kończy.

Prezydent
Warszawy już raz wyłączyła Małgorzatę Branicką-Eytner, naczelniczkę wydziału
budżetowo- -księgowego w Śródmieściu, z podejmowania decyzji o wysokości
podatku dla Legii. Nie powstrzymało to urzędniczki przed podjęciem analogicznej
decyzji za kolejny rok.
Wyświetl galerię [1/5]

NIEUSTĘPLIWY URZĘDNIK

Prezydent Warszawy już raz wyłączyła Małgorzatę Branicką-Eytner, naczelniczkę wydziału budżetowo- -księgowego w Śródmieściu, z podejmowania decyzji o wysokości podatku dla Legii. Nie powstrzymało to urzędniczki przed podjęciem analogicznej decyzji za kolejny rok. Fot. Urząd dzielnicy śródmieście

8 marca Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie możliwości popełnienia przestępstwa na szkodę Legii Warszawa przez pracowników śródmiejskiego urzędu. Przestępstwo miałoby polegać na tym, że urzędnicy wydali postanowienie o nadaniu rygoru natychmiastowej wykonalności decyzji podatkowej, mimo że do upływu terminu przedawnienia nie było krócej niż trzy miesiące (tylko w takiej sytuacji pozwala na to prawo). Mówiąc wprost — choć nie było wiadomo, czy klub jest cokolwiek winny, bo nie było prawomocnej decyzji podatkowej, to urzędnicy wydali nakaz zajęcia 5 mln zł na koncie, uzasadniając zagrożeniem, że sprawa się przedawni, choć doskonale wiedzieli, że takiego zagrożenia nie ma. Śledztwo wszczęto z zawiadomienia Legii Warszawa.

— Złożenie zawiadomienia do prokuratury to bardzo radykalny krok, ale postępowanie urzędników ma znamiona działania, którego na celem jest zniszczenie Legii. Klub musi się bronić. Decyzja urzędników jest skandaliczna, a jeszcze gorszy tryb jej wydania. To jednak tylko jeden z przykładów działań śródmiejskich urzędników w sprawie Legii z naruszeniem prawa — mówi prof. Tomasz Siemiątkowski z kancelarii Głuchowski Siemiątkowski Zwara, reprezentujący Legię Warszawa.

Podatek po latach

Żeby zrozumieć istotę sporu, trzeba się cofnąć do 2011 r., gdy miasto oddało Legii w dzierżawę stadion. Z tego tytułu klub płaci co roku 4,5 mln zł czynszu (brutto) i prawie 1,5 mln zł podatku (dla porównania: Lech, który ma większy stadion, płaci Poznaniowi rocznie 600 tys. zł czynszu, a z podatku od nieruchomości jest zwolniony przez Radę Miasta). W sumie z tytułu czynszu Legia zapłaciła już ponad 30 mln zł, a po doliczeniu podatku kwota przekracza 41 mln zł. Wydawało się, że wszystko działa, aż nagle, pięć lat później, śródmiejscy urzędnicy, m.in. Małgorzata Branicka-Eytner, naczelnik wydziału budżetowo-księgowego, zaczęli dowodzić, że podatek za 2011 r. powinien być trzykrotnie wyższy (4,5 mln zł). Na jakiej podstawie? Wszystko zależy od podstawy opodatkowania — obiektu, od którego płaci się podatek. W przypadku budynków nalicza się go od wielkości powierzchni, a w przypadku budowli od wartości.

Według Legii podstawy opodatkowania są trzy: grunt, na którym znajduje się kompleks, budynek, którym jest stadion, i budowla, którą jest murawa oraz boiska boczne. Grunt jest bezsporny, ale na resztę urzędnicy patrzą inaczej. Według nich cały obiekt przy Łazienkowskiej jest „budynko-budowlą”, a to oznacza,że podatek powinien być wyższy. Przy wyliczeniach Legia korzystała ze wsparcia ekspertów Deloitte’a, a na poparcie swojego stanowiska ma ekspertyzę budowlaną opracowaną przez renomowanych profesorów z politechnik: wrocławskiej, poznańskiej, warszawskiej, Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy, a także Akademii Górniczo-Hutniczej. Profesorowie z uprawnieniami rzeczoznawcy budowlanego jednomyślnie orzekli, że „trybuny stadionu: północna, wschodnia, południowa i zachodnia, zwane obwarzankiem, są budynkiem”, a „boisko główne otoczone trybunami oraz boiska treningowe są budowlą”. Przy okazji profesorowie wykonujący ekspertyzę dla Legii podkreślają, że w prawie budowlanym obiekty można zakwalifikować albo jako budynek, albo budowlę lub obiekt małej architektury, co oznacza, że obiekt nie może być w jednej części budynkiem, a w innej budowlą. A taką wykładnię przyjęli śródmiejscy urzędnicy.

Po stronie Legii jest także praktyka. Legia stosuje taką samą wykładnię jak inne stadiony w Polsce, w tym znajdujący się po drugiej stronie Wisły PGE Stadion Narodowy. Płaci on około 4,5 mln zł podatku rocznie, a gdyby uznać go za budowlę, płaciłby ponad 20 mln zł. Urzędnicy dzielnicy Praga Południe, w odróżnieniu od śródmiejskich, nie widzą jednak podstaw do takiej interpretacji.

Urzędnik nie odpuszcza

Spór robił się coraz ostrzejszy i dotarł do prezydent Warszawy. Widząc kontrowersje w działaniu śródmiejskich urzędników, Hanna Gronkiewicz-Waltz wyłączyła z postępowania Małgorzatę Branicką-Eytner i przeniosła wydanie decyzji za rok 2011 do dzielnicy Bemowo. Urzędnicy z Bemowa powołali zespół biegłych, który po wizji lokalnej i analizie dokumentów przekazanych przez klub orzekł, że stadion jest budynkiem, a tylko boiska budowlą, czyli że Legia prawidłowo naliczała podatek. Na tej podstawie burmistrz Bemowa wydał prawomocną decyzję co do wysokości podatku z rok 2011, określając ją na 1,4 mln zł. Myliłby się jednak ten, kto uznałby, że to koniec problemów klubu. W czasie gdy bemowscy urzędnicy badali sprawę podatku za 2011 r., śródmiejscy — na czele z Małgorzatą Branicką-Eytner — przeanalizowali podatek za kolejny rok (2012 r.). Aby nie doszło do przedawnienia (5 lat), 1 grudnia złożyli doniesienie do Urzędu Kontroli Skarbowej (UKS) o możliwych nieprawidłowościach ze strony Legii (wszczęcie kontroli przez skarbówkę zawiesza bieg przedawnienia). 14 grudnia 2017 r. śródmiejscy urzędnicy orzekli, że podatek za 2012 r. powinien wynieść 4,5 mln zł.

— Śródmiejscy urzędnicy nie uwzględnili faktu, że Legia Warszawa jest stroną postępowania, zignorowali dowody: analizy i ekspertyzy, oraz trzymali się swojej wersji, opierając się na opinii osoby, która nie ma uprawnieńrzeczoznawcy budowlanego, nie kontaktowała się z klubem w celu uzyskania informacji, nie przeprowadziła rzetelnej wizji lokalnej stadionu ani nie zapoznała się z dokumentacją projektową składaną do pozwolenia na budowę stadionu. Ponadto fakt, że w sprawę zaangażowała się wyłączona wcześniej urzędniczka, powoduje, że wszystkie decyzje wydane przez dzielnicę Śródmieście mogą mieć wadę prawną — mówi prof. Tomasz Siemiątkowski.

Natychmiastowe zajęcie

Tym razem urzędnicy postanowili być bardziej stanowczy. Pod koniec 2017 r. decyzji o wysokości podatku nadali rygor natychmiastowej wykonalności, co zakończyło się zajęciem na kontach Legii blisko 5 mln zł (3 mln zł podatku plus odsetki). Problem w tym, że wydając decyzję o natychmiastowej wykonalności, burmistrz uzasadnił ją… obawą przedawnienia, które nie było niemożliwe, bowiem sam wcześniej składając wniosek, zawiesił bieg przedawnienia, o czym poinformował Legię kilka dni wcześniej.

— 5 grudnia burmistrz poinformował Legię, że w związku z wszczęciem przez Mazowiecki Urząd Celno-Skarbowy śledztwa zawieszeniu uległ bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego za 2012 r., a 14 grudnia nadał rygor natychmiastowej wykonalności, uzasadniając to tym, że termin przedawnienia jest krótszy niż 3 miesiące. To całkowita sprzeczność, skoro bieg terminu tego przedawnienia został wcześniej zawieszony. Decyzja została podjęta w niejasnych okolicznościach i istnieje uzasadnione podejrzenie, że urzędnicy, wydając decyzję o rygorze natychmiastowej wykonalności, popełnili przestępstwo — mówi prof. Tomasz Siemiątkowski.

Zapytaliśmy władze Śródmieścia o to, na jakich podstawach wyliczyły podatek w wysokości 4,5 mln zł oraz nadały decyzji rygor natychmiastowej wykonalności, zajmując na koncie prawie 5 mln zł, a także dlaczego stosują inną wykładnię niż Bemowo i Praga-Południe.

— Informacje dotyczące przedmiotowego postępowania są objęte tajemnicą skarbową — mówi Jakub Leduchowski, rzecznik prasowy dzielnicy Śródmieście.

To niejedyne kontrowersyjne działanie naczelnik Małgorzaty Branickiej- -Eytner. Gdy urzędnicy Bemowa badali sprawę podatku za 2011 r., śródmiejscy podjęli decyzję w sprawie podatku za 2012 r. którą… przesłali do Bemowa.

Naczelnik Branicka-Eytner podjęła też próbę wykreślenia stadionu przy Łazienkowskiej ze spisu budynków w ewidencji gruntów i budynków, jednak Biuro Geodezji i Katastratu uznało jej próbę za nieuprawnioną. Prokuratorskie śledztwo rozstrzygnie, czy urzędnicy nie przekroczyli prawa, a co dalej z podatkiem płaconym przez Legię? — Nie mamy wątpliwości co do tego, że urzędnicy dzielnicy Śródmieście są nieobiektywni i z premedytacją działają na szkodę Legii. Jeśli nadal będą podejmowali decyzje o podatku za lata 2013, 2014, 2015 i 2016, to będą one równie nierzetelne i stronnicze. Liczymy, że pani prezydent Warszawy podejmie odpowiednie działania, które pomogą skutecznie rozwiązać ten problem — mówi prof. Tomasz Siemiątkowski.

 

Te firmy uśmiercił fiskus

W III RP wiele firm miało kolosalne problemy z przetrwaniem na skutek zablokowania ich kont bankowych przez urzędników. Zazwyczaj „łapę” na kontach przedsiębiorców lubiły (i lubią) kłaść organy skarbowe w celu wyegzekwowania zarówno rzeczywistych, jak też bardzo wątpliwych zaległości podatkowych. Najgłośniejsze były represje fiskusa wobec znanych firm, które często po czasie okazywały się błędne, ale doprowadzały nie tylko do problemów z płynnością, ale także do bankructw dobrze prosperujących biznesów. Chyba każdy słyszał o Optimusie Romana Kluski. Lider w branży IT w drugiej połowie lat 90. został oskarżony o omijanie prawa podatkowego w celu wyłudzenia VAT. Fiskus wszedł na konta, czego firma Romana Kluski nie przeżyła. Po niedługim czasie sądy uznały, że decyzje wobec firmy były bezprawne.

Podobnie było z JTT Computer, który w tym samym czasie należał do czołówki polskiej branży komputerowej. Zarzut fiskusa: omijanie prawa i wyłudzenia VAT. Blokada kont bankowych doprowadziła firmę do bankructwa, a wkrótce sądy oczyściły ją z wszelkich zarzutów. Spadkobiercy obu firm do dziś walczą o wielkie odszkodowania.

Firma leasingowa TFL z Zielonej Góry pod koniec lat 90. była liderem branży. Fiskus zarzucił jej wyłudzenia VAT i zajął konta na poczet rzekomych zaległości. Firmy nie udało się uratować. Jej właściciel też walczy o gigantyczne odszkodowanie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Jak urzędnicy Śródmieścia faulują Legię Warszawa