Jedna oferta PGE wiosny nie czyni

Adrian Boczkowski
opublikowano: 28-10-2009, 00:00

Wyścig po akcje PGE przypomina ofertę PKO BP. Doświadczonych graczy jest jednak więcej niż przed 5 laty.

Oferta PGE przyciągnęła nowych inwestorów. Czy to sukces na miarę PKO BP? Specjaliści są sceptyczni

Wyścig po akcje PGE przypomina ofertę PKO BP. Doświadczonych graczy jest jednak więcej niż przed 5 laty.

Wczoraj w południe zakończyły się zapisy inwestorów indywidualnych na akcje PGE, a do domów maklerskich pod koniec oferty pierwotnej energetycznego giganta ustawiały się kolejki. Dla szturmujących placówki klientów niektóre placówki, zwane POK-ami, wydłużyły nawet godziny pracy. To jednak obrazek praktycznie jedynie z Warszawy. Takiej euforii nie było widać już w innych większych miastach, choć zainteresowanie papierami — jak przy każdej dużej prywatyzacji — było spore. Inwestorzy mają przecież w pamięci zarobek przy wcześniejszych dużych ofertach spółek z portfela skarbu państwa i zapominają o niedawnych zawirowaniach na giełdzie.

Jednorazowy strzał

Wielu uczestników IPO PGE nie miało bezpośredniego kontaktu z giełdą.

— Tak było u nas. Nie sądzę jednak, by inwestorzy po sprzedaży akcji PGE zostali na giełdzie — mówi nam Lech Chłopecki, wrocławski doradca Millennium Prestige (w udzielaniu kredytów nie pośredniczył Millennium DM).

W jego oddziale wszyscy klienci, oprócz jednego, wzięli maksymalny lewar (10 do 1), a ich przeciętny wkład własny wyniósł 60 tys. zł.

Lech Chłopecki dodaje, że jeśli inwestorzy zarobią przy okazji debiutu PGE, to z pewnością wezmą udział w kolejnych dużych IPO państwowych spółek. Trudno jednak się spodziewać, że po przygodzie z PGE od razu ruszą na rynek wtórny.

— Klienci, którzy skorzystali z POK-u, nastawiają się raczej na jednorazowy strzał. Wrócą najwcześniej na rynek przy okazji kolejnych głośnych prywatyzacji, gdzie ryzyko jest stosunkowo niskie — sądzi Piotr Kubicki, kierownik olsztyńskiego POK-u DI BRE Banku.

— U nas dominowali aktywni gracze, a zapisów od nowych klientów nie było więcej niż 20 proc. Duża część pieniędzy z IPO PGE nie pozostanie jednak na giełdzie, bo było to jedynie krótkoterminowe przesunięcie gotówki z lokat czy funduszy inwestycyjnych — relacjonuje Sławomir Szymanowski, doradca klienta CDM Pekao w Gdańsku.

Jak oferta PGE wyglądała w POK-ach dwóch dużych brokerów detalicznych — DM BZ WBK i DM PKO BP? Pracownicy oddziałów nie chcieli się wypowiadać. Ci z DM BZ WBK skierowali nas do centrali.

— Nasza polityka nie pozwala udzielać pracownikom POK-ów informacji. Mogę jednak powiedzieć, że w POK-ach dominowali nowi inwestorzy, a bardziej aktywni i doświadczeni przeważnie zapisali się przez serwis internetowy. Nie pytamy o horyzont inwestycyjny, ale w naszym odczuciu oferta PGE będzie pozytywnym impulsem dla rynku, ponieważ zapewni dopływ świeżego kapitału — przekonuje Jan Zdziechowski z biura analiz i rozwoju strategicznego DM BZ WBK.

Poczekajmy na PZU

Pracownicy biur maklerskich, którzy obsługiwali ofertę PGE, pytani o jej znaczenie dla naszego rynku akcji są sceptyczni.

— Nie oszukujmy się, że była to oferta bardzo atrakcyjna pod względem inwestycyjnym. Dlatego nie pociągnie ani rynku pierwotnego, ani wtórnego. Tani kredyt robił z niej okazję przy założeniu wzrostu kursu o kilka czy kilkanaście procent na debiucie, ale nie było to w stanie dać rynkowi kapitałowemu takiego impulsu rozwojowego jak IPO PKO BP. Być może tym impulsem będą przyszłoroczne IPO doskonale znanego PZU i Polkomtela — przewiduje Sławomir Szymanowski z CDM Pekao.

Jego zdaniem, dobrym wyznacznikiem rynkowych nastrojów jest niedawny debiut Arctic Paper.

— Nie było tu praktycznie wzrostów. Nie ma też szturmu na fundusze inwestycyjne, a kilkanaście miliardów złotych kredytów na akcje PGE zaraz wróci przecież do banków — mówi Sławomir Szymanowski.

Dlatego w perspektywie kilku miesięcy wciąż dla GPW najważniejsze będą nastroje na parkietach w Nowym Jorku, Londynie i Frankfurcie.

— Jeśli dojdzie tam do solidnej korekty kilkumiesięcznych wzrostów, to podobnie będzie u nas. Nie zmieni tego żadna oferta — uważa Jarosław Dominiak, prezes SII.

Internet górą

W domach maklerskich, których klienci korzystają głównie z taniego kanału internetowego, większego ruchu nie było.

— Każda duża prywatyzacja przyciąga nowe twarze, ale nie nazwałbym tego, przynajmniej u nas, pospolitym ruszeniem. Być może dlatego, że mamy wielu klientów, którzy używają kanału internetowego — mówi Piotr Kubicki z DI BRE.

Brokerzy, przy okazji oferty PGE, postanowili powalczyć o nowych klientów.

— Nasza oferta kredytowa sprawiła, że przychodzili do nas klienci innych biur. Pod koniec zeszłego tygodnia w POK-u w Warszawie ustawiły się nawet kolejki — mówi Łukasz Grzesło, dyrektor biura zleceń internetowych i telefonicznych DI BRE.

Co najbardziej odróżnia ofertę PKO BP z 2004 r. od tegorocznej PGE?

— Niezwykły wzrost znaczenia internetu. Jestem na rynku od 12 lat i obserwowałem wiele dużych ofert, ale takiej samodzielności klientów w składaniu zleceń podczas IPO jeszcze nie widziałem — dodaje Łukasz Grzesło.

Duże prywatyzacje zawsze budzą zainteresowanie

Obecnie około 80 proc. zleceń jest u nas składanych poprzez platformę internetową. Także w przypadku oferty PGE udział zleceń internetowych był znaczny. Duże oferty prywatyzacyjne zawsze przyciągają na rynek nowych inwestorów. To reguła. Trudno więc powiedzieć, czy w przypadku PGE było ich szczególnie dużo. Najczęściej jest tak, że nowi inwestorzy, którzy zarobią na ofercie prywatyzacyjnej, zostają na rynku. Taka oferta to dobra okazja do rozpoczęcia swojej przygody z giełdą. Z pewnością są jednak inwestorzy, którzy nastawiają się jedynie na udział w dużych prywatyzacjach.

Zainteresowanie ofertą PGE to jednak za mało, by mówić o trwałym ożywieniu na rynku IPO. To również za mało, by traktować je jako sygnał dla dalszego trendu wzrostowego indeksów. Byłyby to zbyt daleko idące wnioski. Bez względu na czasy, tak duże oferty prywatyzacyjne zawsze wzbudzają zainteresowanie, ale nie należy na ich podstawie wyciągać zbyt głębokich wniosków. Wejście PGE na GPW jest niewątpliwie pozytywnym zjawiskiem dla naszego rynku. Tak duża i płynna spółka istotnie podniesie jego kapitalizację i poprawi pozycję międzynarodową GPW.

*odpowiada za usługi dla klientów indywidualnych

Barbara Tomczuk

dyrektor zarządzająca DI BRE*

Nie wykorzystano okazji do edukacji inwestorów

Z rozmów między aktywnymi inwestorami jasno wynika, że ogólnie nie ulegli oni emocjom, które towarzyszą każdej dużej prywatyzacji. Przeliczyli i doszli do wniosku, że oferta nie jest atrakcyjna pod względem ceny i spodziewanej stopy redukcji zapisów. W większym stopniu udział w IPO PGE wzięli natomiast ci inwestorzy, którzy mieli akurat dużo wolnej gotówki.

Bardzo dobrze, że media starały się informować i ostrzegać niedoświadczonych inwestorów o ryzyku czy kosztach kredytu. Za to skarb państwa po raz kolejny nie wykorzystał ogromnego zainteresowania społeczeństwa prywatyzacją, by dotrzeć do niego z elementarną wiedzą o rynku kapitałowym. Kolosów do sprzedaży nie jest przecież dużo. Na rozwiniętych rynkach nie przepuszcza się takiej okazji, by wytłumaczyć zwykłym obywatelom, na czym polega giełda. U nas wciąż często widzimy, że ktoś zapisuje się na akcje, bo jego sąsiad tak zrobił. Martwi również to, że w przypadku PGE dyskonto dla drobnych inwestorów (zachęta do zainteresowania się rynkiem) czy wielkość transzy przeznaczonej dla nich (tylko 10 proc. oferty) nie były ważnymi kryteriami

Jarosław Dominiak

prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych

Adrian Boczkowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu