KNF z maczugą poluje na prezesów

Niedawnej karze nałożonej na pięciu eksczłonków zarządu PKN Orlen powinni uważnie przyjrzeć się menedżerowie wszystkich spółek giełdowych

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) „jednogłośnie nałożyła na 5 osób fizycznych kary pieniężne w wysokości odpowiednio: 95 tys. zł, 95 tys. zł, 90 tys. zł, 90 tys. zł oraz 90 tys. zł za rażące naruszenie obowiązku informacyjnego przez spółkę publiczną w okresie pełnienia przez strony funkcji członków zarządu spółki publicznej w związku z nieprzekazaniem informacji poufnej” — taki komunikat po posiedzeniu komisji z 26 września 2017 r. przeszedł bez echa. Wszystkim wydawało się, że to po prostu jedna z kilkudziesięciu kar, które co roku nakłada KNF. Wskazywała na to choćby wysokość kar oraz to, że nie podano do publicznej wiadomości nazwy spółki, personaliów ukaranych ani konkretnego powodu nałożenia kary. „PB” uważnie przyjrzał się sprawie i okazało się, że: kara dotyczy bardzo znanych osób, bardzo głośnej sprawy i jest bardzo kontrowersyjna. Jeśli nadzorca tak zachowywałby się wobec innych spółek, to giełdowe raportowanie czeka rewolucja, a członkowie zarządu powinni zmienić sposób pracy. Z ustaleń „PB” wynika, że piątka ukaranych to byli szefowie PKN Orlen: Jacek Krawiec, Sławomir Jędrzejczyk, Piotr Chełmiński, Marek Podstawa i Krystian Pater (obecnie także jest członkiem zarządu).

Zobacz więcej

KARA MOŻE SPOTKAĆ KAŻDEGO: Czwórka byłych członków zarządu PKN Orlen, (od lewej): Piotr Chełmiński, Sławomir Jędrzejczyk, Jacek Krawiec, Marek Podstawa oraz Krystian Pater, który zasiada także obecnie w zarządzie, może odwołać się od kary do KNF lub zaskarżyć ją do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Sprawie powinni uważnie przyjrzeć się wszyscy menedżerowie spółek giełdowych — większość działa według takich samych procedur, które KNF zakwestionowała. Fot. MARCIN BEDNARSKI/PAP

— Informację w komunikacie na ten temat publikujemy na podstawie art. 25 ust. 1 pkt 1 i 2 ustawy z 29 lipca 2005 r. o nadzorze nad rynkiem kapitałowym (Dz.U. z 2016 r. poz. 1289, z późn. zm.). Ust. 2 tego artykułu wskazuje, że nie może ona zawierać danych osobowych. Ujawnienie nazwy spółki oraz szczegółów naruszenia umożliwiłoby automatycznie zidentyfikowanie ukaranych osób fizycznych — poinformowała nas KNF. Ukarani menedżerowie, do których udało nam się dotrzeć, nie chcieli komentować wyroku regulatora.

Ślepa Temida

Według ustaleń „PB”, kara ma związek z odpisem, którego PKN Orlen dokonał w lipcu 2014 r. Uwagę szefów innych spółek powinny przyciągnąć nie tylko długość postępowania i tryb ukarania. Ale po kolei. 23 lipca, przy okazji publikacji wyników za pierwsze półrocze, płocki koncern dokonał odpisu o wartości 4,2 mld zł z tytułu utraty wartości rafinerii w Możejkach. Choć skala była ogromna (był to wówczas największy odpis w historii GPW, pobity dopiero w sierpniu 2015 r., gdy PGE odpisało 8,8 mld zł na Energetykę Konwencjonalną, a potem w lutym 2017 r., gdy KGHM odpisał 4,3 mld zł na kopalnię Sierra Gorda), to rynek przyjął decyzję spokojnie. Od wielu miesięcy bowiem było powszechnie wiadomo, że Możejki są w bardzo trudnej sytuacji — z powodu cen ropy i kłód rzucanych pod nogi przez Litwę rafineria przynosiła straty. Na kilka tygodni przed dokonaniem odpisu w komentarzach analityków giełdowych i inwestorów finansowych narastała presja na władze PKN Orlen. Niektórzy analitycy w wycenach przyjmowali zerową wartość Możejek, inni sugerowali, że bez nich płocki koncern byłby wart więcej. Dlatego odpisanie wartości do zera nie tylko nie wywołało napięć, ale wręcz… zadowolenie — dwa tygodnie po decyzji o odpisie pierwsi analitycy zmienili rekomendacje dla Orlenu z „trzymaj” do „kupuj”. Podniesienie wyceny argumentowali m.in. dobrą decyzją w sprawie Możejek.

Kurs zaczął ponadtrzyletni marsz na historyczne maksima. Niedługo po dokonaniu odpisu sprawie zaczęła przyglądać się KNF. Nikogo specjalnie to nie zdziwiło, gdyż wielkość odpisu i wpływ na kwartalne wyniki musiały ściągnąć oko regulatora. W koncernie potraktowano to jako zupełnie standardową procedurę i bez emocji czekano na jej zakończenie. Aż do 26 kwietnia 2017 r., gdy okazało się, że lata ciszy nie oznaczały, że sprawa się zakończyła bez konsekwencji. KNF nałożyła na PKN Orlen 750 tys. zł kary za „rażące naruszenie obowiązków informacyjnych”, szokując znaczną część rynku. PKN Orlen bowiem od lat był w ścisłej czołówce liderów komunikacji z inwestorami, a dział relacji inwestorskich nadzorowany przez Sławomira Jędrzejczyka uchodził za najlepszy w kraju. O co poszło? Orlen, jak wszystkie spółki, przeprowadza regularnie testy na utratę wartości projektów. Najczęściej wyniki nic nie zmieniają, ale czasem kończą się odpisem. Co ważne, KNF nie kwestionuje zasadności odpisu ani jego wysokości — kara dotyczy jedynie trybu, w jakim rynek został o nim poinformowany. Zdaniem nadzoru, spółka powinna poinformować rynek, gdy tylko poznała wyniki testu, tj. 14 lipca, a nie czekać do 23 lipca. Przez ten czas o sprawie nie wiedzieli bowiem inwestorzy kupujący i sprzedający akcje. „Nieotrzymanie informacji o wystąpieniu zdarzenia tak znaczącego dla inwestorów sprawiło, iż aż do momentu opublikowania raportu półrocznego podejmowali oni decyzje w warunkach braku świadomości o znacznym pogorszeniu wyniku finansowego. Poza tym istniało ryzyko wykorzystania tej informacji przez dysponentów tej informacji poprzez dokonywanie transakcji na rynku” — czytamy w uzasadnieniu KNF.

Groźny precedens

PKN Orlen uważa, że do czasu podjęcia decyzji o odpisie przez zarząd i radę nadzorczą, a stało się to 22 lipca, nie miał o czym informować, bo wszelkie analizy, w tym wyniki testów, były tylko obrazem potencjalnego wpływu decyzji na wyniki spółki, a wiedzę w tej sprawie miał tylko dyrektor finansowy spółki i jego najbliżsi współpracownicy z działu relacji inwestorskich.

— Test z 14 lipca nie dawał żadnych wiążących wyników. Wynik testu zależy od przyjętych założeń — w tym wypadku m.in. cen ropy w przyszłości. Jak każda prognoza, może być bardzo różna i zmienia się w czasie, dlatego dla spółki wiążące są założenia przyjęte w strategii. W tamtym czasie Orlen był na etapie zatwierdzania strategii. Gdy rada ją zatwierdziła, liczby z niej trafiły do testu, wynik został zatwierdzony przez zarząd i podjęto decyzję o odpisie. Gdyby rada nadzorcza strategii nie przyjęła, obowiązywałyby inne założenia — wynik testu byłby diametralnie inny i odpisu by nie było lub byłby znacznie mniejszy — mówi osoba znająca kulisy sprawy.

Sekwencja zdarzeń była następująca: najpierw Orlen opublikował „Strategię na lata 2014-2017”, a później wyniki półroczne uwzględniające odpis. Nasi rozmówcy z Orlenu podkreślają, że w przypadku odpisu na Możejki postąpili zgodnie z procedurą, a nie był to pierwszy odpis w paliwowym koncernie. Co więcej — ten sam tryb stosowały także inne spółki dokonujące odpisów. Wbrew pozorom, nie jest to spór o mało istotne niuanse i technikalia.

— Stanowisko KNF oznacza wprost, że spółka nie powinna komunikować rynkowi decyzji organów statutowych, lecz już sam fakt pojawienia się czegoś w jej księgach. To mocno kontrowersyjne stanowisko, bo przecież w każdej spółce dokonuje się wielu analiz różnych projektów, np. opłacalności inwestycji albo dezinwestycji, ale do czasu podjęcia decyzji przez zarząd są to jedynie plany, teoretyczne scenariusze, z których — jak dowodzi życie — większość nigdy nie zostaje zrealizowana. Stanowisko, że spółka powinna poinformować rynek przed podjęciem decyzji, jest kuriozalne — mówi jeden z prawników rynku kapitałowego, który woli pozostać anonimowy, bo regularnie występuje w postępowaniach przed KNF.

— W myśl interpretacji KNF, Orlen powinien wydać komunikat, że przeprowadził testy na utratę wartości, ale nie ma jeszcze finalnego wyniku, jednak jest możliwe, że odpisze 4,2 mld zł, ale może także mniej albo nic. Przecież dopiero taki komunikat wywołałby totalne zamieszanie na rynku — mówi nasz rozmówca.

— Wyobraźmy sobie, że stosuję się do takiej wykładni KNF. W mojej firmie regularnie analizujemy możliwości wejścia na rynki zagraniczne, co wiąże się z kosztami i potencjalnymi przychodami. Czy każdą taką analizę mam pokazywać rynkowi? Zarząd nie zdecydował dotychczas o realizacji którejkolwiek z rozważanych inwestycji — mówi chcący zachować anonimowość menedżer giełdowej spółki produkcyjnej.

Odpowiedzialność zbiorowa

Nie tylko to jednak powinno zainteresować szefów giełdowych firm.

— Karę dostali wszyscy członkowie zarządu, a nie osoba odpowiadająca za relacje inwestorskie, prezes czy osoba podpisana pod raportem bieżącym. Odpowiedzialność jest zatem zbiorowa, a to oznacza, że według KNF podział kompetencji pomiędzy członkami zarządu jest nieistotny, bo wszyscy odpowiadają tak samo. Przecież jeśli w fabryce jest wypadek, to konsekwencje ponosi osoba odpowiedzialna za BHP, a nie wszyscy. Dlaczego w tym przypadku odpowiedzialność ma być zbiorowa? Idąc tym tropem, wszyscy członkowie zarządu powinni analizować wszystkie komunikaty giełdowe spółki, bo jeśli coś będzie nie tak, to mogą zostać ukarani — twierdzi wieloletni członek rad nadzorczych. W tym konkretnym przypadku pikanterii sprawie dodaje fakt, że czterech z pięciu członków zarządu o planowanym odpisie formalnie dowiedziało się od wiceprezesa odpowiedzialnego za finanse na posiedzeniu zarządu 22 lipca i po uzyskaniu zgody rady i podjęciu uchwały w tej sprawie niezwłocznie poinformowali o tym rynek. — KNF nie była zainteresowana wysłuchaniem stron i zapoznaniem się z ich argumentami. Wygląda na to, że wyrok był ustalony przed merytorycznym rozpatrzeniem sprawy — puentuje jeden z naszych rozmówców.

 

OKIEM EKSPERTA

Ta kara to silny sygnał dla innych

MIROSŁAW KACHNIEWSKI, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych

Przewidywaliśmy tego typu przypadki i już dwa lata temu rekomendowaliśmy spółkom przyjęcie nowych standardów raportowania. Nasza rekomendacja (OSR-1) miała związek z tym, że nowe regulacje MAR wprowadziły w 2016 r. potężniejsze kary za niedotrzymanie obowiązków informacyjnych. Mimo to wiele firm wciąż uważa, że jeśli umieszczą informacje w raporcie okresowym, to wystarczy. Ta konkretna sytuacja odnosi się do okresu sprzed wejścia w życie MAR. Wprawdzie prawo już wtedy wskazywało, że spółka powinna przekazywać istotne informacje na bieżąco, a nie czekać do dnia publikacji raportu okresowego, jednak praktyka rynkowa była wówczas inna. Cząstkowe informacje finansowe natomiast, które są szczególnie istotne, powinny były być komunikowane rynkowi w momencie ich powstawania po to, by raport okresowy nie był już dla rynku zaskoczeniem. Na pewno ta kara to silny sygnał dla innych, by zwrócili uwagę na te kwestie. Jeśli chodzi o zbiorową odpowiedzialność zarządu, to też nie jestem zaskoczony. KNF wielokrotnie zapowiadała, że kary będzie nakładać na zarząd in gremio. Osobną kwestią jest natomiast to, że z punktu widzenia nadzorcy łatwo pewne procesy oceniać przez pryzmat samych uregulowań prawnych, bez uwzględnienia tego, jak w praktyce wygląda proces podejmowania decyzji w firmach.

Litewski thriller z happy endem

Możejki to litewska rafineria, która do 2012 r. była największą polską inwestycją zagraniczną. PKN Orlen zapłacił za nią w 2006 r. 2,8 mld USD i został zdetronizowany dopiero wtedy, gdy KGHM kupił za 9 mld zł złoże miedzi w Chile. Orlen od początku miał na Litwie pod górkę. Zaraz po transakcji rosyjski Transnieft zawiesił dostawy ropy do rafinerii, więc surowiec musiał jeździć koleją i statkami, a to drogie rozwiązanie. W 2008 r. przyszedł kolejny cios — Koleje Litewskie rozebrały tory z Możejek do łotewskiego miasta Renge. W kolejnych latach rafinerię przycisnęła światowa presja na marże — firma miała straty, doszło do zwolnień. Ostatnio makroekonomia rafinerii sprzyja, a praca idzie pełną parą. Spór Orlenu z Litewskimi Kolejami przez wiele lat kładł się cieniem na stosunkach między Polską a Litwą. Obie strony złożyły pozwy sądowe — Orlen domagał się od kolei zapłaty 70 mln EUR, a koleje od Orlenu — 40 mln EUR. Ostatnio doszło jednak do przełomu. Zawarto polsko-litewskie porozumienie, pojawiły się polityczne deklaracje. — Przez wiele lat kolejne rządy tolerowały państwo w państwie [czyli Litewskie Koleje — red.] i jego nieodpowiedzialne zachowanie, które naraziło kraj na szkody finansowe i reputacyjne — powiedziała w zeszłym tygodniu agencji Delfi Dalia Grybauskaite, prezydent Litwy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki, współpraca: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / KNF z maczugą poluje na prezesów