Kapitał eksploatujemy ale nie wymieniamy

Wysoki poziom wykorzystania mocy produkcyjnych nie skłania przedsiębiorców do inwestowania, bo — ich zdaniem — majątek produkcyjny jest w niezłym stanie

Sporo firm pracuje tak, że lepiej już nie może. Tak w uproszczeniu można powiedzieć, patrząc na odsetek przedsiębiorstw deklarujących zbliżone do pełnego wykorzystanie zdolności produkcyjnych w poszczególnych branżach w II kw. tego roku (zobaczyć można je u źródła, a więc w ostatnim, lipcowym „Szybkim Monitoringu” NBP, albo na grafice). 64 proc. w budowlance, 51 proc. w usługach, 44 proc. w handlu… Tyle firm pracowało w tym czasie praktycznie na pełnych obrotach. W takich warunkach nie dziwi, że średni poziom wykorzystania mocy produkcyjnych we wszystkich przebadanych przez NBP przedsiębiorstwach (84,1 proc.) krążył blisko historycznego maksimum. Wysoki poziom wykorzystania mocy produkcyjnych to natomiast jeden z flagowych argumentów przemawiających za inwestowaniem, ale wygląda na to, że bardziej w teorii niż praktyce.

Osłabienie relacji

Badanie NBP wyróżnia siedem działań adaptacyjnych podejmowanych przez firmy w związku z wysokim wykorzystaniem mocy produkcyjnych (a właściwie sześć, bo siódma kategoria to „brak działań”). To: inwestycje w potencjał wytwórczy, zlecanie podwykonawcom, zwiększanie zatrudnienia, większa liczba godzin pracy, wyższe ceny i selekcja zleceń. Spośród sześciu wyróżnionych branż tylko w dwóch inwestycje były rozwiązaniem, po które firmy sięgały najchętniej. W handlu np. do takiego rozwiązania uciekała się jedynie co czwarta firma (więcej na grafice). „Wykorzystanie zdolności produkcyjnych w przedsiębiorstwach faktycznie jest na historycznie wysokich poziomach, ale wyniki AR i SM NBP pokazują, że przedsiębiorstwa dość powszechnie wykorzystują także pozainwestycyjne metody zwiększania potencjału produkcyjnego. Osłabia to, przynajmniej w krótkim horyzoncie, związek między stopniem wykorzystania zdolności produkcyjnych a poziomem aktywności inwestycyjnej” — czytamy w raporcie NBP.

Inwestycje niekonieczne

Na osłabienie relacji między stopniem wykorzystania mocy produkcyjnych a zapałem do inwestowania, które miałoby w domyśle poprawić stan majątku produkcyjnego, wpływa zapewne to, że — zdaniem samych przedsiębiorców — palącej potrzeby do jego poprawiania nie ma. 42,1 proc. ocenia swój majątek produkcyjny jako nowoczesny na poziomie krajowym, 16,4 proc. jeszcze lepiej — jako nowoczesny na poziomie światowym. 38,9 proc. przyznaje, że nie dysponuje nowoczesnym sprzętem, ale technicznie sprawnym — tak. Zaledwie 2,6 proc. ocenia swój majątek produkcyjny jako przestarzały i wyeksploatowany. Na dodatek — jak zaznaczają eksperci z NBP — „liderami nowoczesności są przedsiębiorstwa zagraniczne, działające w ramach globalnych łańcuchów wartości, uczestniczące w handlu międzynarodowym. Relatywnie mniej nowoczesny majątek, zwłaszcza uwzględniając standardy światowe, mają mniejsze, nie wychodzące poza rynek lokalny i głównie krajowe przedsiębiorstwa”.

Marzenia o produktywności…

W tekście sprzed kilku tygodni „Więcej dodasz gospodarce, więcej zarobisz” pisaliśmy o tym, jak niski poziom produktywności wyróżnia polską gospodarkę na tle krajów OECD (mimo jednej z najwyższych, rocznej dynamiki zanotowanej w 2017 r.) i o tym, że innej drogi do wzrostu produktywności niż wzrost inwestycji — nie ma.

— Produktywność pracy sprowadza się do kwestii technicznego uzbrojenia pracy, a więc tego, czym dysponują pracownicy, alternatywnie — jaką technologię i zasób kapitału stosuje dane przedsiębiorstwo. Jeżeli chcemy zwiększać produktywność, trzeba postawić na inwestycje, które będą przekładały się na jakość oferowanych produktów — mówił wówczas Piotr Bartkiewicz, ekonomista mBanku.

…nie prysły

Tymczasem w raporcie NBP czytamy, że w I kw. tego roku nakłady przedsiębiorstw prywatnych w cenach bieżących wzrosły zaledwie o 1,9 proc. r/r. Czy to oznacza koniec marzeń o wyraźnej poprawie naszej produktywności, która jest z kolei „gwarantem” długoterminowego wzrostu gospodarczego? Opinia Marcina Luzińskiego, ekonomisty BZ WBK, dodaje otuchy.

— Mimo wszystko spodziewamy się odbicia inwestycji w sektorze prywatnym. Co prawda w tym roku głównym motorem napędowym inwestycji pozostanie prawdopodobnie sektor publiczny, ale w dłuższym okresie oczekujemy wyraźnej poprawy po stronie przedsiębiorstw prywatnych. Te drugie obecnie może „paraliżować” sytuacja na rynku pracy, czyli obawa o zainwestowanie w kapitał, którego potem nie będzie komu obsługiwać. Naszym zdaniem, taki tok myślenia przedsiębiorców jest chwilowy i wynika z tego, że obecna sytuacja na rynku pracy, na czele z brakiem pracowników, jest dla nich czymś nowym i nie do końca wiedzą, jak się z nią uporać. Z czasem jednak, gdy okaże się, że deficyty pracowników są czymś „trwałym”, firmy będą niejako zmuszone do tego, aby zastępować kapitał ludzki fizycznym, a więc inwestować — mówi Marcin Luziński.

Dajmy sobie czas

W uproszczeniu można powiedzieć tak — inwestycje prywatne powinny złapać wiatr w żagle, gdy przejdziemy z fazy pierwszej (ograniczenia w podaży pracy hamują zapędy inwestycyjne firm) do drugiej (braki pracowników skłaniają do inwestowania w kapitał, a więc postępu technologicznego). Problem w tym, że łatwo powiedzieć, dużo trudniej zrobić. „Rozwiązania zastępujące pracę człowieka planuje wykorzystać bądź już stosuje znaczna część przedsiębiorstw (ok. 30 proc. firm, wg AR NBP), ale ponad połowa firm nie widzi możliwości takiej substytucji” — zauważają eksperci z NBP.

Ponad połowa firm przyznaje także, że nie ma jeszcze sprecyzowanego zdania na temat usług inwestycyjnych w ramach rozszerzonych specjalnych stref ekonomicznych (SSE). A to jeden z czynników, który — zdaniem ekspertów z NBP — może korzystnie wpływać na popyt inwestycyjny. „(…) przedsiębiorcy uzyskali potencjalną możliwość korzystania z ulg podatkowych przy realizacji nowych inwestycji na terytorium całego kraju (ustawa o wsparciu nowych inwestycji weszła w życie w końcu czerwca, rozporządzenia do ustawy zawierające kryteria przydzielenia pomocy mają zostać uchwalone do końca lipca). Instrument jest skierowany głównie na pobudzenie inwestycji małych i średnich przedsiębiorstw i promuje przedsięwzięcia podnoszące innowacyjność i konkurencyjność gospodarki. Na razie jednak zainteresowanie taką formą wsparcia jest umiarkowane” — czytamy w raporcie NBP. Więcej na grafice.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Kapitał eksploatujemy ale nie wymieniamy