Kidawa-Błońska: rządzący zaczynają wojnę z pracodawcami i ludźmi pracy

PAP, DI
opublikowano: 21-09-2019, 15:45

Rząd znalazł sobie kolejnego wroga; zaczyna się wojna z pracodawcami i ludźmi pracy – mówiła w sobotę kandydatka Koalicji Obywatelskiej na premiera Małgorzata Kidawa-Błońska.

Małgorzata Kidawa-Błońska prezentuje program wyborczy podczas Konwencji Programowej Koalicji Obywatelskiej
Wyświetl galerię [1/2]

Małgorzata Kidawa-Błońska prezentuje program wyborczy podczas Konwencji Programowej Koalicji Obywatelskiej Fot. Andrzej Hulimka/Forum

Liderzy Koalicji Obywatelskiej wzięli w sobotę udział w regionalnej konwencji wyborczej w Sosnowcu – stolicy Zagłębia Dąbrowskiego. Krytykowali gospodarcze propozycje PiS, związane m.in. ze zmianami w ZUS oraz wysokością płacy minimalnej – według KO, jeżeli rząd będzie wspierał gospodarkę, może ona przekroczyć nawet 5 tys. zł (propozycje PiS mówią o dojściu do 4 tys. zł – PAP), ale musi to wynikać ze wzrostu i rachunku ekonomicznego.

Wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska w swoim wystąpieniu diagnozowała, że wewnętrzne wojny, które – jak mówiła - „szykują co chwilę rządzący” naprawdę się dzieją. „Była już wojna z sędziami, z nauczycielami, lekarzami, a teraz zaczyna się wojna z pracodawcami i ludźmi pracy” – powiedziała.

„Ich niezależność stała się solą w oku rządzących. Rząd znalazł sobie kolejnego wroga. I w tym widzę nasze zadanie. Jesteśmy po to, żeby tej wojny nie było – i po to te wybory wygramy” - przekonywała Kidawa-Błońska. Dodała, że wojna z pracodawcami i ludźmi pracy skończy się katastrofą dla wszystkich.

„Po prostu ludzie, którzy pracują, rozumieją swoją wartość, nie pasują do nowego systemu. W nowym porządku władzy człowiek nie może myśleć, że zawdzięcza coś sam sobie. Ma się czuć podległy, a nie wolny, ma być na łasce dobrych panów, a nie dostawać, co mu się po prostu należy. Władza stawia na tych, których może uzależnić od wypłacanej przez urzędy pomocy socjalnej, nie rozumie tylko, że jeśli nie będzie kto miał na to zapracować, to nie będzie co rozdawać. I na końcu najbiedniejsi znowu zostaną sami sobie” – przekonywała kandydatka na premiera.

Kidawa-Błońska zapewniła jednocześnie, że „nic, co było dane, nie zostanie ludziom odebrane”. Jak mówiła, „pomoc socjalna musi być utrzymana, a nawet rozszerzona”. „Tylko to nie musi dziać się kosztem średnio zarabiających, to nie może być kosztem ludzi, którzy pracują, nie kosztem tych, którzy utrzymują cały nasz kraj” - zastrzegła.

Jak oceniła, „pierwsze strzały tej wojny już padły”. Wskazała na „radykalne zmiany w ZUS, które uderzą w pracodawców, a najmocniej w samozatrudnionych”. Dodała, że płaca minimalna zadekretowana na lata naprzód wiele firm doprowadzi do bankructwa.

„Żeby było jasne: jeżeli rząd będzie wspierał gospodarkę, a nie zajmował się propagandą, to płaca minimalna może poszybować do 5 tys. zł, a nawet więcej. Ale to musi wynikać ze wzrostu, musi wynikać z rachunku ekonomicznego, a nie z rachunków PR-owców” – akcentowała Kidawa-Błońska.

Jak przekonywała, z jej rozmów z przedsiębiorcami wynika, iż „najmniejsi z nich są naprawdę przerażeni, boją się plajty”. „Większość już dziś zamierza robić rezerwy, kosztem płac i inwestycji. Wszyscy wykluczają podwyżki dla obecnych pracowników, niektórzy myślą o zwolnieniach, niektórzy o obniżaniu pensji” - relacjonowała.

„Ja rozumiem i wiem, że płacę minimalną trzeba podnosić, że ludzie muszą więcej zarabiać, ale nie kosztem tych, którzy średnio zarabiają - nie kosztem fachowców, nie kosztem tych, którzy mają zarobki w okolicy średniej krajowej i mają je dzięki stażowej pracy, doświadczeniu, umiejętnościom” - zastrzegła Kidawa-Błońska.

Jej zdaniem młodzi pracownicy powinni otrzymywać „godną pensję”, ale „może niekoniecznie od razu taką jak ktoś, kto pracuje w zakładzie już od wielu lat”. „Nie zdziwię się, jeśli na rynku pracy masowo zacznie się wymieniać fachowców na pracowników gorszych, ale tańszych. Czy o to chodzi rządzącym? Czy naprawdę chcą ukarać przedsiębiorców?” - pytała.

„Czy nienawiść i ideologia ma zastąpić zdrowy rozsądek? Czy dzisiejsza władza nie rozumie, że prywatne firmy małe i duże będą padać? W nich pracują przecież miliony kobiet i mężczyzn i wszyscy nie pójdą do spółek Skarbu Państwa – tam zrobiło się już zresztą bardzo tłoczno” - zaznaczyła Kidawa-Błońska.

Według niej obecnie czas pomyśleć o pracowniku, który ma już doświadczenie i pozycję zawodową. „Po czterech latach światowej koniunktury zarobki powinny być znacznie wyższe, a w kolejnych latach rosnąć. Czy jednak w ostatnich czterech latach zauważyliście takie podwyżki, żebyśmy poczuli, że pracownicy zarabiają tak jak w Europie, że wasza płaca wreszcie jest doceniona?” - pytała oceniając, iż jeżeli podwyżki nawet były, to marne. „Trzeba to zmienić i dla nas to będzie najważniejsze zadanie – to jest nasz priorytet. Ale nie będziemy czynić tego dekretami, będziemy zmniejszać obciążenia dla pracodawców – to jest nasze zadanie” - zadeklarowała.

Oceniła, że potencjalne podwyżki dla ciężko pracujących, których pracodawcą jest państwo, „zostały przejedzone”. „Co z zarobkami pielęgniarek, nauczycieli, policjantów, urzędników? Wasze podwyżki zostały przejedzone (...). Wasze podwyżki to setki limuzyn, których jest więcej niż karetek pogotowia, to prywatne loty, przekręty, nagrody, to wydatki na Fundację Narodową, na farmy trolli, propagandę. Tam są wasze podwyżki, to zostało przejedzone. Ale wcale tak nie musi być dalej. Możecie to zatrzymać i dostać wasze pieniądze. Wystarczy pójść na wybory - to wy możecie podjąć decyzję, jak będzie wyglądało wasze życie i jak będziecie zarabiali” - przekonywała wicemarszałek Sejmu.

Zaapelowała do rządzących o rozsądek i szacunek do ludzi pracy. Uznała, że „niektórych władza zaczęła oślepiać”. „Jeżeli naprawdę chcecie polskiej rodziny, to nie mówcie im, jak mają żyć, tylko pozwólcie im zarabiać na siebie normalnie. Nie bójcie się ludzi z godnymi zarobkami, nie bójcie się ludzi znających swoją wartość. Nie bójcie się kobiety, która potrafi samodzielnie się utrzymać, i nie bójcie się mężczyzny, który myśli samodzielnie. Po prostu nie bójcie się wolności” – wezwała. Zaapelowała do rządu o „zakończenie dotychczasowych wojen i niewywoływanie kolejnych” oraz o to, by nie dzielić Polski.

Lider Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna zarzucił rządzącym niewiarygodność m.in. w polityce prowadzonej wobec górnictwa i klimatu, a także w sferze walki ze smogiem. „Jak mogą być wiarygodni ci, którzy przez ostatnie lata sprowadzają węgiel z Rosji - to jest ponad 20 mln ton za ponad 7 mld zł. Gdzie jest ich wiarygodność, gdzie są te obietnice, w których mówią, że będą walczyć o polskie kopalnie i polski węgiel? Oni są po prostu niewiarygodni i dzisiaj to wyraźnie mówimy” – podkreślił Schetyna, zarzucając rządzącym zmarnotrawienie ok. 30 mld zł unijnych środków na walkę ze smogiem.

„To nie jest wiarygodność, to jest ich polityka - polityka, która polega na tym, że jedno to składane obietnice, a drugie – brak ich realizacji. Niewiarygodna ekipa z frazesami, pustymi frazesami i pustymi obietnicami. I mam nadzieję - jestem przekonany - że 13 października wszyscy to z bliska zobaczą - szczególnie tu, w Zagłębiu i na Śląsku” – mówił przewodniczący Platformy.

Jak ocenił, obecna ekipa rządząca jest także niewiarygodna, kiedy mówi o kobietach. „Nie było bardziej antykobiecej ekipy rządowej” – przekonywał Schetyna. Wskazał, że w programie KO mowa m.in. o szacunku dla kobiet, refundacji metody in vitro czy należytej opiece okołoporodowej. „O tym wszystkim, o czym dzisiaj zapomniała partia rządząca, a my to będziemy przypominać” – mówił.

W centrum programu Koalicji Obywatelskiej jest człowiek – przekonywała szefowa Inicjatywy Polska Barbara Nowacka, podkreślając, że Koalicja stoi „po stronie człowieka pracy, każdej osoby". Wśród propozycji programowych wymieniła m.in. 600-złotową premię z budżetu państwa dla aktywnych, naprawę systemu edukacji m.in. poprzez powołanie Komisji Edukacji Narodowej, powołanie apolitycznej i niezależnej Rady Klimatycznej, skuteczną walkę ze smogiem, rozwój energetyki prosumenckiej, naprawę sytuacji w służbie zdrowia oraz rozwiązania sprzyjające seniorom.

„Odrobina przyzwoitości z budżetu państwa wystarczy, by osobom starszym żyło się dzisiaj godnie. (...) Trzynasta emerytura starszym osobom po prostu się należy i nie może być uzależniona od humoru satrapy" – dodała Nowacka.

Katarzyna Piekarska – była polityczka SLD, która również kandyduje do Sejmu z list Koalicji Obywatelskiej - oceniła, że program Koalicji jest adresowany także do wyborców lewicy. „W tym programie jest wszystko to, co jest dla was ważne” – przekonywała. Według Piekarskiej w ostatnich latach "przez Polskę przechodzi tornado, które niszczy wszelkie demokratyczne instytucje i wszelkie oazy wolności" – jako przykłady wymieniła m.in. działania rządzących wobec Trybunału Konstytucyjnego, sądownictwa i prokuratury.

Piekarska zaznaczyła, że chce Polski otwartej i tolerancyjnej, „Polski, która nie boli”. "To, co jest najgorsze, że pewien budowniczy z Nowogrodzkiej zaczął budować mur - taki mur nienawiści między Polakami. Ale my go zburzymy. (...) W naszej Polsce - otwartej, tolerancyjnej i przyjaznej - jest miejsce dla każdego" – podkreśliła, krytykując również stosunek rządzących do osób niepełnosprawnych. Oceniła też, że gdyby nie stanowczy protest polskich kobiet, prawdopodobnie w Polsce obowiązywałby już całkowity zakaz aborcji. „Ta władza nienawidzi kobiet” – oceniła.

Podczas regionalnej konwencji KO w Sosnowcu wystąpił również m.in. lider śląskiej Platformy, b. marszałek woj. śląskiego Wojciech Saługa, który wymieniał działania regionalnego samorządu w ciągu 12 lat, kiedy byli w nim politycy PO – m.in. stworzenie Kolei Śląskich, modernizację Stadionu Śląskiego, wdrożenie uchwały antysmogowej, budowę dróg, rozwój żłobków i przedszkoli, inwestycje w energetyce.

„Dziś bijemy rekordy w imporcie węgla, imporcie śmieci, imporcie stali, rekordy w cenach prądu; huty wygaszają piece, kopalnie nie wydobywają węgla” – wyliczał Saługa, wskazując np. na trudną sytuację spółki Tauron Wydobycie. Jak ocenił, to m.in. efekt przejęcia przez tę spółkę kopalni Brzeszcze, polityczną decyzją – mówił – ówczesnej premier Beaty Szydło. „To nie program dla Śląska, to pic dla Śląska” – podsumował.

Kandydująca do Senatu Beata Małecka-Libera mówiła m.in. o programie zdrowotnym KO. „Polska umiera na raka - to nie jest slogan wyborczy, to szczera prawda” – oceniła, wskazując na konieczność wdrożenia europejskich standardów leczenia, właściwej diagnostyki i profilaktyki. „Polscy pacjenci nie mogą być kategorią drugiego sortu” – przekonywała. Zapowiedziała skuteczną walkę ze smogiem oraz przywrócenie refundacji zabiegów in vitro, dzięki którym – gdy obowiązywał program refundacji – urodziło się 21 tys. dzieci. Przedstawiła też rozwiązania zdrowotne adresowane do seniorów, m.in. wzmocnienie geriatrii i rehabilitacji oraz rozwój domów opieki i dostępności opiekunów dla osób starszych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP, DI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu